Kontrola drogowa, Elka
Zatrzymali "elkę" do kontroli, a obok kursanta instruktor z... sądowym zakazem Materiały prasowe Policja.pl

Policja poinformowała o kontroli drogowej "elki" we Wrocławiu. Historia jest przednia. Wyobraźcie sobie: uczycie się jeździć, stresujecie się przed egzaminem, ufacie człowiekowi na prawym fotelu, a ten... sam ma aktywny zakaz sądowy na prowadzenie pojazdów. Do tego auto, którym jedziecie, w ogóle nie powinno znaleźć się na ulicy.

REKLAMA

Do tej iście kuriozalnej sytuacji doszło na poczatku czerwca we Wrocławiu, na ulicy Dawida. Funkcjonariusze policji, którzy zabezpieczali procesję Bożego Ciała, postanowili zatrzymać do rutynowego sprawdzenia oznakowanego Hyundaia należącego do jednej z lokalnych szkół nauki jazdy.

Szybko okazało się, że to nie była zwykła kontrola drogowa. Za kierownicą "elki" siedział kursant, który pewnie myślał, że to tylko standardowa procedura. Pech chciał, że to nie on był tutaj głównym problemem. Prawdziwą "gwiazdą" tego spotkania z policją okazał się siedzący obok 58-letni instruktor nauki jazdy.

Jak się potem okazało po weryfikacji w policyjnych systemach, człowiek, który w teorii miał uczyć adepta kierownicy bezpiecznych zachowań na drodze i poszanowania przepisów, posiadał aktywny zakaz sądowy do kierowania pojazdami mechanicznymi. Hit. Po prostu hit.

Uczył jeździć, a sam łamał prawo. "Elka" bez aktualnych badań

Jeśli myślicie, że to koniec tej tragikomicznej historii, to zapnijcie pasy. Wyszło na jaw, że nie tylko instruktor miał sporo za uszami, ale i samo auto pozostawiało wiele do życzenia. Samochód, w którym odbywało się szkolenie, nie posiadał aktualnych wpisów do dowodu rejestracyjnego. Badania techniczne pojazdu najzwyczajniej w świecie wygasły.

To jest jakiś ponury żart. Wsiadasz do auta, płacisz grube tysiące za kurs, ufasz, że szkoła dba o standardy, a ostatecznie jedziesz niesprawnym formalnie samochodem pod okiem kogoś, kogo sąd oficjalnie wyeliminował z ruchu drogowego. Policja musiała natychmiast przerwać tę drogową farsę.

Czytaj także:

Dla 58-letniego instruktora ta lekcja skończy się wyjątkowo boleśnie. Nierzetelny "nauczyciel" w najbliższym czasie usłyszy zarzuty. Odpowie za to, że kompletnie zignorował orzeczony przez sąd zakaz prowadzenia pojazdów, a także za szereg popełnionych wykroczeń związanych ze stanem technicznym samochodu.

Za niestosowanie się do wyroku i jazdę mimo zakazu sądowego grozi mu teraz kara pozbawienia wolności do 5 lat. I powiem wprost: dobrze, że to w ogóle wyszło na jaw. Na drodze nie ma miejsca na taką bezczelność, a co dopiero w branży, która od podstaw kształtuje nowych kierowców.