Seth Numrich w serialu "The Boroughs"
"Stranger Things" dla seniorów znika z Netfliksa. A miało być zupełnie inaczej Fot. materiał prasowy / Netflix

Netflix nie ma litości i kasuje kolejny serial, który dopiero co u niego zadebiutował. "The Boroughs", który ochrzczono mianem "Stranger Things" dla seniorów, nie doczeka się drugiej odsłony. Krytykom się spodobał, ale widzów nie zdołał przekonać do siebie nostalgią. Szkoda, że w streamingu nie obowiązuje pewna prosta zasada.

REKLAMA

"The Boroughs" starał się być duchowym spadkobiercą dawnej szkoły filmowej Amblin Entertainment, amerykańskiego studia produkcyjnego, któremu zawdzięczamy "E.T." Stevena Spielberga, "Gremliny" Joe Dantego oraz "Powrót do przyszłości" Roberta Zemeckisa. Niestety serial o babciach i dziadkach rozwiązujących paranormalne zagadki na osiedlu dla seniorów został anulowany po jednym sezonie, nie dostając drugiej szansy na rozwinięcie skrzydeł.

"The Boroughs" znika po jednym sezonie. Dlaczego nowe produkcje są tak często kasowane?

Gdy do domu spokojnej starości w Nowym Meksyku wprowadza się pogrążony w żałobie mężczyzna, grupka emerytów odkrywa, że ich idylliczna okolica skrywa mroczny sekret. Bohaterowie muszą powstrzymać czające się w cieniu zło, które zagraża ich społeczności. "The Boroughs" reprezentowało sobą sympatyczny humor (skierowany zwłaszcza do starszych widzów), który sprawnie łączył się z melodramatyczną narracją, wątkami rodem z kanonu filmów science fiction i elementami horroru przyprawiającymi o dreszcze.

Na korzyść serialu stworzonego przez Jeffreya Addissa ("Ciemny kryształ: Czas buntu") i Willa Matthewsa ("Władca Pierścieni: Wojna Rohirrimów") grało porównanie do "Stranger Things" – w końcu w fotelach producentów wykonawczych zasiedli bracia Dufferowie – oraz gwiazdorska obsada, której przewodzili Alfred Molina ("Poszukiwacze zaginionej Arki"), Geena Davis ("Thelma i Louise") oraz Bill Pullman ("Ja cię kocham, a ty śpisz").

logo
Alfred Molina w serialu "The Boroughs". Fot. materiał prasowy / Netflix

"W amerykańskiej telewizji główni bohaterowie w wieku 70+ wciąż należą do rzadkości. Hollywood przez lata cierpiało na głęboki ageizm. [...] "The Boroughs" odczarowało dotychczasowe schematy, zrywając z wizerunkiem seniorów zamkniętych wyłącznie w ramach komedii czy dramatów obyczajowych. Przez lata Hollywood karmiło nas schematem, w którym świat ratują nastolatkowie na rowerach albo muskularni trzydziestolatkowie w pelerynach" – pisała Ola Gersz z naTemat w tekście: "The Boroughs" zasługuje na 2. sezon. I to z powodu, o którym mało kto myśli.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jak ustalił branżowy portal Deadline, w premierowy weekend dzieło Addissa i Matthewsa mogło pochwalić się zaledwie 5,6 mln wyświetleń – w pierwszym tygodniu odnotowano wzrost do 9,5 mln, a w drugim spadek do 3,7 mln. Streaming rzadko kiedy daje zielone światło dla kolejnej odsłony produkcjom, które nie przyniosły mu oczekiwanych zysków, a nadzieje związane z "The Boroughs" były dość wysokie, biorąc pod uwagę bliską współpracę jego twórców z Dufferami. Emeryci zebrali dobre oceny, ale to liczby miały się nie zgadzać.

W czasach takich, jak te, bezpieczniejszą opcją dla reżyserów i scenarzystów jest tworzenie seriali, które są jednostrzałami. Wieści o anulowaniu produkcji, które w pierwszym sezonie (przykładowo) kończyły się cliffhangerem, zabijają ich dalszą oglądalność. Widzowie nie chcą marnować czasu na coś, co i tak nie doczeka się kontynuacji.

Problemem zachodniego streamingu jest też mała liczba odcinków w każdym sezonie i wysoki koszt produkcji, który wzrasta co odsłonę. Rachunek płacimy zresztą po obu stronach – wystarczy sprawdzić, ile wydajemy na streaming. Marzeniem byłaby zasada zabraniająca kasowania seriali po jednym rozdziale, ale jak wiemy z autopsji, pieniądze nie spadają z nieba, a zaangażowanie widowni musi być widoczne już od samego początku.