Czy w Polsce mamy epidemię różyczki? Amerykanie twierdzą, że tak
Czy w Polsce mamy epidemię różyczki? Amerykanie twierdzą, że tak Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta

Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób i Prewencji właśnie ogłosiło, że w Polsce panuje epidemia różyczki. Polacy o tym nie słyszeli, choć według Amerykanów tylko w tym roku odnotowano już 26 tysięcy przypadków tej choroby. Skąd takie rewelacje?

REKLAMA
Amerykańskie centrum monitoruje choroby zakaźne na świecie i informuje swoich obywateli przed tym, gdzie może na nich czyhać niebezpieczeństwo. Epidemią, według agencji, jest objęty cały nasz kraj - takie doniesienia pojawiły się w "New York Times".
Skąd taki wniosek? Jak opisuje "Gazeta Wyborcza", centrum w USA otrzymało takie dane… z Polski. Mowa jest o 26 tysiącach przypadków różyczki. Mimo to, eksperci w rozmowie z "GW" uspokajają: nie ma u nas żadnej epidemii.
Jak wyjaśnia w gazecie dr Paweł Grzesiowski, prezes fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń w Warszawie, takie dane wynikają z faktu, że lekarze rodzinni diagnozują różyczkę na podstawie powiększonych węzłów chłonnych i wysypki. Lekarze muszą o takich przypadkach informować Państwowy Zakład Higieny, który dalej przesyła te informacje właśnie do Centrum Kontroli Chorób i Prewencji w USA oraz do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).
Dr Grzesiowski zaznacza jednak, że tak naprawdę większość przypadków różyczki to po prostu błędna diagnoza lekarzy. Realnie choruje na to 0,1 proc. osób, u których postawiono taką diagnozę, ale pomylić się jest łatwo.
Z drugiej strony, krajowy konsultant ds. epidemiologii dr Iwona Paradowska-Stankiewicz z Państwowego Zakładu Higieny twierdzi, że mamy w Polsce wzrost liczby zgłoszeń o podejrzeniu różyczki. Ostrzeżenia Amerykanów przed polską epidemią jej nie dziwią, bo choroba jest wyjątkowo groźna dla ciężarnych kobiet. Jej zdaniem, w USA "dmuchają na zimne", wydając takie ostrzeżenia, bo Amerykanie doskonale wiedzą ile przypadków to tylko podejrzenia, a ile z nich zostało potwierdzonych badaniami.
Czytaj także: