
Tysiące osób wyszły w sobotę na ulice Erfurtu, by zaprotestować przeciwko zjazdowi skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Demonstranci blokowali drogi prowadzące do miejsca konferencji, na której partia ponownie wybrała swoich dotychczasowych liderów i zapowiadała gotowość do przejęcia władzy. Protesty odbywają się w momencie, gdy AfD notuje rekordowe poparcie w sondażach.
W sobotę delegaci Alternatywy dla Niemiec ponownie wybrali na współprzewodniczących Alice Weidel i Tino Chrupallę. To właśnie pod ich kierownictwem AfD osiągnęła najwyższe w swojej historii wyniki sondażowe. Najnowsze sondaże wskazują, że ugrupowanie może liczyć na 27–29 proc. poparcia i wyprzedza blok chadecki kanclerza Friedricha Merza. Skrajnie prawicowa partia ma nadzieję, że przejęcie władzy w langtagach Saksonii-Anhaltu oraz Meklemburgii-Pomorza Przedniego we wrześniowych wyborach.
Protesty w Erfurcie podczas zjazdu AfD. Demonstranci blokowali drogi
Zjazdowi w Erfurcie – stolicy Turyngii, landu uznawanego za jeden z największych bastionów populistycznego ugrupowania – od samego rana towarzyszyły masowe protesty. W mieście rozmieszczono setki policjantów, w tym funkcjonariuszy sprowadzonych z innych regionów Niemiec.
Ludzie gromadzili się na ulicach. Jak informuje Reuters, tysiące przeciwników AfD próbowały również utrudnić delegatom dotarcie do centrum konferencyjnego, blokując drogi i autostradę. Część uczestników siadała na jezdniach, aby autobusy z delegatami AfD nie dojechały na miejsce. Ostatecznie konferencja rozpoczęła się zgodnie z planem. Część blokad zostało wcześniej uniemożliwionych przez sąd.
Według Reutersa w demonstracjach uczestniczyło około 15 tys. osób, natomiast policja cytowana przez Deutsche Welle szacuje frekwencję nawet na 25 tys. Stacja SRF informowała, że biuro AfD oraz policjanci zostali zaatakowani na jednej z ulic urządzeniami pirotechnicznymi i woreczkami z farbą. Podczas demonstracji służby użyły gazu łzawiącego, a Polsat News pisze, że dwóch dziennikarzy zostało uderzonych butelkami, które rzucali protestujący.
Protest organizowały związki zawodowe, organizacje społeczne oraz ugrupowania lewicowe. Przedstawiciel inicjatywy Widersetzen cytowany przez Reutersa podkreślał, że nie można dopuścić, aby partia, która "zagraża niemieckiej demokracji", rosła w siłę.
Alternatywa dla Niemiec chce "uratować Niemcy"
Podczas otwarcia zjazdu liderzy AfD otwarcie kpili z protestujących. Tino Chrupalla zauważył, że nie zdołali zakłócić obrad, a Alice Weidel przekonywała, że partia chce "uratować Niemcy". W swoich wystąpieniach politycy przekonywali o konieczności zaostrzenia polityki migracyjnej, zapowiadając bezwzględne deportacje osób przebywających w kraju nielegalnie oraz cudzoziemców skazanych za przestępstwa.
Jak relacjonuje Reuters, jeszcze przed rozpoczęciem obrad w transmisji AfD w mediach społecznościowych można było usłyszeć piosenkę "Send them back" ("Odeślijcie ich z powrotem"), a na stoiskach z gadżetami sprzedawano pocztówki z hasłami nawiązującymi do deportacji.
Deutsche Welle przypomina, że AfD (w tym regionalne struktury partii w Turyngii) zostało wcześniej uznane przez niemiecki kontrwywiad za organizację ekstremistyczne. Mimo to AfD konsekwentnie zwiększa poparcie, udowadniając, że nie tylko Niemcy, ale cała Europa ma coraz większy problem z rosnącym radykalizmem. Świadczy o tym, choćby popularność "antyimigranckiego gniota" niemieckiego reżysera Uwe Bolla, "Citizen Vigilante". Kontrowersyjny film został zablokowany w Niemczech, ale ostatecznie doczeka się dystrybucji na świecie.
