
Szykowałem się na ten test jak szczerbaty na suchary. Przepis brzmiał przecież doskonale: małe, miejskie auto z obietnicą ponadprzeciętnej dynamiki. A ja szczerze uwielbiam małe, zwinne i zadziorne gokarty. Co prawda na masce widnieje logo Toyoty – która przez lata niekoniecznie słynęła z produkowania aut budzących gwałtowne bicie serca – ale tym razem na jej kuperku pysznił się znaczek GR Sport.
Skoro japoński producent ma już w swoim arsenale takie ikony jak potężny Land Cruiser, niezniszczalny Hilux, dawna Celica czy genialny, rajdowy Yaris GR, to przyczepienie tych dwóch magicznych liter do najmniejszego modelu w gamie powinno coś znaczyć. Miałem cichą nadzieję, że to coś więcej niż zwykły chwyt marketingowy, że Aygo dołączy do aut budzących emocje. O, słodka naiwności…
Ewolucja malucha: Kiedy Aygo stało się "X-em"
Aygo od zawsze było klasycznym, sprytnym mikrusem do przeciskania się przez wielkomiejskie korki. Poprzednie generacje świetnie wywiązywały się z tego zadania – były zwinne, tanie w eksploatacji i bezpretensjonalne. Jednak w dobie mody na crossovery Toyota postanowiła napompować swojego malucha i postawić go na szczudłach. Tak narodziło się Aygo X.
Wizualnie auto urosło w każdym kierunku w stosunku do tradycyjnej wersji:
Co ciekawe, mimo tak wyraźnego napompowania nadwozia, prześwit wzrósł o zaledwie 1 cm. Pod względem właściwości jezdnych i pokonywania krawężników nie ma więc mowy o rewolucji. Prawdziwym benefitem tej metamorfozy jest jednak bagażnik. Zamiast dotychczasowych, głodowych 168 litrów, w wersji X dostajemy do dyspozycji 231 litrów pojemności, co w segmencie A pozwala już na spakowanie czegoś więcej niż tylko aktówki.
Serce z Yarisa, czyli hybrydowy przełom
Pod maską nowej odsłony Aygo X na rok 2026 zaszła fundamentalna zmiana. Tradycyjny silnik 1.0 ustąpił miejsca układowi hybrydowemu prosto z większego Yarisa. Mamy tu do czynienia z pierwszą pełną hybrydą (HEV) w tym segmencie.
Sercem napędu jest 1,5-litrowy, 3-cylindrowy silnik benzynowy o mocy 92 KM, zintegrowany z motorem elektrycznym generującym kolejne 80 KM. Łączna moc systemowa tego zestawu to 116 KM oraz 141 Nm momentu obrotowego. Całość trafia na przednią oś za pośrednictwem bezstopniowej przekładni e-CVT. Na papierze parametry małego japończyka wyglądają naprawdę obiecująco.
Aby zmieścić pod maską tak dużą, 1,5-litrową jednostkę hybrydową wraz z osprzętem, inżynierowie Toyoty musieli przedłużyć przedni zwis samochodu o równe 76 mm. Dodatkowo, ze względu na wyższą moc i masę układu, auto zyskało nową platformę GA-B oraz piasty kół mocowane na pięć śrub zamiast dotychczasowych czterech.
Pakiet GR Sport: pułapka na entuzjastów
I w tym miejscu dochodzimy do źródła mojego rozczarowania. Co tak naprawdę daje nam prestiżowy emblemat GR Sport w Aygo X?
To pakiet stylistyczno-wyposażeniowy, który dokupuje się do i tak wysokiej wersji Style. Owszem, auto zyskuje nieco sztywniejsze nastawy przedniego zawieszenia (inne sprężyny i amortyzatory), dedykowany wzór grilla oraz dedykowaną tapicerkę z czerwonymi przeszyciami. Problem w tym, że ta przyjemność kosztuje dodatkowe 16 000 złotych.
Z profilu Aygo X GR Sport prezentuje się agresywnie – wygląda jak wściekła, przygotowana do ataku osa, a wzrok przyciągają świetne przetłoczenia na dachu. Czar jednak pryska, gdy obejdziemy auto od tyłu. Wtedy widać, że ten napompowany, "sportowy" crossover stoi na śmiesznie wąskich kołach (opony o szerokości zaledwie 175 mm), co całkowicie zabija drapieżny look.
Wyje, ale jedzie. Jak to działa w praktyce?
Wrażenia z jazdy są mocno specyficzne. Z jednej strony auto prowokuje do dynamicznych zrywów. Ma w sobie coś takiego, że podświadomie chcesz być pierwszy pod światłami. Rusza z miejskich skrzyżowań z ogromnym animuszem, ochoczo wykorzystując moment obrotowy silnika elektrycznego.
Z drugiej strony, gdy mocniej wciśniesz pedał gazu, bezstopniowa skrzynia e-CVT natychmiast wkręca silnik na wysokie obroty, generując potępieńczy, monotonny wyjec. Trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić – wyje, ale skutecznie przyspiesza. Sprint do setki zajmuje 9,2 sekundy, co jest wynikiem wystarczającym. Jeśli jednak zechcesz poszaleć w ostrzejszych zakrętach, auto szybko przypomni ci o swojej naturze, stając się wyczuwalnie podsterowne.
Prawdziwym plusem jest jednak apetyt na paliwo. Ta Toyota pije tyle, co nic. Przy dynamicznej miejskiej jeździe spalanie oscyluje wokół 5 litrów na 100 km. Gdyby całkowicie odpuścić prowokowanie systemu pod światłami i jeździć w trybie Eco, bez problemu można zejść poniżej bariery 4 litrów.
Wyposażenie z wyższej klasy vs. goła blacha
Wnętrze nowej Toyoty wywołało u mnie potężny dysonans poznawczy. Lista wyposażenia standardowego wersji Style z pakietem GR jest długa i mogłaby zawstydzić niejedno auto kompaktowe. Na pokładzie znajdziemy:
Z drugiej strony, oszczędności księgowych krzyczą z każdego zakamarka. Po otwarciu drzwi witają nas połacie gołej blachy i lakieru nadwozia. Jakiś uchwyt do zamykania bagażnika? Zapomnij, nie ma. Niektóre elementy przy kierownicy są słabo spasowane, potrafią zatrzeszczeć na nierównościach i po prostu odłażą.
Wyloty powietrza to osobna historia. Przestraszyłem się, że auto mi się zepsuło, bo coś nagle zaczęło gwizdać. Był to po prostu zamknięty wylot, który i tak przepuszczał powietrze w taki sposób, że świszczał w dziwny sposób
Dane techniczne: Toyota Aygo X Hybrid 1.5 e-CVT
Typ napędu: pełna hybryda (HEV), silnik 3-cylindrowy, 1.490 cm³
Łączna moc systemowa: 116 KM
Maksymalny moment obrotowy: 141 Nm
Skrzynia biegów: bezstopniowa, automatyczna e-CVT
Przyspieszenie 0-100 km/h: 9,2 sekundy
Prędkość maksymalna: 172 km/h
Średnie zużycie paliwa (WLTP): 3,7 – 3,9 l / 100 km
Pojemność bagażnika: 231 litrów / 829 litrów (po złożeniu kanapy)
Promień skrętu / zawracania: 4,7 metra / 9,4 m)
Podsumowanie i cennik: odważna wycena
W ogólnym rozrachunku hybrydowym Aygo X jeździ się po mieście niezwykle przyjemnie. Jest zwrotne, świetnie radzi sobie z parkowaniem i zadowala się symbolicznymi ilościami paliwa. Ale oczywiście jest też ciasne, raczej dla 2 osób niż 3-4.
Niestety, ostateczny cios zadaje brutalny arkusz kalkulacyjny. Katalogowa cena wersji Style wynosi 94 900 złotych. Jeśli ulegniesz magii marketingu i dokupisz pakiet wizualny GR Sport za 16 000 złotych, na fakturze wyskoczy kwota rzędu 110 900 złotych. To potężna, niezwykle odważna suma jak na samochód segmentu A, w którym na drzwiach wciąż straszy goła blacha.
To fajny miejski gadżet, ale emblemat GR Sport potraktuj wyłącznie jako estetyczną biżuterię, a nie bilet do świata sportowych emocji. Wojownik z niego żaden, ale miejski spryciarz – jak najbardziej.
