
Przetestowałem w swoim życiu setki aut, od luksusowych krążowników po elektryczne nowinki, i zazwyczaj na hasło "edycja specjalna" reaguję ziewnięciem. Ale trochę inaczej jest, kiedy zabiera się za to MINI, bo szczerze powiedziawszy połącznie MINI Coopera SE z kunsztem designu zaowocowało elektryzującym autem. Oto MINI Cooper SE Paul Smith Edition.
Za ten projekt odpowiada legenda brytyjskiego designu, Paul Smith, i to po prostu widać na każdym kroku. MINI Paul Smith Edition nie krzyczy z daleka wulgarnymi spojlerami. Tu gra toczy się o subtelność i wyrafinowanie. Do wyboru mamy trzy kolory nadwozia, z czego dwa to absolutne, ekskluzywne nowości.
Mnie najbardziej kupuje lakier Inspired White, który był na testowanym przeze mnie egzemplarzu. To nie jest zwykły, smutny, biały flociak, jakich pełno pod dyskontami. To subtelny odcień, współczesna wariacja na temat klasycznego beżu.
Ale to, co naprawdę robi ten samochód, to kontrasty. Niezależnie od tego, czy wybierzecie 3-drzwiowe MINI Cooper, czy wersję 5-drzwiową, wasz wzrok natychmiast przyciągną lusterka boczne, atrapa chłodnicy i obręcze kół.
Wszystkie te elementy pomalowano na kolor Nottingham Green. Niesamowicie dobrze to wygląda w zestawieniu ze wspomnianym lakierem. Ten odcień zieleni to hołd dla rodzinnego miasta brytyjskiego projektanta.
Z kolei na dachu w modelach zamkniętych (bo dostępna jest też wersja MINI Cooper Cabrio) możecie mieć właśnie tę "nottinghamską" zieleń lub czerń przełamaną charakterystycznymi paskami.
Wnętrze nowej edycji. Detale, które robią robotę
Jeśli myślicie, że na zewnątrz jest dobrze, to zajrzyjcie do środka. Wnętrze MINI Cooper SE w tej specyfikacji to połączenie brytyjskiego minimalizmu z delikatnymi akcentami, że nie da się przejść obok nich obojętnie. Tapicerka z materiału Vescin i dzianina w odcieniu Nightshade Blue łączą się z czarnymi powierzchniami w delikatne paski.
Otwierasz drzwi, a auto rzuca na ziemię projekcję świetlną z napisem "Hello". Patrzysz na próg, a tam wita cię hasło "Every day is a new beginning". Na dolnym ramieniu sportowej kierownicy znajdziecie tekstylny element w charakterystyczne dla Paula Smitha kolorowe paski.
A co mnie rozbawiło najbardziej? Gdy spojrzałem na dywaniki. Znajdziecie tam ręcznie rysowaną grafikę królika. Brytyjczycy wciąż mają specyficzne poczucie humoru i nie traktują motoryzacji ze śmiertelną powagą.
Do tego w trybie Personal Mode, na tym gigantycznym, okrągłym ekranie centralnym OLED (który sam w sobie jest gratką), kierowca ma do wyboru trzy ekskluzywne, dedykowane tła od Paula Smitha.
Co do samego auta pod względem mechanicznym, nie zmieniło się nic. To nadal genialny Cooper SE, czyli mega zwinny, niesamowicie przyspieszający i świetnie prowadzący się elektryk. Jeśli chcecie przeczytać konkretniej na temat samego samochodu, odsyłam was do naszej recenzji.
Dla kogo jest ta wyjątkowa edycja specjalna MINI?
Odpowiem krótko: dla każdego, kto ma dość motoryzacyjnej sztampy i chce się wyróżnić. Serio, ludzie zwracali na niego uwagę, oglądali go na parkingach i wodzili za nim wzrokiem.
Co ważne, producent nie ograniczył się tylko do jednego układu napędowego. Ta wyjątkowa edycja specjalna MINI jest dostępna dla całej rodziny modeli Cooper. Możecie ją mieć w wersji 3-drzwiowej (także z silnikiem spalinowym), jako praktyczne 5-drzwiowe auto, a nawet jako wspomniane wcześniej Cabrio, idealne na letnie wieczory.
No i cena... A ta jak na auto elektryczne z naprawdę dopakowaną podstawą, nie wypada źle. Startuje bowiem od 188 100 zł i ma już head-up, reflektory LED, podświetlenie ambientne, alarm, bezkluczykowy dostęp, ładowarkę indukcyjną czy podgrzewane fotele. Za tak wyposażonego i ładnego elektryka, który daje niesamowita frajdę z jazdy, nie sa to duże pieniądze.
