Chińskie auta elektryczne
Wiceprezes Xpenga wyłożył karty na stół. "Większość z tych marek zniknie z rynku" Fot. Shutterstock

Dr Brian Gu, wiceprezes marki XPeng, jednego z najbardziej rozpoznawalnych chińskich producentów aut na prąd, w rozmowie z australijskimi dziennikarzami wyłożył karty na stół i bez owijania w bawełnę przyznał to, o czym głośno mówi się w kuluarach: nadchodzi wielkie czyszczenie rynku, a upadek marek samochodowych, także tych elektrycznych z Chin, jest nieunikniony.

REKLAMA

Rynek światowy jest zalewany przez nowe chińskie samochody elektryczne. Co chwila na nagłówkach pojawia się nowa marka, która obiecuje rewolucję, kosmiczny zasięg i cenę, przy której europejska konkurencja powinna pójść płakać do kąta. Ale czy na pewno wszyscy ci nowi gracze przetrwają?

Rewolucja jak ze smartfonami. "Stare marki uciekają, nowe się klonują"

Zdaniem wiceprezesa XPenga, cały rynek aut elektrycznych przechodzi obecnie dokładnie taką samą transformację, jaką rynek telefonów komórkowych przeżywał 15–20 lat temu. Pamiętacie czas, gdy Nokia i Ericsson rządziły światem, a potem nagle pojawiły się smartfony i doszło do przetasowania na rynku?

Dokładnie to samo dzieje się teraz w motoryzacji. I chociaż Nokia nadal na rynku jest, to musiała się też dostosować, co robią już marki aut na całym świecie o ugruntowanej renomie i pozycji.

Problem w tym, że zdaniem Gu nowo powstające marki popełniają grzech pierworodny i są do siebie zbyt podobne.

– Jest ich po prostu za dużo. Mam na myśli to, że wszystkie są takie same. Wszystkie rywalizują ze sobą na niemal identyczne parametry – ocenił szczerze podczas ostatniej rozmowy z australijskimi mediami wiceprezes XPenga, jednego z wiodących koncernów motoryzacyjnych w Chinach.

Według niego wygrają tylko ci, którzy zaoferują unikalne DNA, autorską technologię oraz głęboką integrację ze sztuczną inteligencją. Samospełniający się zbieg wahań cenowych i walki na śmierć i życie sprawia, że samo składanie blach i montowanie baterii już nie wystarczy.

Giganci w opałach, a w Chinach trwa brutalna selekcja

Sprawa jest o tyle ciekawa, że brutalna walka o przetrwanie dotyka obu stron barykady. Z jednej strony mamy tradycyjne koncerny, takie jak Grupa Volkswagen, która musi szukać oszczędności, ciąć zatrudnienie i szukać partnerstw technologicznych, ostatnio właśnie z XPengiem na rynek chiński, żeby się dostosować do panujących tam trendów.

Z drugiej strony na samym rynku chińskim sytuacja wcale nie wygląda różowo. Choć mogłoby się wydawać, że chińscy producenci aut prą do przodu bez żadnych przeszkód, w pierwszej połowie 2026 roku sprzedaż nowych aut w Chinach zaliczyła wyraźne spadki.

I to mimo faktu, że na rynek trafiło rzekomo aż 650 nowych lub odświeżonych modeli. Rynek posypał się dla wszystkich: i wielkich światowych koncernów z Europy, Japonii czy USA, ale także dla rodzimych graczy. Spadki zaliczają wszyscy i siegają one 20-25 proc.

Gu wyjaśnia jednak ten fenomen bez ogródek: – Większość z tych debiutów to nie są żadne nowe auta, tylko drobne liftingi i kosmetyczne poprawki. Są modele, które debiutują na rynku, i dosłownie nikogo one nie obchodzą. Nie ma wolumenu, nie ma sprzedaży.

W efekcie konkurencja na rynku EV doprowadzi do drastycznej konsolidacji. Wygranymi okażą się wyłącznie te firmy, które będą w stanie łączyć w sobie cechy klasycznego producenta aut z gigantem technologicznym.

Czy polski kierowca ma się czego obawiać?

Powiedzmy sobie wprost: z punktu widzenia kogoś, kto planuje kupić nowy samochód elektryczny, te wieści to miecz obosieczny. Z jednej strony ogromna konkurencja i napływ nowości z Azji wymuszają niższe ceny i bogatsze wyposażenie, co z perspektywy portfela wygląda kusząco.

Z drugiej jednak kupno auta od egzotycznego start-upu, który za dwa lata może ogłosić upadłość lub wycofać się z Europy, niesie ze sobą potężne ryzyko braku części zamiennych i wsparcia dla oprogramowania.

logo
Quiz

1 / 10 Na początek coś łatwego...

Wszystko wskazuje na to, że nadchodzące lata drastycznie zmienią krajobraz na naszych drogach. Z dziesiątek marek, o których czytamy dziś w nagłówkach, na placu boju zostanie zaledwie kilka najważniejszych.

A przyszłość branży motoryzacyjnej przyniesie nam rynek o wiele bardziej skonsolidowany, na którym przetrwają tylko najsilniejsi technologicznie gracze.