
Widziałem na polskich drogach naprawdę wiele, ale to, co wydarzyło się 28 lipca na autostradzie A1, dosłownie ścięło mnie z nóg. Przeglądając nagranie udostępnione przez GDDKiA, po prostu złapałem się za głowę. Niewyobrażalna brawura i pech to jedno, ale reakcja, a raczej kompletny brak reakcji, przejeżdżających obok ludzi przejdzie chyba do historii polskiej znieczulicy na drogach.
Do tego koszmarnie wyglądającego zdarzenia doszło na trasie, po której każdego dnia tysiące z nas pokonują setki kilometrów. Wypadek na A1 w okolicy węzła Piątek w województwie łódzkim z 28 lipca wyglądał jak kadr z filmu akcji, tylko że konsekwencje były jak najbardziej realne.
Kierujący busem z nieznanych jeszcze przyczyn stracił panowanie nad pojazdem. Doszło do potężnego uderzenia w barierę energochłonną. Siła uderzenia była tak ogromna, że kilkutonowy pojazd wręcz wystrzelił w powietrze, przeleciał nad barierami ochronnymi i z impetem wylądował w przydrożnym rowie.
Widok roztrzaskanego wozu spoczywającego w zaroślach przyprawia o gęsią skórkę. Służby ratunkowe natychmiast ruszyły na miejsce, ale bilans i tak jest poważny, chociaż na szczęście nikt nie zginął, poszkodowani w wypadku to aż siedem osób, które wymagały pilnej opieki medycznej.
Przejechały 67 samochody, zatrzymały się tylko trzy
To jednak, co wydarzyło się chwilę po samym uderzeniu, szokuje znacznie bardziej niż sam manewr busa. Wszystko zarejestrowało się na nagraniu z monitoringu, które udostępniła ku przestrodze Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
W pierwszych minutach od wypadku obok dymiącego wraku w rowie przejechało dokładnie 67 pojazdów. Wytłumaczcie mi, jak to jest możliwe, że spośród kilkudziesięciu kierowców zaledwie TRZECH zatrzymało się, aby sprawdzić, czy ktokolwiek żyje?
Sześćdziesięciu czterech kierowców po prostu zwolniło, popatrzyło, być może wyciągnęło smartfony, by zrobić zdjęcie, i pojechało dalej w swoją stronę. Brak pomocy na drodze w takim wydaniu to nie jest już zwykły "efekt widza" czy paraliżujący strach.
To jest czysta, podręcznikowa wręcz obojętność na ludzkie cierpienie. A przecież w pierwszych momentach po katastrofie liczy się każda sekunda, to tzw. złota godzina, w której pierwsza pomoc decyduje o tym, czy ktoś przeżyje, czy się wykrwawi.
Co musisz zrobić, gdy jesteś świadkiem wypadku? To twój bezwzględny obowiązek
Zastanawiam się, czy większość z tych 64 osób zdaje sobie w ogóle sprawę z faktu, że ich zachowanie to nie tylko moralne dno, ale też złamanie prawa. W Polsce obowiązek udzielenia pomocy reguluje art. 162 Kodeksu karnego.
Za nieudzielenie pomocy osobie znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi kara do 3 lat więzienia.
Jeśli świadkowie wypadku boją się, że zrobią krzywdę, udzielając pierwszej pomocy medycznej, warto pamiętać o podstawowych zasadach:
- Zadbaj o własne bezpieczeństwo: Włącz światła awaryjne, załóż kamizelkę odblaskową i ustaw trójkąt ostrzegawczy w odpowiedniej odległości (na autostradzie to co najmniej 100 metrów!).
- Wezwij służby: Zadzwoń pod numer alarmowy "112". Nawet jeśli wydaje ci się, że "ktoś już pewnie zadzwonił" – nie zakładaj tego z góry!
- Oceń sytuację i pomóż na miarę możliwości: Jeśli potrafisz, tamuj krwotoki i ułóż poszkodowanych w bezpiecznej pozycji. Jeśli boisz się wykonywać resuscytację bez sprzętu, sam przekaz informacji operatorowi numeru 112 i zabezpieczenie miejsca zdarzenia już jest udzieleniem pomocy!
Zamiast mijać rozbite auta z obojętnością i liczyć na to, że problem rozwiąże się sam, zdejmijmy wreszcie nogę z gazu i zacznijmy reagować. Następnym razem w tym rowie może leżeć ktoś z naszych bliskich, albo my sami.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Chcielibyście wtedy, żeby minęło was 64 kierowców bez mrugnięcia okiem? Ja zdecydowanie nie.
