
Do tej pory moje doświadczenia z biwakowaniem kończyły się na rozkładaniu namiotu po ciemku i spaniu na twardej karimacie. Gdy Mercedes zaproponował mi test najnowszego Marco Polo, miałem spore obawy. Wystarczyła jednak jedna przerwa na kawę nad jeziorem, bym całkowicie zmienił zdanie. Oto test luksusowego kampera oczami kompletnego laika.
– Jedziesz na glamping do Niemiec? – usłyszałem w słuchawce. Zanim zdążyłem przemyśleć sprawę i zadać jakiekolwiek sensowne pytanie, odparłem: – Jasne, chętnie!
– Fajnie, będziesz spał na dachu samochodu – dobiegło z głośnika chwilę przed tym, jak rozmówca się rozłączył.
Trochę mnie to zmartwiło. Do tej pory spałem raczej w samochodzie, a nie na nim. Nieczęsto i zazwyczaj przy dość specyficznych okazjach. Jakich? Cóż, pamiętajcie złotą zasadę każdego biwakowicza: jadąc na kemping, najpierw rozkładasz namiot, a dopiero potem otwierasz trunki. W przeciwnym razie kończysz ze śpiworem na tylnej kanapie.
Nie zdążyłem też zapytać, co to do diaska jest ten cały "glamping". Brzmiało to jak nazwa jakiejś przekombinowanej, ale modnej praktyki z TikToka. Coś jak bieganie z tymi głowami koni na kiju.
Chwilę później wiedziałem już wszystko: jechałem przetestować najnowszego kampera od Mercedesa, a glamping to po prostu wyrafinowany kemping. Taki, w którym śpisz w aucie, ale jest skrajnie luksusowo, wygodnie i bez biegania z łopatką do lasu.

Kilka dni później siedziałem już za kierownicą nowego Mercedesa Marco Polo. Okazją do testu były nie tylko zmiany wizualne i technologiczne w aucie, ale też rewolucja w samym koncernie.
Od teraz przerabianiem dostawczaków na domy na kołach zajmuje się wyspecjalizowany, wewnętrzny dział Mercedesa w zakładzie w Ludwigsfelde w Niemczech, a nie – jak przez lata – legendarna zewnętrzna firma Westfalia.
Jak się tym jeździ? Pomiędzy luksusem a brakiem uchwytu na kawę
Pierwsze wrażenie za kierownicą? Z jednej strony – bardzo przyjemnie. Auto ma świetny napęd na cztery koła (4MATIC), niezłe kopyto i na drodze zachowuje się niezwykle neutralnie oraz pewnie. Z drugiej strony – siedzisz dość wysoko, trochę jak w ciężarówce czy klasycznym dostawczaku. Ustawiłem fotel najniżej, jak się dało, kierownicę wyciągnąłem w górę, a i tak miałem poczucie, że patrzą na mnie z góry tylko kierowcy TIR-ów.
Zamiast tradycyjnego lusterka wstecznego dostajesz cyfrowy ekran wyświetlający stale obraz z kamery z tyłu. Wymaga to przyzwyczajenia, bo wzrok inaczej łapie ostrość na ekranie niż w prawdziwym odbiciu, ale spełnia swoją rolę doskonale.

Świetne wrażenie robią też dwa cyfrowe ekrany MBUX o przekątnej 12,3 cala. Wpadłem w zachwyt, gdy na liście wskaźników odnalazłem cyfrowy obrotomierz, temperaturę silnika i ciśnienie oleju. Wiele nowoczesnych aut chowa te dane głęboko w menu albo w ogóle ich nie pokazuje. Dla kogoś, kto ma więcej niż 18 lat i podstawowe pojęcie o mechanice, możliwość namiętnego sprawdzania parametrów w trakcie jazdy to czysta przyjemność.
Nie brakowało jednak irytujących drobiazgów:
Co kryje pod blachą nowy Marco Polo?
Zanim przejdziemy do tego, jak zaparza się w nim kawę, rzućmy okiem na cyfry. Auto bazuje na Mercedesie Klasy V i pod względem wymiarów idealnie balansuje między przestronnością a możliwością wjechania do zwykłego garażu.

Przerwa nad jeziorem i olśnienie: "Aha! To po to jest to auto!"
A potem przyszła pierwsza przerwa w podróży, tuż nad malowniczym jeziorem w Brandenburgii. I nagle cała filozofia tego samochodu uderzyła we mnie ze zwielokrotnioną siłą.

Wysiadłem zza kierownicy, obracając fotel o 140 stopni w stronę wnętrza. Mógłbym też po prostu obrócić go do tyłu i przejść bezpośrednio do części kuchennej bez wychodzenia z auta. Z szafki wyciągnąłem kawiarkę, z pokładowego kranu nalałem świeżej wody, nasypałem kawy i włączyłem dwupalnikową kuchenkę gazową. Kilka minut później siedziałem w wygodnym fotelu ze szklanym kubkiem w dłoni, patrząc na tafę wody przez otwarte, elektryczne drzwi przesuwne. Z lodówki wyciągnąłem kanapki i ciastka. Nirwana.
Niestety, okolica była ładna, ale opanowana przez jakiś wyjatkowo żarłoczny gatunek niemieckich komarów. Wyciągnąłem moskitierę, wpiąłem ją w drzwi (minuta roboty dla niewprawionego!), zabiłem to, co fruwało mi we wnętrzu i odzyskałem feng shui.

Wtedy też doznałem olśnienia. Tu nie chodzi o to, żeby siorbać rozwodnioną kawę z papierowego kubka podczas pędzenia 140 km/h po autostradzie.
Marco Polo służy do tego, żeby zjechać na pierwszy lepszy parking, otworzyć roletę, wyciągnąć z dedykowanej torby genialne, stabilne składane krzesełka i stolik, i zaparzyć prawdziwą, świeżą kawę w kawiarce. A potem zjeść schłodzone w 40-litrowej lodówce jedzenie i umyć naczynia w zlewie.
Tak dla jasności: nie wszystko o czym piszę, będzie dostępne dla osób kupujących nowe Marco Polo. Kawiarki i talerzy raczej nie dostaniesz razem z autem, ale pewne sprzęty są zaprojektowane specjalnie pod to auto i powinny być w komplecie. Ja miałem do dyspozycji składany stolik z krzesełkami – świetny, zawsze z dużą nieufnością podchodziłem do składanych sprzętów, ale te nawet pod człowiekiem o dużej masie się nie uginają.

Są też zaciemniacze, doskonale dopasowane, które montuje się magnetycznie na obramowaniach szyb. Drewniana podłoga, moskitiera. Z zewnątrz Marco Polo można rozpoznać po przyczepianej nad prawą burtą rolecie. Bałem się, że będzie hałasowała podczas jazdy, ale nie - nic się nie telepie, nic nie szumi, wszystko jest świetnie spasowane.
Magia pneumatyki, czyli jak nie wylać jajecznicy
Doświadczeni karawaniarze na kempingach podkładają pod koła specjalne plastikowe kliny (trapy), żeby napocić się i wypoziomować auto. Jeśli tego nie zrobisz, woda w zlewie nie spływa, kawiarka spada z kuchenki, a podczas snu cała krew odpływa ci do głowy.
W Marco Polo wciśnięcie jednego przycisku w systemie MBAC na ekranie aktywuje zawieszenie pneumatyczne AIRMATIC. Auto przez chwilę po cichu pompuje i spuszcza powietrze z miechów, po czym staje na nierównym terenie... idealnie poziomo. To rozwiązanie jest po prostu genialne.
Marco Polo nie jest gigantycznym kamperem wyprawowym – nie ma tu stacjonarnego prysznica w osobnej kabinie ani wbudowanej toalety. Ma jednak podłączenie pod szlauf i zewnętrzny prysznic z tyłu oraz miejsce na przenośne WC, co w zupełności wystarcza do przeżycia kilku dni w głuszy.

A jak wygląda kwestia snu? Do dyspozycji są dwa dwuosobowe łóżka. Dolne powstaje po elektrycznym rozłożeniu tylnej kanapy (2,03 m x 1,13 m). System wypuszcza powietrze z bocznych wyprofilowań foteli, dzięki czemu powierzchnia staje się całkowicie płaska. Górne łóżko jest pod podnoszonym dachem. Aluminiowy dach podnosi się elektrycznie, tworząc przestronny namiot z łóżkiem o wymiarach 2,05 m x 1,13 m. Materac z pianki i punktowo sprężyste elementy gwarantują wygodę, której nie powstydziłby się dobry hotel.
Przed kolacją wziąłem poprawkę na gościnność niemieckich gospodarzy w Brandenburgii, zabezpieczyłem się i pościeliłem oba miejsca. Nie wiedziałem po prostu, czy włażenie z pełnym brzuszkiem na górne posłanie będzie wygodne. Było. Wybrałem jednak spanie "na dachu".

Wchodzi się tam bez problemu po fotelach. Śpi się jak w normalnym namiocie, ale bez mrówek, wilgoci od ziemi i z możliwością włączenia stacjonarnego ogrzewania lub nastrojowego oświetlenia LED z poziomu aplikacji w telefonie. Ścianki dachu przepuszczają rano łagodne światło, sprawiając, że pobudka jest niezwykle naturalna. A jeśli chcesz mieć całkowitą ciemność – wokół szyb montujesz magnetyczne osłony zaciemniające i śpisz do południa.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Czy to ma sens jako jedyne auto w rodzinie?
Absolutnie tak. Nowy Mercedes Marco Polo udowadnia, że pojazd rekreacyjny może być jednocześnie genialnym autami do jazdy na co dzień. Mieści się na większości podziemnych parkingów, ma świetne wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa i prowadzi się jak wysoka limuzyna.

A kiedy przychodzi piątek po pracy, nie rezerwujesz hoteli. Po prostu pakujesz lodówkę, odpalasz nawigację, a po przyjeździe nad jezioro naciskasz przycisk poziomujący auto i pytasz współpasażerów: "To co, zaparzyć wam kawy?".
