
W czwartek 13 sierpnia na drodze serwisowej wzdłuż trasy S7 w miejscowości Wola Dłużniewska w gminie Baboszewo kierowca Hyundaia wjechał w ogrodzenie i wpadł autem do rowu. Ale to, co zrobił zanim przyjechały służby, przekracza wszelkie pojęcie.
Myślisz, że żaden "wyczyn" pijanych mistrzów kierownicy cię nie zaskoczy? No to posłuchajcie tego, co wydarzyło się niedawno na Mazowszu. Dawno żadna sprawa nie wkurzyła mnie tak bardzo, bo poziom tchórzostwa i bezczelności wybił tu poza absolutną skalę.
Wypadek na S7 to był dopiero początek. Potem zaczął się koszmar
Czwartek, 13 sierpnia, okolice godziny 11:00. Droga serwisowa wzdłuż trasy S7 w miejscowości Wola Dłużniewska w gminie Baboszewo. Zwyczajny dzień, letnie przedpołudnie.
I nagle na łuku drogi rozpędzony Hyundai wypada z trasy, kosi ogrodzenie pobliskiej posesji i z impetem ląduje w rowie. Klasyka gatunku, prawda? Niestety, ten wypadek na trasie S7 to był zaledwie wstęp do patologicznego spektaklu.
Jako pierwsi na miejsce przyjeżdżają policjanci z płońskiej drogówki, zaraz po nich zjawia się pogotowie. I co widzą? Za kierownicą roztrzaskanego auta siedzi nieprzytomna pasażerka, a obok wraku kręci się 54-letni mężczyzna. Ratownicy medyczni od razu ruszają na pomoc 28-letniej kobiecie, która w ciężkim stanie trafia do szpitala.
Wszystko wygląda jak tragiczny w skutkach błąd młodej kobiety. Tyle tylko, że świadkowie widzieli, co wydarzyło się chwilę wcześniej. I w tym momencie opadają ręce.
Szczyt bezczelności. Przeniósł nieprzytomną kobietę na fotel kierowcy
Z relacji osób, które obserwowały całe to zdarzenie, wyłania się obraz, który budzi fizyczne obrzydzenie. To nie 28-latka prowadziła auto. W momencie uderzenia o ogrodzenie siła była tak duża, że kobieta wypadła z samochodu przez otwarte drzwi pasażera wprost na jezdnię.
Co zrobił nasz 54-letni "bohater"? Zamiast natychmiast reanimować znajomą, wezwać pomoc czy po prostu zachować się jak dorosły człowiek, zaczął zacierać ślady. Mężczyzna wysiadł z auta, podszedł do leżącej na ziemi, bezwładnej ofiary, przeciągnął ją na drugą stronę samochodu i usadził na fotelu kierowcy.
Chciał zrzucić całą winę za spowodowanie wypadku drogowego na zmasakrowaną dziewczynę, byle tylko ratować własną skórę. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby w ogóle wpaść na coś takiego?
Dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów to dla niektórych tylko świstek papieru
Pół Polski debatuje o zaostrzaniu kar drogowych, a ja się pytam: co z tego, skoro dla takich ludzi państwo i prawo to po prostu żart? Kiedy policjanci przebadali alkomatem tego cwaniaka, szybko okazało się, dlaczego zafundował służbom tę maskaradę.
Mężczyzna wydmuchał blisko 1,8 promila. Jazda po alkoholu to jedno, ale po wrzuceniu jego danych do policyjnych systemów, mundurowym wyświetlił się kolejny kwiatek.

Ten 54-latek miał orzeczony przez Sąd Rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim prawomocny, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Dla niego ten dokument był wart tyle, co zeszłoroczny śnieg. Wsiadł, pojechał, rozbił auto i na sam koniec spróbował wrobić w to wszystko niewinną osobę.
Mężczyzna został oczywiście zatrzymany na miejscu. Na podstawie zebranych dowodów i zeznań świadków (całe szczęście, że tam byli), usłyszał już dwa zarzuty. Odpowie za to, że jako pijany kierowca doprowadził do wypadku, w którym pasażerka odniosła obrażenia skutkujące rozstrojem zdrowia powyżej 7 dni. Drugi zarzut to złamanie sądowego zakazu.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Na wniosek prokuratury, sąd zasądził dla niego trzy miesiące tymczasowego aresztu. Grozi mu do 5 lat więzienia.
