śmierć, policja
Wjechał na chodnik w Krakowie i zabił młode małżeństwo. (fot. ilustracja do tekstu) Fot. Shutterstock

Tragiczny wypadek w Krakowie z 22 sierpnia wstrząsnął całą Polską, ale im więcej detali wychodzi na jaw, tym bardziej sprawa szokuje. Młode małżeństwo nie żyje, a ich ośmiomiesięczna córeczka walczy o życie w szpitalu. Dlaczego? Bo, jak wynika z przekazów prokuratury, 26-latek musiał "depnąć".

REKLAMA

Zacznijmy od faktów, bo one w tej sprawie są porażające. Rejon ulic Nadwiślańskiej i Solnej na krakowskim Zabłociu to nie jest żadna autostrada. To miejsce rekreacyjne, tuż obok Bulwarów Wiślanych.

Jechał dwukrotnie szybciej, niż pozwala oznakowanie

W weekendy kręcą się tam tłumy ludzi, rodziny z dziećmi, spacerowicze. Znak drogowy mówi jasno: strefa uspokojonego ruchu, ograniczenie prędkości do 30 km/h.

Tymczasem 26-letni Hubert B. z województwa mazowieckiego miał to znakowanie w głębokim poważaniu. Jak przekazał prokurator Mariusz Boroń, kierowca wraz ze znajomymi na pokładzie jechał z prędkością około 70 km/h.

To ponad dwukrotnie szybciej, niż pozwalają na to przepisy w tym konkretnym miejscu. Piesi nie mieli żadnych szans.

Wypadek na ulicy Solnej nie był wynikiem usterki czy nagłego zasłabnięcia. Śledczy podali, że samochód, który wjechał w pieszych, to Volkswagen Golf R, który pod maską ma 333 konie mechaniczne.

Wina producenta? To kierowca trzyma kierownicę i wciska gaz

Nie zrozumcie mnie źle, to nie kwestia auta i nie wina producenta, że wyposażył swoją maszynę w taką moc, bo i takie zarzuty padają w sieci. To, że jest ono szybkie, a w reklamie pokazuje się jego możliwości (na spotach zawsze widać adnotację, że nagrywa się to na zamkniętej drodze, a za kółkiem siedzi profesjonalny kierowca, chociaż na przebitkach widać randomowych aktorów) to nie oznacza, że trzeba sobie nim robić wyścigi w środku miasta. Do tego służy tor lub jak w reklamie specjalnie zamknięty i przygotowany do tego teren.

To tak jakby producent noży kuchennych odpowiadał za to, że jakiś maniak wyjdzie z nimi na ulicę i zacznie dźgać przypadkowych ludzi. To jakiś absurd. Producent danego sprzętu nie odpowiada za to, jak korzysta się z niego, chociaż jest zobligowany do zastosowania w nim wszelkich wymaganych prawnie systemów bezpieczeństwa oraz ostrzeżeń. I Golf R takie ma.

Poza tym teraz nie trzeba mieć uturbionego hot-hatcha, żeby mieć pod nogą ponad 300 KM. Wiele elektryków dysponuje podobnymi parametrami przy jeszcze większej masie. Obecnie coraz bardziej wykraczamy poza ramy 200 KM w "cywilnych" pojazdach. Bez problemów rozpędzają się one coraz szybciej do setki.

To od kierowców zależy, jak jeżdżą. Teraz o wiele bardziej niż kiedyś sformułowanie: dostosowanie prędkości do warunków (I OGRANICZEŃ) na drodze nabiera jeszcze wiekszego znaczenia.

Tu trzeba mieć trochę oleju w głowie. Pakowanie się takim autem w ciasne uliczki, przy śliskiej od deszczu nawierzchni i jazda 70 km/h tam, gdzie jest "trzydziestka", to nie jest brawura. To jest skrajna głupota, która kosztowała życie dwojga ludzi.

8-miesięczne dziecko walczy o życie

To, co najbardziej łamie serce w tej historii, to los ośmiomiesięcznej dziewczynki. Wózek z dzieckiem cudem ocalał, ale stan malutkiej jest krytyczny. Została przetransportowana do szpitala i teraz lekarze robią wszystko, co w ich mocy. O jej życiu zadecydują najbliższe doby. Straciła rodziców, zanim zdążyła ich poznać.

A co z ekipą ze sportowego VW? Okazuje się, że przyjechali do Krakowa na weekendowy wypad. W aucie, oprócz 26-letniego Huberta B., podróżowały jeszcze trzy osoby. Po złożeniu zeznań pasażerowie wrócili do domów. Sprawca czeka na spotkanie z prokuratorem.

Śmiertelny wypadek na Zabłociu to kolejny dzwonek alarmowy dla naszego systemu. Mamy coraz lepsze drogi, jeździmy coraz nowocześniejszymi samochodami, ale mentalność niektórych kierowców wciąż tkwi w głębokim średniowieczu.

logo
Quiz

1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...

Pytanie brzmi: jak długo jeszcze państwo będzie przymykać oko na to, co wyczynia niejeden pirat drogowy w centrach naszych miast? Bo mam wrażenie, że za chwilę o tej tragedii zapomnimy, aż do momentu, gdy znowu ktoś "przeszarżuje" w strefie zamieszkania.