
Policja pod nadzorem prokuratora wyjasnia okoliczności śmiertelnego potrącenia 16-latki na przejściu dla pieszych w Kałuszynie w woj. mazowieckim, do którego doszło w poniedziałek (24.08) po południu. Przebieg tego zdarzenia wprost poraża.
Z doniesień służb wyłania się obraz, który mrozi krew w żyłach. Do wypadku doszło tuż przed godziną 18:00 na ulicy Warszawskiej w Kałuszynie w woj. mazowieckim.
Z relacji wynika, że 16-latkę znajdującą się na oznakowanym przejściu potrąciła najpierw osobowa skoda, za kierownicą której siedział 46-letni mężczyzna. Jakby tego było mało, na nastolatkę najechało kolejne auto – BMW prowadzone przez 28-letnią kobietę.
Dziewczyna zmarła na miejscu. Rzeczniczka prasowa policji w Mińsku Mazowieckim w rozmowie z "Faktem" przyznała, że na tym etapie nie da się nawet jednoznacznie stwierdzić, które uderzenie okazało się tym tragicznym w skutkach.
Odpowiedź przyniesie dopiero sekcja zwłok. Kluczowy szczegół: oboje kierujący byli trzeźwi i posiadali odpowiednie uprawnienia. To brutalnie uświadamia, że tragiczny wypadek drogowy nie zawsze jest efektem ułańskiej fantazji po alkoholu.
Zmieniliśmy przepisy, ale bezpieczeństwo na drogach to wciąż loteria
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zaraz znów podniosą się głosy o winie, o tym czy piesza "wtargnęła", czy może "kierowcy jechali za szybko". Prawda jest jednak taka, że samo nadanie pierwszeństwa pieszym to zdecydowanie za mało, jeśli infrastruktura za tym nie nadąża.
Zwykłe, często niedoświetlone przejścia, namalowane po prostu farbą na asfalcie, to w Polsce wciąż ponury standard.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Tego typu wypadek na Mazowszu musi być wreszcie traktowany jak dzwonek alarmowy dla państwa. Dopóki zarządcy dróg nie zaczną masowo doświetlać przejść, montować azyli czy fizycznych wyniesień zmuszających do redukcji prędkości, takie dramaty będą się powtarzać. Same surowe mandaty nie uratują życia, jeśli infrastruktura nie daje marginesu na ludzki błąd.
