
Czy sztuczna inteligencja zniszczy kino? Nie. Po prostu fundamentalnie zmieni to, jak powstają filmy. Może też pomóc wejść na rynek twórcom z mniejszym budżetem, za to wielką wyobraźnią. Jest jednak oczywiście i druga strona modelu: AI nie da nam jakości.
Czy jako nastolatek nie marzyłeś o kręceniu filmów? Kusiła cię kamera dziadka, którą mogłeś nakręcić najlepsze sceny kina kopanego, jakie świat widział? No tak, ale sprzęt był za drogi, by dać go do ręki dziecku. Nie wspominając o efektach specjalnych. I właśnie na tym polu przyszłym twórcom może pomóc sztuczna inteligencja.
Sztuczna inteligencja zdemokratyzuje rynek filmowy
Pamiętasz jeszcze zapewne, jakie wrażenie robił na wszystkich "Matrix". Pod koniec lat 90. te efekty specjalne powalały! Kompletnie nieznany twórca z małego kraju z Europy czy Afryki nie mógłby sobie pozwolić na zastosowanie takiej technologii.
I tu dochodzimy do pierwszej kwestii, o której w kontekście AI mówi się moim zdaniem za mało. Najczęściej zauważamy głównie, że nowa technologia może zabrać pracownikom źródło dochodu. Maluje się ją w ciemnych barwach. Za mało wspomina się o tym, że może też obniżyć bariery wejścia na rynek dla utalentowanych twórców. Już teraz osoba, która dobrze "dogaduje się" ze sztuczną inteligencją, może tworzyć bardzo realistycznie wyglądające materiały video.
Przykładem tego mogą być prace Jeremiasza Kroka, który za pomocą narzędzi AI przypomina nam wydarzenia historyczne lub przywraca do życia słowiańskie bestie, których obawiali się nasi dalecy przodkowie.
I tu ponownie powracamy do tworzenia filmów. Za pomocą narzędzi AI utalentowani artyści filmowi – szczególnie ci niszowi, którzy nie dysponują dużymi budżetami – mogą tworzyć dość dobre efekty specjalne. Obniża się więc bariera wejścia choćby na rynek kina science-fiction.
Ograniczenie tematu do np. filmowych fanfików ze świata "Star Wars" i "Star Treka" byłoby jednak spłyceniem tematu. Przecież AI można wykorzystać w kinie kostiumowym czy nawet takim, w którym akcje rozgrywa się współcześnie.
– W każdej scenie występuje nawet do 150 statystów. Ci ludzie musieli być na nogach przez 18 godzin, należało ich ubrać, musieli coś robić w tle, nawet jeśli nie łapała tego kamera. To pochłonęło miliony dolarów – relacjonował swoją przygodę z Hollywood inwestor Kevin O'Leary, który zagrał w "Wielkim Martym".
Dalej zasugerował, że przecież ten tłum można wygenerować za pomocą AI, a zaoszczędzoną tak kwotę zainwestować np. w inną produkcję. Brzmi to jak bardzo rozsądne wykorzystanie nowej technologii.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
AI zabierze ci pracę? I tak, i nie
Tu dochodzimy do kolejnego elementu układanki: tego, że sztuczna inteligencja pozbawi ludzi pracy. I faktycznie, jeżeli Hollywood posłucha O'Leary'ego statyści w filmach staną się rzadkością. Niektórzy twórcy efektów specjalnych, które znamy z dzisiejszego kina, także mogą stracić posady. Podobnie jak np. graficy. Będą musieli się przebranżowić albo po prostu nauczyć dobrze współpracować z narzędziami AI.
Moim zdaniem nie będzie jednak tak, że źródło dochodu straci większość. A już szczególnie w branży artystycznej. Dlaczego? Zauważcie, że w sztuce liczy się element ludzki. Jako ludzie potrzebujemy czuć, że za danym dziełem ktoś stoi: a to żywy zespół muzyczny, który można zobaczyć na koncercie, a to aktor, który tak dobrze zagrał swoją rolę, że wręcz się w niej zatracił.
Jakość, jakość i po trzykroć jakość, której AI... nie ma
No właśnie, tu dochodzimy do może najważniejszego czynnika. Sztuczna inteligencja nie gwarantuje bardzo wysokiej jakości. Jasne, człowiek też nie, ale potrafi jednak stworzyć coś, co lubimy określać potem mianem "genialnego" czy "kultowego", jak role czy efekty specjalne.
Jeżeli oglądałeś "Odyseję" Christophera Nolana, zapewne do końca życia będziesz wspominał scenę przemiany towarzyszy Odysa w świnie. Dlaczego? Gdyż w jej realizacji użyto efektów praktycznych (tutaj macie dowody). I dlatego ta scena tak działa! Zastosowanie AI stępiłoby efekt.
I to samo tyczy się gry aktorskiej. Najlepsze filmy opierają się na wyjątkowych ludzkich doświadczeniach i emocjach. AI "nie zagra" tak dobrze jak Al Pacino czy Brad Pitt. Choćby z tego powodu, że postaci, jakie tworzy są sztuczne. I ludzkie oko to dostrzega, co nierzadko wybija nas z seansu.
Wystarczy spojrzeć na Tilly Norwood, słynną "aktorkę" AI. Na pierwszy rzut oka to piękna dziewczyna. Po chwili orientujemy się jednak, że coś jest nie tak. Jak już zresztą pisaliśmy w naTemat, pierwsza aktorka AI wywołała burzę.
Kolejny element: scenariusze. Te napisane przez sztuczną inteligencję często wydają się "puste" i przewidywalne. W 2023 r. wskazał na to Charlie Brooker, twórca serialu "Black Mirror". Jak wtedy przyznał, użył programu ChatGPT do napisania jednego z odcinków serialu. Tyle że efekt był "gó…y". Powód? Miał być to po prostu miks tego, co już powstało. Brakowało w nim oryginalności.
Podobne wnioski płyną z innych eksperymentów. Jak pisaliśmy w naTemat, reżyser "Requiem dla snu" stworzył serial AI – nawet uznany twórca nie uratował projektu opartego na generatywnej technologii.
Co zaś z muzyką? Na rynku dostępny jest m.in. Music v2, czyli drugi muzyczny model ElevenLabs, który pomaga tworzyć utwory muzyczne za pomocą prostych promptów. Tyle że ponownie: nadal nie oddaje on tego, co potrafi nagrać orkiestra symfoniczna. Pozwoli jednak nagrać wersję demo ścieżki dźwiękowej do filmu, co obniży koszty.
AI nie taka straszna jak myślisz
Wszystko to prowadzi nas do wniosku, że sztuczna inteligencja to nadal tylko narzędzie. Nie zagra w przekonujący sposób w filmie, nie zostanie zdolnym reżyserem czy scenarzystą. Nie stworzy wybitnego dzieła. Słowem, nie zastąpi ludzkiej kreatywności.
Może jednak pomóc: zmniejszyć koszty produkcji, wziąć na swoje "barki" sporo nudnej i żmudnej pracy oraz pomóc szczególnie początkującym twórcom, którzy mają np. dobry pomysł na film, ale nie stać ich na realizację drogich efektów specjalnych. AI pozwoli nakręcić przeciętną pod kątem technicznym, niskobudżetową, ale może opartą na interesującym skrypcie produkcję.
Sztuczna inteligencja nie zniszczy więc rynku filmowego ani kina. Po prostu nieco go zdemokratyzuje i ułatwi twórcom życie. Bo twórcy wciąż będą w tworzeniu filmów najważniejsi.




