
Do tej pory z dobrodziejstw zaawansowanej jazdy półautonomicznej cieszyliśmy się głównie w autach za grube setki tysięcy złotych. Tymczasem Amerykanie właśnie wywrócili ten stolik. Nowe, specjalne wersje modeli Ford Kuga i Ford Puma dostają w standardzie coś, za co konkurencja wciąż każe sobie słono płacić. Chodzi o Blue Cruise.
Kiedy w maju robiłem blisko tysiąc kilometrów na trasie z Warszawy do chorwackiego Trakošćan, po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że na długich, monotonnych trasach dobre systemy wsparcia kierowcy to absolutny "game changer". Ale to pieśń aut premium. Chociaż czy rzeczywiście tak jest?
"Zdejmij ręce z kierownicy". Ford BlueCruise Edition wjeżdża na europejskie drogi
Zawsze uważałem, że technologia w aucie ma przede wszystkim odciążać kierowcę, a nie go irytować. I tu na scenę wkracza zaawansowany system wspomagania kierowcy BlueCruise, który po sukcesie w Mustangu Mach-E, w końcu trafia do innych modeli: kultowej Pumy, Pumy Gen-E oraz Kugi, którą miałem okazję przetestować własnie z tą nowinką.

Ford udostępnia technologię działającą w trybie "hands-off, eyes-on". W praktyce oznacza to, że na wyznaczonych autostradach (tzw. Blue Zones), a tych w Europie jest już ponad 135 tysięcy kilometrów w 16 krajach, w tym w Polsce, możesz legalnie zdjąć ręce z kierownicy. System sam pilnuje pasa ruchu, odległości i prędkości, pod warunkiem, że wciąż patrzysz na drogę.
W nowych edycjach BlueCruise Edition ta funkcja jest dostępna w standardzie i, co najważniejsze, nie wymaga opłacania żadnego abonamentu. To po prostu strzał w dziesiątkę, który realnie eliminuje stres podczas długich, wakacyjnych wyjazdów. Ale jeśli macie nową Kugę, Pumę lub Pumę Gen-E, to możecie usługę wykupić na stałe lub w abonamencie na miesiąc lub rok.

Jak Blue Cruise wypadł w praktyce? Fenomenalnie. To inny poziom wspomagania kierowcy. Ja co prawda nie przejechałem z nim tym razem 1000 km, ale już widzę, że w dłuższej trasie sprawdziłby się wyśmienicie.
Sama możliwość bezpiecznego i legalnego zdjęcia obu rąk z kierownicy to naprawde wyzwalające uczucie, chociaż nie powiem, na początku lekki dreszczyk emocji jest. Ale system działa bezbłędnie, aktywuje się go niesamowicie prosto, bo wystarczy wjechać na autostradę i włączyć aktywny tempomat. A i co ważne: maksymalnie jechać z prędkością 130 km/h, bo inaczej system się wyłączy.
Unikalny design, który robi różnicę na ulicy
Oczywiście nowe propozycje w kolekcji wersji specjalnych Forda to nie tylko kody w komputerze pokładowym, ale też świetny wygląd. Z zewnątrz od razu poznacie je po dedykowanym lakierze Vapor Blue, który genialnie kontrastuje z czarnym dachem, czarnymi obudowami lusterek i ciemnymi felgami. W Kudze miałem 19-calowe z czerwonymi zaciskami hamulców.
Wsiadając do środka od razu rzucają się w oczy jaskrawe detale w kolorze Nordic Blue. Czuć, że nikt tu nie oszczędzał na stylistyce. Do tego wszystkiego dostajemy system Connected Navigation, czyli nawigację stale połączoną z chmurą (również bez dodatkowych opłat). Mając w pamięci, jak bardzo aktualne dane o ruchu drogowym potrafią uratować harmonogram wyjazdu, trudno tego nie docenić.

Ogromnym plusem jest także Trailer Tow Navigation, która przydaje się podczas ciągnięcia przyczepy kempingowej lub towarowej. W systemie da się skonfigurować przyczepę, którą będzie uwzględaniała nawigacja i pomoże ona wyznaczyć trasę, która ominie ciasne zakręty, wąskie przesmyki oraz zbyt niskie wiadukty czy tunele.
Dodatkowo Ford nie ogranicza klientów do jednego słusznego wyboru. Rodzinny SUV Kuga w wersji BlueCruise Edition jest dostępny zarówno jako wydajna hybryda plug-in (PHEV), pełna hybryda (HEV), jak i z klasycznym silnikiem benzynowym EcoBoost.
***
Jakie inne charakterystyczne cechy Forda Kuga BlueCruise Edition wybrałem dla Was? Zawarłem je w pierwszym odcinku nowego cyklu "6 rzeczy naTemat:". Oto on:
MATERIAŁ PARTNERA
