
Najnowsze projekty trasy ekspresowej S7 przez Warszawę budzą mieszane odczucia. Z jednej strony wreszcie ominiemy koszmarne korki w Łomiankach, a z drugiej to, co szykują dla nas drogowcy na docelowym wjeździe do stolicy, wygląda jak absolutny odlot.
Dziennikarze "Gazety Wyborczej" przeanalizowali aktualne wizualizacje nowej wylotówki z Warszawy w kierunku na Gdańsk. Odcinek za Łomiankami, od Kiełpina do Czosnowa, już wyciska z kierowców łzy (spróbujcie wracać tamtędy z wakacji bez straty godziny z życia), ale prawdziwym hitem będzie sam wyczekiwany od lat tunel na terenie Bemowa.

Pierwotnie miał być krótszy, ale firma projektowa natrafiła na pewien "drobny" problem pod ulicą Powstańców Śląskich. Chodzi o gigantyczny kolektor ściekowy. Dodajcie do tego wytyczne dotyczące Lotniska Babice, a okaże się, że całą tę betonową konstrukcję trzeba zagłębić aż na sześć metrów.
W efekcie tunel będzie miał ok. 1,3 km długości i to właśnie z jego południowej nawy wyjedziemy... uwaga, pięcioma pasami ruchu! Dodajmy do tego drugą nitkę i mamy łącznie dziesięć pasów lądujących pod ziemią. Z tego giganta wylecimy prosto na węzeł z trasą S8.
Żeby zapobiec epickiemu "zderzeniu" aut z Mazur, Płocka i lokalnych zjeżdżających z Bemowa, ruch musi być prowadzony bezkolizyjnie. Dwa pasy polecą na Konotopę, dwa po potężnej estakadzie w stronę Wisłostrady, a trzy pośrodku będą sobie czekać na mityczną Trasę N-S. Brzmi super? Jasne, póki nie spojrzymy kawałek dalej.
Bielany wpadły we wściekłość. Gdzie jest zjazd?
Zjeżdżamy nieco na północ i na Bielanach uderzamy w typową "polską szkołę planowania". Ratusz i sami mieszkańcy spojrzeli na koncepcję Węzła Janickiego i... nie zostawili na nim suchej nitki.

Wychodzi bowiem na to, że potężny węzeł na Bielanach został w projektach GDDKiA pozbawiony pełnoprawnych łączników z Trasą Mostu Skłodowskiej-Curie (zwanego przez warszawiaków "mostem Północnym") oraz z wylotem w stronę gminy Izabelin.

Wiceprezydent Warszawy w oficjalnych pismach wprost punktuje te absurdy. Jeśli zrealizują to w takiej bieda-wersji, całe potężne natężenie ruchu z ekspresówki wyleje się na lokalne, wąskie uliczki pokroju Wólczyńskiej czy Radiowej.

Do tego dochodzą braki w infrastrukturze, więc zapomnijcie o wygodnych ścieżkach dla cyklistów, a dojścia dla pieszych w stronę Kampinoskiego Parku Narodowego "leżą i kwiczą".

Pompujemy miliardy, a i tak utkniemy w korku?
Nie zrozumcie mnie źle. My naprawdę potrzebujemy domknięcia tej inwestycji jak tlenu. Każdy, kto w upalne, niedzielne popołudnie stracił resztki godności w ślimaczącym się w nieskończoność sznurze aut przez Łomianki, świetnie wie o czym mówię.
Jednak wydając grubo ponad 3 miliardy złotych na tak monumentalną przebudowę, oczekuję, że przyniesie ona ostateczną ulgę, a nie przepompuje paraliż na sąsiednią ulicę w mieście.
Drogowcy tłumaczą, że wprowadzają "rozwiązania wariantowe" zabezpieczając się na wypadek, gdyby Warszawa nie zdążyła ze swoimi drogami dojazdowymi. Tylko że u nas to, co "tymczasowe", często stoi nieruszone przez kilka dekad.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
GDDKiA zakłada start robót w 2028 roku, ale patrząc na tę urzędniczą przepychankę i notorycznie przesuwany harmonogram ZRID-u coś mi się wydaje, że jeszcze przez wiele sezonów będziemy testować swoją cierpliwość w korkach.
