Joanna Jabłczyńska i Danuta Stenka jako Toia i Judyta w Nigdy w życiu
Afera o Tosię z "Nigdy w życiu" trwa w najlepsze Fot. Kadr z "Nigdy w życiu"

Każdy ostatni dzień to nowy rozdział w aferze o Tosię z "Nigdy w życiu". Katarzyna Grochola zapowiedziała "kroki prawne" wobec Joanny Jabłczyńskiej i... strzeliła sobie w stopę. Widzowie stanęli murem za aktorką, a twórcy "Właśnie że tak!" zdają się nie dostrzegać, że odcięli swojemu sequelowi główne paliwo.

REKLAMA

"Szanowni państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę państwa informować na bieżąco" – napisała na Instagramie Katarzyna Grochola, autorka książkowej serii o Judycie i producentka "Właśnie że tak!".

Jabłczyńska, czyli Tosia z "Nigdy w życiu" z 2004 roku, błyskawicznie odpowiedziała komentarzem: "Agnieszka Żulewska znakomitą aktorką jest i wierzę, że również prawym człowiekiem, choć osobiście się nie znamy. Nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę inaczej. Również będę Państwa informowała na bieżąco".

Katarzyna Grochola zapowiada "kroki prawne", fani murem za Joanną Jabłczyńską. Zapowiadają bojkot

Komunikat Grocholi spotkał się chyba z inną reakcją, niż mogła spodziewać się pisarka. Fani "Nigdy w życiu" wciąż stoją murem za Jabłczyńską, którą widzą jako naturalny wybór do roli dorosłej Tosi w sequelu kręconym po 22 latach. W córkę Judyty do tej pory wcielały się trzy aktorki (w filmie "Ja wam pokażę!" z 2006 roku postać zagrała Maria Niklińska, a w serialu o tym samym tytule – Julia Kamińska), ale to gwiazda "Na Wspólnej" jest uważana za "oryginalną" Tosię.

"Jak można obrzydzić ludziom film przed jego powstaniem?", "Widzowie również powinni podjąć odpowiednie kroki, ale nie w kierunku kina", "Polska w pigułce!!! Dziękujemy Pani Katarzyno za zniszczenie nam widzom tak sentymentalnej produkcji", "Chyba już podziękujemy za kolejne informacje…", "Myślałem że to oświadczenie będzie brzmiało: ze względu na prośby widzów, nagramy drugą część ponownie z Joanną Jabłczyńską", "Maska Pani Grocholi właśnie spadła. Tak potraktować aktorkę, która przyczyniła się do sukcesu (także finansowego)? Tego filmu już się nie da uratować" – piszą internauci pod wpisem.

Nie brakuje deklaracji bojkotu. "Pani Joanna Jabłczyńska nie wspomniała w swoich wypowiedziach o konkretnym nazwisku. Wszystkie jej wypowiedzi w social mediach były wyważone i pełne szacunku i tak, ogromnego żalu wynikającego z zaistniałej sytuacji, ale to też jest w pełni zrozumiałe. Bardzo mnie Pani rozczarowała tym wpisem i swoją postawą. Zamiast bronić pierwszej obsady filmu, który i Pani przyniósł ogromny sukces i profity, atakuje Pani aktorkę, która podzieliła się w sieci z fanami opinia o całej sytuacji. Z przykrością dołączam się do bojkotu filmu, który Pani firmuje. Po prostu nie uchodzi… Nigdy w życiu" – brzmi jeden z komentarzy.

"Żeby każdy z aktorów wypowiadał się z taką klasą jak Asia Jabłczyńska… Od Asi nie wyszły te słowa (...) Państwo możecie w filmie zatrudniać kogo chcecie, jednak danie nam nadziei, że będzie obsada z pierwszej, jedynej i najlepszej części, nagle następuje wymiana córki Judyty… Ok. Naszym prawem jest zdecydowanie nie iść na ten film" – czytamy w kolejnym.

Jabłczyńska szybko odpisała fanom. "Tu jest zdecydowanie za dużo komentarzy do polubienia. Muszę napisać zbiorczo DZIĘKUJĘ i proszę niech ktoś robi screeny, bo martwię się, że ten post z tymi wspaniałymi komentarzami zniknie, a ja kiedyś spać muszę. DZIĘKUJĘ" – nie kryła wdzięczności aktorka.

Katarzyna Grochola strzeliła sobie w stopę. "Właśnie że tak!" bez najważniejszego paliwa

Fani mają sporo racji. Oczekiwanie na "Nigdy w życiu 2" z Danutą Stenką, która po latach powtórzy rolę Judyty, osłabło. Nie tyle przez angaż innej aktorki do roli Tosi (podobno będzie to świetna Agnieszka Żulewska, gwiazda "Wielkiej wody" i "Rojsta"), co przez całą aferę, która skutecznie obrzydza ekranizację wydanej w tym roku książki "Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później".

Dalsza część artykułu poniżej.

Rozpoznasz polską komedię romantyczną po kadrze?

logo
Quiz

1 / 15 Z jakiej polskiej komedii romantycznej jest ten kadr?

Od czego się zaczęło? Podczas zorganizowanej w Sopocie konferencji prezentującej nową ramówkę TVN Joanna Jabłczyńska potwierdziła, że nie zagra we "Właśnie że tak!". Nie kryła rozżalenia. – To dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie jest mi ciężko się z tym pogodzić. (...) Ale z drugiej strony cieszę się, że ta gilotyna spadnie; że już to pójdzie, że na pewno internet zapłonie – mogliśmy usłyszeć w wywiadzie dla Plejady. Z jej słów można było wywnioskować, że twórcy odgórnie podjęli decyzję o angażu innej aktorki.

Widzowie zrobili raban, na co szybko zareagowała produkcja sequela kultowej komedii romantycznej. – Na casting do tej roli, który odbył się 10 czerwca, było zaproszonych sześć aktorek. (...) Pani Jabłczyńska też była na tym castingu. Została wybrana inna aktorka. 17 czerwca pani Jabłczyńska została poinformowana, że ten wyścig przegrała. Casting to casting – oznajmiła Anna Wichłacz w rozmowie z Pudelkiem. Była to więc zupełnie inna narracja niż ta przedstawiona przez Jabłczyńską.

Aktorka szybko odpowiedziała. Jak wynika z jej relacji, o tym, że nie zagra w filmie "Właśnie, że tak!", dowiedziała się zupełnie inaczej. Jabłczyńska podkreśliła, że była przekonana, że zaproszono ją na spotkanie z reżyserem, a nie na casting. Greg Zglinski, który wyreżyseruje sequel, miał podczas rozmowy wypowiadać się o niej bardzo pozytywnie. Aktorka dostała też na maila scenariusz komedii.

– Nie dostałam zaproszenia na casting, tylko na spotkanie z reżyserem. Nie wiedziałam, że to casting. W dniu, kiedy tam byłam, nie było innych aktorek. Był tylko inny aktor i miałam do odegrania sceny tylko z tym aktorem – mówiła Jabłczyńska.

Dalsza część artykułu poniżej.

Katarzyna Grochola strzeliła sobie w stopę. "Właśnie że tak!" bez najważniejszego paliwa: nostalgii

Podczas gdy niektórzy zarzucają Joannie Jabłczyńskiej, że "rozkręciła aferę", zamiast pokornie przyjąć decyzję twórców, trudno dziwić się aktorce. Jej protest w świecie show-biznesu, pełnym grzecznych PR-owych formułek, jest, owszem, nietypowy, ale to powiew świeżego powietrza. Jej rozżalenie jest zresztą naturalne. Do swoich ról wracają zarówno Danuta Stenka, jak i Artur Żmijewski. Powrócić miał też zmarły Jan Frycz. Angaż Jabłczyńskiej wydawał się więc naturalny.

Oczywiście świat filmu rządzi się swoimi prawami. Biznes to biznes, a każda decyzja producentów musi zgadzać się z tabelkami w Excelu. Nie wszystkie decyzje "góry" podobają się widzom.

Chociażby Evan Rachel Wood, która wcieliła się w córkę Sally (Sandra Bullock) w "Totalnej magii", nie zagrała w sequelu, którego polską premierę zapowiedziano na 11 września. Kylie Owens zagra Joey King. Dlaczego? Prawdopodobnie tak jak w przypadku Jabłczyńskiej postanowiono postawić na bardziej rozpoznawalne i świeże nazwisko. W obu przypadkach nie wzięto jednak pod uwagę jednego: nostalgii, a to przecież ona ma popchnąć widzów do kin na (średnio potrzebny) sequel po latach.

"W oczach miłośników książek Katarzyny Grocholi decyzja o zastąpieniu Joanny Jabłczyńskiej byłaby całkowicie usprawiedliwiona, gdyby twórcy "Właśnie że tak!" zdecydowali się wymienić cały skład aktorski" – zauważyła w naTemat Zuzanna Tomaszewicz i trudno się nie zgodzić. Telenowela wciąż trwa.