
"Polski black metal – to brzmi dumnie" – mówią fani tego typu dźwięków na całym świecie. I trudno się dziwić, gdyż przez ostatnie dwie dekady to w naszym kraju powstały jedne z najciekawszych płyt tego gatunku. Wybrałem trzy najlepsze.
Norwegia uczyniła z black metalu swój produkt eksportowy. Dlaczego tego samego nie zrobiła dotąd Polska? To tym dziwniejsze, że to w naszym kraju powstały jedne z najciekawszych albumów tego nurtu.
Mgła, czyli szlifuj diament do perfekcji
Krakowska Mgła zaczynała w 2000 r. jako projekt studyjny (to częste w świecie black metalu). Na sceniczne deski muzycy wkroczyli dopiero po nieco ponad dekadzie. Może to i lepiej, gdyż w pierwszych latach działalności pozwoliło im to w pełni skoncentrować się na muzyce, a mniej na jej promocji w czasie koncertów. Przyniosło to zresztą owoce: świat po raz pierwszy usłyszał utwory Mgły na wydawnictwie "Crushing the Holy Trinity", na którym swoje kompozycje zaprezentowało też francuskie Deathspell Omega, odpowiedzialne za odrodzenie gatunku na początku XXI wieku. Jak debiutować to w wielkim stylu!
Kolejne lata przyniosły EP-ki "Presence", "Mdłości", "Further Down the Nest" i wreszcie – w 2008 r. – pełnoprawny "duży" album "Groza". Analiza tych materiałów pokazuje, jaką ścieżkę artystyczną obrali gitarzysta/wokalista Mikołaj 'M.' Żentara oraz perkusista Maciej 'Darkside' Kowalski. Postawili na żmudne dopracowywanie swojego stylu. Z każdym wydawnictwem poprawiali black metal, jaki tworzyli. Nie w sposób rewolucyjny, a ewolucyjny.
I chyba swoje opus magnum stworzyli przy sesji nagraniowej do "Exercises in Futility" z 2015 r., które – zdaniem większości fanów – jest idealnie wyszlifowanym diamentem, na którym słyszy się esencję tego, co powszechnie uważa się za black metal. Jasne, ktoś mógłby doczepić się, że brakuje tu eksperymentów i większej odwagi twórczej, ale tym razem twórcom należy to wybaczyć. Taki od samego początku był ich zamysł twórczy. O tym, że im się udało, niech świadczy to, że Mgły słuchają dziś nawet osoby, które nie trawią metalu.
Kriegsmaschine, czyli zepsujmy trochę ten cały black metal
Pozostajemy w świecie M. i Darkside'a. A to dlatego, że za projektem Kriegsmaschine stoi ten sam duet. O ile jednak w Mgle koncentruje się na celebrowaniu najczystszej formy "czarnego metalu", tak tu obaj muzycy o wiele więcej eksperymentują i bawią się formą.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Grupa zadebiutowała w 2005 r. albumem "Altered States of Divinity". Pierwszym przełomem stylistycznym okazało się jednak wydane w 2014 r. "Enemy Of Man". Kropkę nad "i" muzycy postawili z kolei po czterech latach, prezentując "Apocalypticists". Pełno tu złowrogich riffów i synkop w partiach perkusyjnych, które sprawiają, że utwory zaskakują tym, jak wpływają na słuchacza.
Szczególnie ważna jest tu właśnie perkusja. Teraz krótka lekcja teorii muzycznej: w przypadku zastosowania synkop chodzi o przeniesienie akcentu rytmicznego z mocnej części taktu (której naturalnie spodziewa się słuchacz) na słabą. Generuje to uczucie "bujania", które jest charakterystyczne dla funku, jazzu, a nawet reggae i ska. W połączeniu z blackmetalową atmosferą i dysonansowych partiach gitar daje to piorunujący, niepokojący efekt.
Twórczość Kriegsmaschine to już coś dla zwolennika eksperymentalnego metalu i szerzej: otwartego na nowe dźwięki melomana.
Furia, czyli dziwna poezja i zaskakująca muzyka
W tym artykule nie mogło zabraknąć śląskiej Furii. To zespół, który wykracza już poza scenę metalową, tworząc po prostu świetną, niebanalną muzykę. I to mimo tego, że grupa zaczynała jako formacja niejako oddająca hołd swoim idolom z Norwegii.
Album "Księżyc milczy luty" z 2016 r. to piąta "duża" płyta Michała 'Nihila' Kuźniaka i jego muzycznych towarzyszy, będąca owocem odważnych eksperymentów z poprzedzających ją wydawnictw.
Fascynuje to, że Furii udało się zachować specyficzny klimat black metalu – okraszony brudem górniczego Śląska – grając jednak dźwięki, które wyrwane z kontekstu nierzadko mogłyby znaleźć się na płytach rockowych (sam początek albumu) czy nawet ostatnich albumach innych wielkich eksperymentatorów – grupy Swans (spore momenty w "Zabieraj łapska"). Tym samym muzycy śmiało wyszli poza ramy, które ograniczają rozwój wielu ich kolegów ze sceny.
Nie sposób nie wspomnieć o tekstach Nihila, który stworzył swój własny, poetycki styl, bawiąc się słowem i formą. Książeczki z lirykami Furii to wręcz minitomiki poezji.
Warto dodać, że polski metal to nie tylko black metal. W naTemat polecamy m.in. 3 najlepsze płyty polskiego death metalu. Mowa m.in. o krążkach Vader, Behemoth i Decapitated. Nie wszystkim polskim grupom udało się jednak przebić za granicą. 3 polskie zespoły metalowe mogły podbić świat, niektóre miały jednak ogromnego pecha. Warto na koniec dodać, że polska scena od dekad czerpie z klasyki gatunku. To między innymi płyty Slayera inspirowały całe pokolenie muzyków, także tych z Krakowa i Śląska.




