Joey King jako Gypsey-Rose Blanchard w The Act
"The Act" opowiada dziwaczną prawdziwą historię Fot. Kadr z "The Act"

Po latach "The Act" z 2019 roku powrócił do polskiego streamingu. Serial kryminalny oparty na prawdziwej historii niedługo po premierze trafił nawet do grona najpopularniejszych produkcji na SkyShowtime. Nic dziwnego – historia Gypsy-Rose Blanchard, którą przez dwie dekady matka przedstawiała jako ciężko chorą, jest tak nieprawdopodobna, że trudno uwierzyć, że wydarzyła się naprawdę. Toksyczna relacji matki i córki doprowadziła do zbrodni.

REKLAMA

"The Act" jest ośmioodcinkowym miniserialem kryminalnym, który koncentruje się przede wszystkim na relacji Gypsy-Rose i jej matki Dee Dee Blanchard. Gypsy, grana przez Joey King ("Totalna magia 2"), porusza się na wózku i jest przekonana, że cierpi na szereg poważnych chorób.

Jej matka, w którą wciela się Patricia Arquette (zdobywczyni Oscara za rolę w "Boyhood"), poświęca się opiece nad córką i robi wszystko, by nikt nie zakwestionował stworzonej przez nią wersji rzeczywistości. Z czasem staje się jasne, że jej wersja nie jest prawdziwa: większość przedstawianych przez Dee Dee chorób córki była zmyślona lub wyolbrzymiona, a troska dawno zamieniła się w kontrolę i przemoc.

"The Act" to szokujący serial kryminalny o Gypsy-Rose Blanchard. Nie do wiary, że to true crime

"The Act", który jest dostępny na SkyShowtime, nie pokazuje jednej strony historii. Oglądamy dziewczynę, która przez ponad 20 lat była izolowana, okłamywana i pozbawiana możliwości decydowania o własnym życiu. W pewnym momencie Gypsy-Rose Blanchard zaczyna szukać sposobu na wyrwanie się spod kontroli matki. To właśnie wtedy w jej życiu pojawia się Nicholas Godejohn (Calum Worthy), poznany przez internet chłopak, z którym zaczyna planować przyszłość. Ich relacja prowadzi jednak do decyzji, której konsekwencje będą tragiczne: postanawiają pozbyć się Dee Dee.

W "The Act" błyszczą obie główne aktorki. Joey King przeszła imponującą transformację, by zagrać Gypsy-Rose i jest naprawdę świetna, ale jeszcze większe wrażenie robi Patricia Arquette jako Dee Dee – jednocześnie czuła, przerażająca i manipulująca, momentami groteskowa. Arquette otrzymała Złoty Glob i nagrodę Emmy, a King była do nich nominowana.

Serial zebrał zresztą bardzo dobre recenzje: na Rotten Tomatoes ma obecnie 88 proc. pozytywnych ocen krytyków i 91 procent pochlebnych opinii widzów. Brian Lowry, z CNN ocenił, że "The Act" "pozostaje dziwnie fascynujący, być może szczególnie wtedy, gdy rozwija się dziwaczna, smutna relacja między potrzebującą Gypsy a zaburzonym Nickiem". "To body horror w wydaniu Walta Disneya, upiorna fantazja złożona z sukien księżniczek, pluszowych zwierząt, leków na receptę i fizycznej krzywdy" – pisała z kolei Sophie Gilbert w "The Atlantic", odnosząc się do baśniowej estetyki Blanchard i jej córki.

Sonia Saraiya z "Vanity Fair" dodała, że "występ Arquette to materiał na kronikę matek-potworów". "Być może bardziej niż opowieścią o prawdziwej zbrodni "The Act" jest serialem o silnej więzi między matkami i córkami, która poszła w straszliwie złym kierunku" – zauważyła Rachel Vorona Cote z "The New Republic".

Ben Travers stwierdził za to krytycznie w "IndieWire": "Połączenie tematu i sposobu prowadzenia narracji tworzy niesamowitą atmosferę, ale odrobina większej odwagi stylistycznej mogłaby uczynić z tego kampową ucztę zamiast czegoś zawieszonego między szczerym opowiadaniem historii a dziwaczną true story".

Dalsza część artykułu poniżej.

Prawdziwa historia Gypsy-Rose Blanchard

Uwaga, spoilery! W dalszej części tekstu pokrótce opisujemy prawdziwą historię Gypsy-Rose i Dee Dee.

Historia, na której oparto serial, wydarzyła się naprawdę. Dee Dee przez lata przedstawiała córkę jako ciężko chorą, twierdząc między innymi, że Gypsy-Rose cierpi na białaczkę, dystrofię mięśniową i paraliż. Dziewczyna poruszała się na wózku, miała goloną głowę, była nawet karmiona przez sondę. Po śmierci Dee Dee wyszło na jaw, jak wiele elementów tej historii zostało przez nią sfabrykowanych lub wyolbrzymionych. Dziewczyna nie była tak chora, jak twierdziła matka.

Zachowanie Dee Dee przypisywano zastępczemu zespołowi Münchhausena – zaburzeniu, w którym opiekun celowo wywołuje, fabrykuje lub wyolbrzymia objawy choroby u osoby pozostającej pod jego opieką, by zwrócić na siebie uwagę i zyskać współczucie. W przypadku Dee Dee nigdy nie postawiono jednak formalnej diagnozy.

W czerwcu 2015 roku 23-letnia Gypsy, która próbowała uwolnić się spod kontroli matki, poprosiła swojego chłopaka o pomoc w jej zabójstwie. Wspólnie je zaplanowali – Nicholas Godejohn przyjechał do Springfield w Missouri i zamordował Dee Dee w jej domu. Niedługo później oboje zostali zatrzymani. Gypsy przyznała się do udziału w spisku i została skazana na 10 lat więzienia za zabójstwo drugiego stopnia, natomiast Godejohn otrzymał dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego.

Fot. Kadr z "Kochana mamusia nie żyje"

Gypsy-Rose wyszła na wolność w grudniu 2023 roku, po odbyciu około ośmiu i pół roku kary. Od tego czasu stała się celebrytką – regularnie udziela wywiadów, wystąpiła w reality show "Gypsy Rose: Life After Lock Up" i pozostaje bohaterką kolejnych dokumentów. Jest dziś w związku z Kenem Urkerem i ma córkę.

"The Act" jest serialem kryminalnym opartym na faktach, ale warto pamiętać, że to wciąż serial fabularny, który przeinacza i koloryzuje niektóre wątk. Sama Gypsy-Rose wcale nie uważa "The Act" za wiarygodne źródło informacji o swoim życiu. W 2025 roku w podcaście "misSPELLING" zarzuciła Hulu i twórcom serialu, że "ukradli jej historię", a przy jego powstawaniu "nie przyszli ze mną porozmawiać" ani nie próbowali ustalić, "co było zgodne z prawdą, a co nie".

– Ludzie, kiedy do mnie piszą, są zdezorientowani, bo nie wiedzą, co jest faktem, a co fikcją – stwierdziła Gypsy-Rose. Jej zdaniem znacznie lepszym źródłem jest dokument HBO "Kochana mamusia nie żyje" z 2017 roku (dostępny na HBO Max). – Jeden jest oparty na faktach, a drugi to Hollywood – podkreśliła Blanchard.

Gypsy-Rose bardzo dobrze oceniła jednak występ Joey King, która wcieliła się w nią na ekranie. – Wykonała niesamowitą pracę, grając mnie – mówiła w podcaście. Dodała, że po premierze napisała do aktorki z gratulacjami: "Myślę, że masz moje błogosławieństwo. Wykonałaś wspaniałą pracę".