
Kiedy wchodzimy do salonu po nowego SUV-a, zazwyczaj patrzymy na wielkość ekranu, pojemność bagażnika, spalanie i to, czy fotele mają ładne przeszycia. W folderach reklamowych każde auto segmentu D prowadzi się "jak po sznurku", a armia asystentów czuwa nad naszym życiem. Tyle teorii. Rzeczywistość brutalnie weryfikuje Tor Modlin i doroczny Wielki Test Auto Świata 2026.
Kiedy koledzy po fachu opublikowali szczegółowe rezultaty prób dziesięciu piekielnie popularnych modeli, musiałem przeczytać tabelę dwa razy. Niektóre auta wypadły z mokrego zakrętu przy zaledwie 35 km/h, inne zachowywały się na granicy przyczepności tak, jakby inżynierowie zapomnieli skalibrować układ ESP. Kto zachwycił, a kto zaskoczył?
Toyota i Volvo pokazują, jak powinno wyglądać bezpieczeństwo SUV-ów
Zacznijmy od tych, którzy zrobili swoją robotę bez zbędnego gwiazdorzenia. Bezdyskusyjnym zwycięzcą całego sprawdzianu okazała się Toyota RAV4 z napędem AWD.
Zdobyła 14 na 16 możliwych punktów. Japończycy od lat robią swoje i ten test idealnie to udowadnia. "Ravka" szła jak po sznurku, bo była najlepsza na mokrym łuku, a w próbie omijania przeszkody, czyli klasycznym sprawdzianie, jakim jest test łosia, jako jedyna w stawce zaliczyła przejazd przy prędkości 80 km/h.
Tuż za nią, z wynikiem 13 punktów, zameldowało się Volvo XC60. Szwedzki klasyk na szarpaku po prostu zmiótł konkurencję, zgarniając komplet czterech punktów. Auto zachowało nienaganny tor jazdy i stanęło w miejscu tam, gdzie inni nerwowo tańczyli po płycie poślizgowej.
Wpadka podczas próby awaryjnego hamowania
I tu dochodzimy do momentu, w którym człowiek zaczyna się zastanawiać, na ile możemy ufać współczesnym systemom radarowym i kamerom. Spójrzcie na dół tabeli: 8. miejsce zajął BYD Seal-U. Auto na papierze rewelacyjne, czyli nowoczesna hybryda plug-in, napęd na cztery koła, świetna sztywność nadwozia.
Na mokrym zakręcie i na szarpaku chiński SUV szedł niemal łeb w łeb z Toyotą i Volvo. Miał murowane podium. I nagle nastąpiła próba, którą każde nowoczesne auto powinno zaliczyć z zamkniętymi oczami: awaryjne hamowanie przed przeszkodą na mokrym asfalcie przy prędkości 30 i 40 km/h. Wynik? Zero punktów. Dosłownie.
BYD jako jedyny w całym teście nie wyhamował przed makietą ani przy 30, ani przy 40 km/h. Dlaczego? Samochód po prostu w nią wjechał w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy system "oślepiła" woda stojąca na asfalcie? Czy zawiodło oprogramowanie? Nie mam pojęcia.
Chińskie SUV-y: od wielkiego sukcesu po nerwowy chaos
Ten test obalił jeszcze jeden mit, czyli że wszystkie chińskie samochody można wrzucić do jednego worka. Nic bardziej mylnego. Największym, niesamowitym zaskoczeniem okazało się Chery Tiggo 8, które wskoczyło na najniższy stopień podium z dorobkiem 11 punktów, wyprzedzając m.in. Skodę Kodiaq (10 pkt), Nissana X-Traila czy MG HS.
Przecież Tiggo 8 to kanapowy, miękko zestrojony SUV, którego układ kierowniczy daje kierowcy tyle informacji zwrotnych, co gra na konsoli. A jednak na teście łosia poszedł zaskakująco pewnie, wyhamował bez problemu przed przeszkodą i zaliczył mokry zakręt. Da się? Da się.
Na drugim biegunie znalazł się luksusowy Hongqi HS5, który z dorobkiem zaledwie 7 punktów zamknął stawkę. Na mokrym łuku poległ z kretesem (okrągłe zero punktów), a na teście łosia zachowywał się tak ociężale i niepewnie, że instruktorzy musieli mocno walczyć o utrzymanie go na pasie.

Podobnie BAIC 7, który wykręcił zaledwie 8 punktów. Co ciekawe, BAIC przyjechał na test... na oponach zimowych. I choć przy 20 stopniach Celsjusza miękka guma na stojącej wodzie paradoksalnie powinna pomagać w odprowadzaniu cieczy, na suchym slalomie auto popłynęło.
