Wypadek pociągu IC Koziołek
Wypadek pociągu IC Koziołek to nie pierwsze tego typu wydarzenie w ostatnich dniach. Fot. Policja Mazowsze

Co się wyprawia się ostatnio na naszych torach? W ciągu kilku dni dwa duże pojazdy zderzyły się z pociągiem. Podczas pierwszego na szczęście nie było ani zabitych, ani rannych. Ale przy drugim wypadku, do którego doszło we wtorek 9 września w województwie mazowieckim, nie skończyło się szczęśliwie.

REKLAMA

Wyobraź to sobie: siedzisz za kierownicą wielotonowego zestawu, widzisz pulsujące czerwone światło, ale i tak ładujesz się na tory kolejowe.

Utknąłeś? Zamiast dodać gazu, żeby wyłamać rogatkę, to stajesz jak wryty i czekasz na wyrok, lub kombunujesz, żeby całym zestawem wycofać z przejazdu, gdy liczą się sekundy...

Bezpieczeństwo na przejazdach kolejowych to dla wielu kierowców wciąż czysta abstrakcja. Ręce opadają, gdy czyta się o kolejnych ofiarach, opóźnieniach i gigantycznych stratach, których można było tak łatwo uniknąć.

W sieci też oburzenie, bo kolejny raz w ciągu 5 dni pociąg zderza się z autem ciężarowym. I chociaż na razie nie wiadomo oficjalnie, dlaczego pod Przysuchą doszło do tego tragicznego zdarzenia, to jednak nie da się uciec przed emocjami, które towarzyszą każdemu takiemu zdarzeniu.

Prawo jazdy za "czapkę gruszek". Gdańsk pokazał szczyt absurdu

Cofnijmy się do ubiegłego piątku, 4 września. Gdańsk, ulica Niegowska. 42-letni obywatel Bośni i Hercegowiny wjeżdża ciężarówką na przejazd dokładnie w momencie opuszczania rogatek. Już samo to woła o pomstę do nieba, bo o czym ten człowiek myślał? Że przefrunie tym TIR-em?

I co robi, gdy szlabany spadają? Zatrzymuje się między nimi. Utknął. Świadkowie krzyczą, gestykulują, żeby wyłamał szlaban i zjechał z torów, ale kierowca poczatkowo nie robi nic. Potem próbuje cofnąć i wyłamuje rogatkę naczepą, ale druga klinuje się na plandece.

Zamiast ruszyć do przodu i zjechać, to kombinuje (gdy w grę wchodzi nie tylko jego życie), żeby nie uszkodzić karoserii auta. Chwilę później w jego naczepę z impetem uderza pociąg pełen pasażerów. Było ich tam ponad 250.

Cudem nikt nie zginął, ale straty wywołują ból głowy. Zniszczony tor, sparaliżowana magistrala, opóźnionych 279 pociągów na łączny czas 17,5 tysiąca minut i wstępny rachunek od PKP PLK na 140 tysięcy złotych.

Prokuratura już postawiła sprawcy zarzuty za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak skomentował to krótko: "Kolejny z prawem jazdy za czapkę gruszek kierowca TIR-a zlekceważył sygnalizację informującą o zbliżeniu się pociągu i spanikował".

Trudno o trafniejsze podsumowanie tej bezmyślności.

IC Koziołek zmieciony z torów. Prawdziwy dramat pod Przysuchą

Środowy poranek, 9 września. W okolicach Sokolników Mokrych (woj. mazowieckie) zderzenie pociągu z ciężarówką kończy się absolutną katastrofą. Kierowca tira wjeżdża prosto pod skład PKP Intercity "Koziołek". Efekt?

Poważne wykolejenie pociągu, przewrócona lokomotywa i wagony, które cudem nie zamieniły się w stertę poskręcanego złomu. Dariusz Klimczak, minister infrastruktury, bardzo szybko poinformował w sieci, że na pokładzie było około 120 osób, z czego służby ratowały dwudziestu poszkodowanych.

Statystyki tego wypadku mrożą krew w żyłach. Cztery osoby, w tym kierowca ciężarówki i maszynista, odniosły ciężkie obrażenia. Jednej osoby nie udało się uratowac. Na miejscu musiały lądować śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Podkreślmy jednak, że na razie nie ma podanego oficjalnego powodu, dlaczego kierowca wjechał pod pociąg. Nie ma ustalonego oficjalnego przebiegu zdarzenia, dlatego nie mamy jeszcze informacji, czy sytuacja wyglądała tak, jak pod Gdańskiem, czy też kierowca może zasłabł lub zagapił się. To ustala policja. Jedno jest jednak pewne.

Najbardziej frustrujące w tym wszystkim jest to, jak bardzo brakuje nam wiedzy o tym, jak działają przepisy ruchu drogowego w momentach skrajnego zagrożenia. Rogatka na przejeździe to lekki, plastikowy lub drewniany kij, zaprojektowany tak, aby z łatwością pękał pod naporem samochodu.

To nie jest zapora przeciwczołgowa! Jeśli już popełnisz ten skrajnie nieodpowiedzialny ruch i utkniesz między szlabanami, po prostu dodaj gazu. Wyłam ten kawałek plastiku. Zapłacisz mandat, zniszczysz lakier na masce, jasne, ale uratujesz życie swoje, maszynisty i setek pasażerów.

A jeśli wjeżdżasz na przejazd bez szlabanów, to wyostrz zmysły do maksimum i nie jedź na pamięć.

Czytaj także:

Żeby było jeszcze tragiczniej, tego samego dnia na tym samym wspomnianym przejeździe w Gdańsku inna "utalentowana" kierująca osobówką również wjechała pod zamykające się szlabany i utknęła na torowisku. Z opresji uratowali ją świadkowie zdarzenia, którzy... po prostu podeszli i wyłamali rogatkę.

Ludzie, na litość boską, włączmy myślenie. Czas najwyższy wbić sobie do głowy jedną zasadę: w starciu z pociągiem twój samochód jest po prostu miękką puszką, z której po zderzeniu nie ma co zbierać. Ze szlabanem wygrasz zawsze. No i warto uważać przed wjazdem na przejazd. Ta chwila na rozejrzenie się na boki może być drogocenna.