Zakaz wjazdu samochodom nauki jazdy
Zakaz wjazdu samochodom nauki jazdy Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta

"eLka" na drodze to prawdziwa lekcja. Nie tylko jazdy, ale i dobrych manier oraz cierpliwości. To lekcja nie tylko dla ucznia ale i dla innych kierowców, którzy są mimowolnymi uczestnikami szkolenia. Czy nie istnieje sposób, aby nauczyć jazdy bez stawiania na szali naszych pojazdów i nerwów?

REKLAMA
Każdy kierowca uczył się kiedyś jeździć, to jasne. Ale zdobycie prawa jazdy to dopiero początek wspólnego życia z "eLką". Dopiero gdy posiadamy własny samochód zaczynamy dostrzegać, jak wielkim utrapieniem byliśmy dla innych kierowców, gdy toczyliśmy się przez miasto podczas kursu. Nie ma bowiem nic piękniejszego, niż spotkać na swojej drodze "eLkę", która wlecze się poniżej dozwolonej prędkości.
Prawdziwy koszmar przeżywają ci, którzy mieszkają w pobliżu ośrodków egzaminacyjnych. O tym, jak jeździ się za sznurem "eLek" wiedzą choćby mieszkańcy warszawskiego Bemowa i Targówka lub gdańskiego Dolnego Miasta.
Instruktorzy upodobali sobie także okolice ul. Karbowej pod Dębowcem w Bielsku-Białej. Odkąd został tam uruchomiony ośrodek wypoczynkowy, ruch na drogach znacznie się zwiększył. Kursanci uczą się więc manewrów tuż obok zaparkowanych samochodów, należących do urlopowiczów. Aby narciarze mogli bezstresowo uprawiać swoje hobby, przy wjeździe na teren hali widowiskowo-sportowej ustawiono znak zakazu wjazdu dla "eLek".
Ile jest podobnych sytuacji w całym kraju? Zapewne mnóstwo. Instruktor Jacek Zdański napisał na swoim blogu o problemie nielubianych "eLek". Jego zdaniem, ustawianie podobnych znaków, jak ten w Bielsku-Białej jest powszechną praktyką. Jego zdaniem jednak, większość z nich powstaje niezgodnie z prawem. Pomimo to, sam stara się je respektować i nie wjeżdżać tam, gdzie nie jest mile widziany.
Jacek Zdański
Instruktor jazdy

Wspólnoty Mieszkaniowe, spółdzielnie, supermarkety, ustawiają znaki zakazujące wjazdu na ich osiedla i parkingi. OK., Jeżeli droga należy do nich, jest ich prywatną własnością, to mają prawo. Tylko znaki najczęściej są niezgodne z prawem. Nie można karać za nieprzestrzeganie znaku ustawionego niezgodnie z przepisami lub niezgodnego z przepisami. Tak, więc nie ograniczają możliwości wjazdu i ćwiczenia parkowania. Ale szanuję to, nie wjeżdżam tam gdzie mnie nie chcą. CZYTAJ WIĘCEJ


Samochody nauki jazdy są znienawidzone także przez mieszkańców Olsztyna. Miasto to zmaga się z korkami, a niektórzy z internautów winą obarczają właśnie "eLki". – Powinny powstać znaki drogowe zakazujące wjazdu "nauce jazdy". Bo to zmora całego Olsztyna – napisał na jednym z for internetowych pan Ignacy.
Nie lepiej jest w Rzeszowie. Kierowcy "eLek" są tam największą zakałą ulic w godzinach szczytu. Jak twierdzą niektórzy internauci, początkujący kierowcy jeżdżą tam "całymi stadami". Zdaniem zirytowanych mieszkańców, największym problemem jest to, że wielu uczniów szkół jazdy nie opanowało jeszcze manewru ruszania, a już wypuszcza ich się na miasto. Jeden z rzeszowskich radnych złożył nawet wniosek z pomysłem zakazu wjazdu do centrum w godzinach szczytu. Ten został jednak odrzucony.
Kursanci muszą się gdzieś uczyć, to jasne. Ale czy ktoś chciałby, aby lampa jego samochodu robiła za słupek przy "prostopadłym tyłem"? Niestety, bardzo często to właśnie osiedlowe parkingi stają się poligonem dla początkujących kierowców. Oczywiście, że i tak po uzyskaniu prawa jazdy będą jeździć po tych samych drogach, ale może warto, by do tego czasu nie zbliżali się do naszych aut?
Podobny problem mają za sobą mieszkańcy jednego z łódzkich osiedli. Instruktorzy do szlifowania młodych talentów upodobali sobie ulicę Narciarską. Tyle tylko, że nie każdy kursant talentem się wykazywał. Zdaniem mieszkańców, podczas nauki jazdy bardzo często dochodziło do kontaktu z ich samochodami, co kończyło się obtarciami i stłuczkami. Oczywiście nikt nikogo za kierownicę nie złapał, więc nie można stawiać żadnych konkretnych oskarżeń. Ośrodek egzaminacyjny znajduje się zaledwie cztery kilometry od opisywanego osiedla.
Kierownik OSK w Łodzi twierdzi, że takie podejście jest egoistyczne. – Gdzieś ci ludzie muszą się przecież uczyć. Ci, którzy domagali się takich znaków powinni sobie przypomnieć swoje początki za kierownicą – mówił Bolesław Kubacki w rozmowie z motofakty.pl.
Jedynym rozwiązaniem jest to, by instruktorzy i egzaminatorzy przenieśli się w inne miejsce. Kwestią czasu pozostanie jednak, kiedy mieszkańcy kolejnego osiedla się zdenerwują i postawią znak zakazu wjazdu "eLkom". O ile droga nie jest publiczna, można taki znak zamontować.
Niestety, nie jest to możliwe na parkingach miejskich. Wracając do wspomnianej już Warszawy, parkowanie samochodu może się okazać jeszcze droższe, niż wynikałoby to z taryfikatora. Parking na Placu Bankowym, jak również ten na Placu Konstytucji, należy do ulubionych miejsc stołecznych szkół jazdy. I choć litera "L" wywołuje w tym mieście raczej pozytywne skojarzenia, to widok parkującej "eLki" może przyprawić o gęsią skórkę...
Wiedzą o tym Jacek i jego (rzucający palenie) kolega, którzy przypadkiem byli świadkami, jak wygląda nauka parkowania w mieście.

Czasem chciałoby się, aby nauka poszła w las. W tym wypadku byłoby jednak trudno. Czy jednak nie można by przenieść jej choć odrobinę dalej od miejskich parkingów, głównych arterii i godzin szczytu? Chyba wszystkim byłoby po drodze z takim rozwiązaniem...