Jasnowidzka na usługach państwa. Kim naprawdę była Baba Wanga?
Jasnowidzka na usługach państwa. Kim naprawdę była Baba Wanga? fot. naTemat

"Pomarańczowy cesarz" miał zamknąć "ranę sączącą czarną krew". Brzmi jak przepowiednia o Donaldzie Trumpie, Iranie i cieśninie Ormuz? Jest tylko jeden problem: Baba Wanga nigdy jej nie wypowiedziała. W "Biurze Tajemnic" pokazujemy, jak łatwo manipulować na udawane proroctwa bałkańskiej jasnowidzki.

REKLAMA

Niewidoma uzdrowicielka ze Strumicy stała się jedną z największych ikon współczesnej ezoteryki. Przypisuje się jej przewidzenie zamachu na Johna F. Kennedy’ego, katastrofy w Czarnobylu, zatonięcia okrętu Kursk czy ataków z 11 września.

Najnowsze "wizje" pojawiają się niemal po każdym światowym kryzysie. Śledztwo Bartosza Migasa pokazuje jednak, że za legendą może kryć się nie nadprzyrodzony dar, lecz niezwykle skuteczny mechanizm manipulacji.

Przepowiednia, która powstała po fakcie

Wanga straciła wzrok jako dziecko, po tym jak podczas gwałtownej wichury została porwana przez wiatr i odnaleziona na polu z oczami pełnymi piasku. Po latach twierdziła, że Bóg odebrał jej zwykły wzrok, by mogła zobaczyć to, czego nie widzą inni. Jej sława eksplodowała podczas II wojny światowej. Do niewidomej kobiety przychodzili ludzie szukający informacji o bliskich walczących na froncie, chorobach i własnej przyszłości.

Z czasem lokalna uzdrowicielka stała się "bałkańskim Nostradamusem". Problem w tym, że nie pozostawiła po sobie dzienników, książek ani autorskiego zbioru przepowiedni. Jej słowa znamy z relacji współpracowników, gości i późniejszych publikacji. Często nie sposób ustalić, czy dany cytat istniał przed wydarzeniem, które miał zapowiadać.

Tak jest choćby ze słynnymi "stalowymi ptakami", uznanymi za wizję zamachów na World Trade Center. Nie ma potwierdzenia, że cytat funkcjonował przed 2001 rokiem. Podobny mechanizm zadziałał w przypadku Kurska. Ogólną zapowiedź zalania rosyjskiego miasta dopiero po katastrofie dopasowano do okrętu podwodnego o tej samej nazwie.

Jasnowidzka na państwowym etacie

Jeszcze bardziej intrygujący jest polityczny wymiar tej historii. W 1967 roku komunistyczna Bułgaria oficjalnie zatrudniła Wangę. Wizyty organizowały sekretarki, pobierano opłaty i tworzono dokumentację rozmów. Według relacji byłych funkcjonariuszy dostęp do niej miały służby bezpieczeństwa.

Goście – w tym politycy, urzędnicy i osoby publiczne – opowiadali o zdrowiu, rodzinie, finansach i sprawach politycznych. Wokół przyjezdnych mieli działać taksówkarze, hotelarze czy kelnerzy, zbierający informacje jeszcze przed spotkaniem. Jeśli trafiały one później do Wangi, jej „wiedza” musiała robić piorunujące wrażenie. Fenomen jasnowidzki mógł być więc jednocześnie państwowym biznesem, narzędziem wywiadowczym i starannie pielęgnowaną legendą.

Proroctwo wsteczne zawsze skuteczne

Autor "Biura Tajemnic" zastawia na odbiorców przewrotną pułapkę. Historię o "pomarańczowym cesarzu" stworzył na potrzeby odcinka. Pasuje do bieżących wydarzeń, brzmi tajemniczo i bez trudu mogłaby trafić do sensacyjnych nagłówków jako kolejna wizja Wangi.

To sedno jej fenomenu: ogólnikowe zdania interpretuje się po fakcie, trafienia nagłaśnia, a pomyłki pomija. Wanga miała przewidzieć, że Barack Obama będzie ostatnim prezydentem USA, a III wojna światowa rozpocznie się w 2010 roku. Nic takiego się nie wydarzyło.

Czy była niezwykłą mistyczką, utalentowaną obserwatorką ludzi, czy twarzą operacji kontrolowanej przez państwo? Jednoznacznej odpowiedzi prawdopodobnie już nie poznamy.

Pełne śledztwo "Biura Tajemnic" pokazuje jednak coś bardziej niepokojącego niż jasnowidzenie: jak łatwo sfabrykowana historia staje się "dowodem", jeśli wystarczająco mocno chcemy w nią uwierzyć.