
Dwa lata temu w Warszawie zaczęła dzialać Strefa Czystego Transportu. Sam zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać w praktyce. Dzisiaj patrzę na najnowsze raporty podsumowujące jej funkcjonowanie i... wyszło na to, że podobno to działa.
Najnowszy raport, na który powołuje się Warszawski Alarm Smogowy, wskazał, że w latach 2023-2025 średnioroczne stężenie dwutlenku azotu, czyli tego paskudnego świństwa, które wylatuje z rur wydechowych i dusi nas w miastach, spadło o 18 proc. na stacjach pomiarowych wewnątrz strefy. Poza nią? Tylko o 5 proc.
Różnica jest spora i na pierwszy rzut oka można pomyśleć: "Wow, jakość powietrza w centrum naprawdę się poprawiła w mgnieniu oka, zakazy działają perfekcyjnie!".
Ale zejdźmy na ziemię. Przecież to nie jest tak, że te 18 proc. to wyłączna zasługa kilku zielonych znaków na granicach Śródmieścia. Zmienia się pogoda, rośnie popularność zbiorkomu, ludzie sami z siebie kupują nowsze auta, a na ulicach widać coraz więcej hybryd i elektryków.
Ale faktem jest, że w sercu stolicy smrodzi się jakby mniej.
"Strefa widmo". Dlatego nikt nie protestuje tak jak w Krakowie
Pamiętam, co działo się w Krakowie. Tam ludzie na samą myśl o strefie chcieli roznieść ratusz, a emocje sięgały zenitu. A w stolicy? Cisza, spokój, nikt nie pali opon pod oknami Rafała Trzaskowskiego. Dlaczego?
Bo nasza stołeczna strefa to na razie taki trochę papierowy tygrys, który ugryzł tylko przyjezdnych. Włodarze miasta rozegrali to politycznie bardzo sprytnie, bo obostrzenia dla samych mieszkańców rozłożono w czasie.
Bądźmy szczerzy. Od 1 stycznia tego roku po strefie nie pojeździmy benzyniakiem starszym niż 26 lat (wymagana norma to Euro 3) i dieslem starszym niż 17 lat (norma Euro 5). Prawda jest taka, że takie stare diesle z tamtej epoki i tak powoli dogorywają na szrotach albo dożywają swoich dni z dala od centrum.
Z oficjalnych danych Zarządu Dróg Miejskich wynika, że aż 96 proc. samochodów wjeżdżających do miasta spełnia te wymogi z palcem w nosie. Nie potrzebujecie nawet tej nieszczęsnej zielonej naklejki na szybę, bo system sczytuje wasze tablice. Cała ta "drakońska strefa" dotyka raptem 4 proc. aut.
Pierwsze mandaty za wjazd do SCT. Co dalej?
Poza tym egzekwowanie przepisów przez długi czas było niemal symboliczne. Dopiero w styczniu tego roku Straż Miejska zaczęła na poważnie wystawiać mandaty za wjazd do SCT.
Prawdziwy sprawdzian i nerwy przyjdą dopiero w 2028 roku, kiedy obostrzenia wejdą na wyższy poziom i zaczną boleć zwykłego Kowalskiego. Zobaczymy więc, czy za dwa lata władze miasta będą równie zadowolone.
