
Na S8 w Warszawie między węzłami Powązkowska i Marki drogowcy wprowadzili szereg zmian. Jedna z nich, związana z wjazdem z ulicy Modlińskiej na most Grota-Roweckiego spowodowała gigantyczne, kilometrowe korki i wywołała furię mieszkańców. Zapytałem więc GDDKiA, na jakiej podstawie zdecydowano zmienić organizację ruchu w tym miejscu. W czwartek (17.09) otrzymałem odpowiedź...
Dwa tygodnie temu pisałem u nas o tym, że szykuje się wielka rewolucja na S8, która miała ułatwić życie tysiącom warszawiaków. Podejrzewałem, że z jedną zmianą: wjazdem z ulicy Modlińskiej na most Grota-Roweckiego mogą być kłopoty. I nie pomyliłem się.
Warszawa w tym miejscu dosłownie stanęła w miejscu, a mieszkańcy wcale nie przebierają w słowach, oceniając nową organizację ruchu.
"Panie redaktorze, zapraszam na Modlińską"
Moja skrzynka odbiorcza dosłownie zapłonęła. Zamiast ulgi, zmiana organizacji ruchu zafundowała kierowcom i pasażerom transportu miejskiego drogową apokalipsę. Dostałem od jednego z czytelników wiadomość, która w zasadzie punktuje wszystko to, co poszło nie tak.
"Zobaczyć można to na żywo lub w internecie, który zapłonął po dewastacji organizacji ruchu na Modlińskiej, i paraliżu komunikacyjnym dotykającym nie tylko 'samochodziarzy', ale też transport miejski. Ewentualnie można przejrzeć komentarze i posty rozgoryczonych ludzi, którym ta 'dobra' zmiana wydłużyła przejazd do metra Marymont z 10 do 25 minut i spowodowała korki na S8 oraz Modlińskiej na 1,5-2 km od wjazdu, totalnie rozwalając ruch drogowy, ale też i dochodzących do niej innych ulic jak np. Płochocińska".

I wiecie co? Trudno nie przyznać mu racji. Mieszkańcy Białołęki, Żerania i okolicznych osiedli są po prostu wściekli. Publikują w sieci zdjęcia, wstawiają komentarze i proszą o pomoc lokalnych radnych.
Paraliż komunikacyjny to mało powiedziane. Ci, którzy myśleli, że przesiadka do autobusu uratuje im poranek, srogo się zawiedli. Zamiast płynnego włączenia się do ruchu w stronę Żoliborza, mamy tu gigantyczny, pełzający w żółwim tempie sznur aut i autobusów, który utyka na wąskim gardle przed wjazdem na most Grota-Roweckiego, bo teraz schodzą się tam trzy pasy, które wpadają w jeden. No to murowany przepis na katastrofę.
Zadałem pytania GDDKiA
Widząc, co się dzieje, postanowiłem od razu uderzyć do źródła. Zwróciłem się do Mazowieckiego Oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Moje pytania były proste, konkretne i wynikały z tego, co piszecie w sieci: na jakiej podstawie wprowadzono te drastyczne zmiany i najważniejsze – czy to tylko chybiony eksperyment, czy ten koszmar zostanie z nami na stałe?
Odpowiedź, którą otrzymałem, raczej nie jest tą, na którą czekaliście, tkwiąc w 40-minutowym korku. Zacytuję wam ją w całości, dosłownie tak, jak dostałem ją z biura prasowego. Oceńcie to sami.
"Zmianę oznakowania na drodze ekspresowej S8 w Warszawie wprowadzamy na podstawie zatwierdzonego projektu stałej organizacji ruchu. W 2025 roku był przeprowadzony Generalny Pomiar Ruchu na drogach krajowych. Wykonany pomiar był realizowany zgodnie z założeniami i kalendarzem pomiaru GPR 2025. Pierwszy pomiar został wykonany już w styczniu 2025 roku.
Po wykonanych pomiarach zarządca drogi szczegółowo weryfikował pomiary z podziałem na godziny oraz strukturę rodzajową pojazdów. Realizowane pomiary GPR 2025 oraz analiza zdarzeń drogowych i utrudnień, które są obserwowane każdego dnia stanowiły podstawę m.in. do zdecydowania o wprowadzeniu zmian w stałej organizacji ruchu na drodze ekspresowej S8 pomiędzy węzłem Konotopa a węzłem Marki.
Dla potrzeb przejazdu służb ratowniczych kierowcy zobowiązani są utworzyć korytarz życia. Poprawa czasu przejazdu wzdłuż drogi S8 powinna usprawnić również poruszanie się komunikacji zbiorowej, która w większej ilości porusza się jezdnią zbierajaco-rozprowadzajacą, czyli równoległą do ciąg głównego".
Papier przyjmie wszystko, a na ulicy dramat. Kto ma rację?
Przełóżmy to teraz z urzędniczego na nasze. Słowo-klucz w odpowiedzi GDDKiA to "stała organizacja ruchu". To oznacza, że drogowcy wcale nie traktują tego jako czasowych testów, z których po tygodniu można się rakiem wycofać.
To efekt szerokich analiz i pomiarów GPR 2025. Wszystko świetnie wygląda w excelowych tabelkach i na projektowych planach leżących na biurkach. Bezpieczeństwo, korytarz życia na trasie S8 w Warszawie, płynność ciągu głównego. No pod tymi hasłami nikt o zdrowych zmysłach nie odważy się podpisać w negatywnym tonie.
Ale tu dochodzimy do absurdalnego wręcz paradoksu. Drogowcy twierdzą, że zmiany powinny usprawnić komunikację zbiorową na jezdni zbiorczo-rozprowadzającej. Tymczasem z relacji ludzi (i czasu przejazdu) wynika coś zupełnie odwrotnego.
Zablokowany wjazd od strony Białołęki powoduje, że zanim te autobusy w ogóle dostaną się na rzekomo płynniejszą część Trasy Toruńskiej, muszą odstać swoje w iście apokaliptycznym korku wylewającym się na okoliczne skrzyżowania.
Po raz kolejny widać gigantyczny rozdźwięk między tym, co pokazują algorytmy i symulacje w urzędach, a tym, z czym codziennie o 7:30 rano mierzy się zwykły Kowalski.
Zwężenie wjazdu z ulicy Modlińskiej z pewnością uspokoiło ruch w jednym miejscu, ale spowodowało problem w innym miejscu. Słabe są te rozwiązania, które jednym dogadzają, ale kosztem innych.
Zatem, czy "koniec koszmaru", o którym pisałem dwa tygodnie temu, faktycznie nadszedł? Dla tranzytu przelatującego środkiem Warszawy być może coś tam zmieniło, ale mocno subiektywnie patrząc, to korki jak były, tak nadal są.
Ale dla mieszkańców Żerania i nadwiślanej części Białołęki ten koszmar dopiero się zaczął i, sądząc po stanowczej odpowiedzi drogowców, zostanie z nimi na dłużej.
Do tematu jeszcze na pewno wrócę.
