
Nowy Ford Transit City to nowy elektryk w gamie użytkowej Forda opracowany z myślą o firmach, które chcą ograniczyć koszty transportu, a jednocześnie potrzebują pojazdu spełniającego wymagania stref czystego transportu. Model ten niedawno zadebiutował na targach rolniczych w Poznaniu.
Zacznijmy od konkretów, bo to one interesują przedsiębiorców. Ford władował w podłogę Transita City akumulator litowo-żelazowo-fosforanowy (LFP) o użytecznej pojemności 56 kWh. Brzmi jak standard?

Może i tak, ale ten elektryczny samochód dostawczy ma do zaoferowania realny zasięg na prądzie do 254 km. Zanim powiecie, że to mało, przypomnijcie sobie, ile kilometrów kręci kurier czy dostawca pieczywa kręcący się wyłącznie po miejskich osiedlach. Według badań Forda, to ponad dwukrotnie więcej, niż dziennie potrzebuje większość ich klientów.

Ogniwa LFP to był strzał w dziesiątkę. Dlaczego? Bo są dużo bardziej odporne na ciągłe ładowanie prądem stałym i po prostu trudniej je zajechać. A jeśli już o ładowaniu mowa – korzystając z ładowarki 67 kW, dobijecie od 10 do 80 procent w równe pół godziny.
Wystarczy akurat na dłuższą przerwę śniadaniową i wypełnienie papierów. Jak brakuje wam prądu, a musicie gdzieś jechać na cito, to w 10 minut wciągniecie energię na kolejne 50 kilometrów.

Gotowe auto na jednej fakturze. O to w tym chodzi
Najbardziej wkurzające przy zakupie dostawczaka pod konkretną działalność jest zazwyczaj latanie między dealerem a zewnętrznymi firmami, które to auto zabudują. Ford wjechał z programem One-Stop Shop i całą gamą Ford Pro.
W skrócie: kupujecie gotowe auto u dealera i dostajecie je na jednej fakturze z jedną, zintegrowaną gwarancją. Koniec spychologii w razie usterki. Sam nowy Ford Transit City trafia na rynek w najpopularniejszych wersjach, które mają od razu wziąć się do pracy w strefach czystego transportu:
Wnętrze bez udziwnień i ekran, który ma sens
W standardzie dostajemy podgrzewany fotel kierowcy. Dlaczego to takie ważne w aucie elektrycznym? Bo kierowca kurierki ciągle otwiera i zamyka drzwi, wyziębiając kabinę. Grzanie samego fotela zużywa ułamek tej energii, co dmuchanie gorącym powietrzem z nawiewów, a człowiekowi i tak jest ciepło. Genialne w swojej prostocie.
Na środku deski rozdzielczej króluje 12,3-calowy ekran. Oczywiście obsługuje Apple CarPlay i Android Auto, bez czego dzisiaj nawigowanie po zakorkowanych arteriach byłoby koszmarem.
Dorzućmy do tego asystentów pasa ruchu, awaryjne hamowanie oraz kamerę cofania i mamy miejsce pracy, w którym osiem godzin spędza się po prostu komfortowo.
***
Ford na targach w Poznaniu poszedł jednak szerzej. Na stoisku marki obecny był model Ranger PHEV. Ten potwór generuje niemal 700 Nm momentu obrotowego i 281 KM mocy. Ale nie to jest najlepsze.
Pick-up ma na pace system Pro Power Onboard z gniazdkami dającymi do 6,9 kW mocy. Wyobraźcie to sobie, na stoisku podłączyli do niego pełnoprawną maszynę do popcornu. Jedziecie na budowę i nie macie prądu do zasilenia ciężkich elektronarzędzi? Żaden problem, auto staje się mobilnym generatorem. Zasięg elektryczny na poziomie 43 km wystarczy, by dojechać do centrum bez odpalania spalinówki.
Na stoisku brylowały też specjalistyczne zabudowy od polskiej firmy Auto Galeria, oparte na większych Transitach. Zobaczyć mozna było tam wszystko, czego dusza zapragnie – od gigantycznej chłodni (utrzymującej temperaturę od 0 do +6°C na pace z podłogą kwasoodporną), przez izotermę na podwoziu L4 (z własnym potężnym agregatem chłodzącym), aż po otwartą "skrzynię" z podwójną kabiną, idealną dla brygad budowlanych.
