
Rosyjska dezinformacja w Polsce jest jak młotek, który z uśmiechem podaje nam dyktator Rosji Władimir Putin – przekonuje Adam Sokołowski, autor książki "Specjalna Operacja Dezinformacyjna". Gość podcastu "Rozmowa naTemat" opisuje, czym jest zarządzanie refleksyjne, które kremlowska propaganda od lat uprawia w Polsce. Celem jest ogłupienie i skłócenie społeczeństwa, a wielu z nas nadal nie chce zauważyć, że nasze umysły są obiektem ataku.
– Młotek to metafora zarządzania refleksyjnego, czyli zbioru rosyjskich technik polegających na takim zmanipulowaniu ofiary, żeby ta ofiara zrobiła sobie krzywdę, żeby zrealizowała interes Rosji, żeby ułatwiła jej zwycięstwo nad sobą – mówi Adam Sokołowski w "Rozmowie naTemat".
Ekspert zajmujący się demaskowaniem rosyjskiej dezinformacji zwraca uwagę na to, że propagandyści Putina hojnie sypią pieniędzmi, by w państwach Unii Europejskiej, w tym w Polsce, szerzyć kłamstwo, półprawdy i wzniecać konflikty, tak by zmienić społeczeństwo w zbiór niezdolnych do współdziałania jednostek.
Sokołowski wskazuje, że dzieje się tak na kilka sposobów. Na przykład rosyjska propaganda podrzuca do naszej debaty publicznej takie kwestie, które "albo w ogóle nie są problemami, albo są problemami marginalnymi". W ten sposób nasz czas, siły i uwaga są marnowane na rzeczy zmyślone lub dziesięciorzędne.
– Jednocześnie z tejże debaty publicznej wyrzucane są takie problemy realne jak właśnie choćby rosyjski imperializm, rosyjski faszyzm czy możliwość dezintegracji Unii Europejskiej czy NATO od środka – wylicza Adam Sokołowski. W swojej książce zwraca uwagę na to, że szczególnie podatna na kremlowskie zarządzanie refleksyjne jest skrajna prawica, ale i na lewicy zdarzają się osoby, które z cynizmu lub głupoty powtarzają narrację Kremla.
– My naprawdę jesteśmy blisko uderzenia się tym młotkiem w głowę – ocenia Adam Sokołowski.
Gość Anny Dryjańskiej uważa jednak, że nadal możemy odeprzeć atak Rosji na nasze umysły, a nawet przejść z defensywy do ofensywy.
– Możemy doprowadzić do sytuacji, w której owszem będą na Twitterze szczekały różne szczekaczki pro-kremlowskie, ale będą zawsze skazane na marginalizację jakiejś 0,5 proc. elektoratu, po które nawet jakiś Braun się nie schyli, a jak się schyli, to sam będzie miał 2 proc. (poparcia – red.), a nie 7 proc. jak teraz – ocenia Adam Sokołowski.
