kobieta z e-papierosem
Spór o ustawę UD363 Fot. Shutterstock

Na biurko prezydenta trafił apel 141 firm, które chcą zablokowania nowelizacji ustawy UD363. Twierdzą, że nowe przepisy uderzą w polski biznes i podniosą ceny e-papierosów. Tyle że dla części konsumentów ten dokument oznacza niższe ceny, a "polskie firmy" to w dużej mierze importerzy produktów z Chin.

REKLAMA

Wokół projektu UD363 (nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym dotyczącej rynku e-papierosów) oraz Karola Nawrockiego toczy się dyskusja i formułowane są przeciwstawne apele. Przedsiębiorcy skupieni m.in. wokół Stowarzyszenia Obrony Praw Przedsiębiorców (STOPP) wystosowali apel do prezydenta o zawetowanie ustawy. Pod petycją podpisało się 141 firm.

Przedsiębiorcy alarmują, że podwyżka akcyzy na płyny do e-papierosów i zmiana opodatkowania urządzeń uderzy w rodzimy sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Twierdzą oni, że nowe przepisy faworyzują międzynarodowe koncerny tytoniowe i zepchną znaczną część rynku do szarej strefy.

Po drugiej stronie pojawiają się analizy i głosy ekspertów oraz organizacji biznesowych (np. Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan), którzy oceniają UD363 pozytywnie i liczą na jego podpisanie przez prezydenta. Wskazują, że projekt ma za zadanie kompleksowo uporządkować rynek, zlikwidować luki podatkowe i zakończyć faworyzowanie wybranych technologii. Zwolennicy nowelizacji powołują się też na doniesienia medialne obnażające dominację chińskiego importu oraz niepokojące powiązania kapitałowe części podmiotów z rosyjskimi oligarchami sankcjonowanymi w Polsce.

Spór o ustawę UD363. Użytkownicy e-papierosów zapłacą więcej? Niekoniecznie

Owszem, od 2027 roku akcyza na płyn do e-papierosów wzrośnie z 1,80 do 2,20 zł za mililitr. Jednocześnie jednak z wymiennych wkładów zniknie obecna akcyza w wysokości 40 zł. Przy wkładzie zawierającym 2 ml płynu wyższa stawka to 80 groszy dodatkowego obciążenia. Z samego wkładu znika natomiast 40 zł.

Akcyza w wysokości 50 zł pozostanie na bazie urządzenia, ale tę kupuje się bardzo rzadko. Kolejne wkłady nie będą już traktowane podatkowo jak osobne urządzenia. Podczas prac parlamentarnych przedstawiciel Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazywał, że przy zakupie kompletu konsument może zapłacić około 30 zł mniej niż obecnie. Sprowadzanie UD363 do hasła o "droższych e-papierosach" jest więc mylące. W przypadku części legalnych produktów efekt będzie dokładnie odwrotny.

Skala rynku e-papierosów dobrze pokazuje, dlaczego potrzebne są nowe przepisy. Jeden przedsiębiorca potrafi wprowadzić do sprzedaży nawet 200 indeksów produktowych. Pojedyncza linia liczy ponad 100 wariantów różniących się smakiem, mocą czy innymi parametrami. Mówimy więc o tysiącach szybko zmieniających się produktów. Państwo musi być w stanie sprawować nad nimi realny nadzór, a nie tylko teoretyczny.

Temu ma służyć opłata za wprowadzanie kolejnych produktów. Jej celem jest zwiększenie odpowiedzialności za każdy nowy wariant i ograniczenie zalewu rynku kolejnymi, często niemal identycznymi pozycjami. Docelowo rynek ma być prostszy: mniej przypadkowych wariantów, większa odpowiedzialność producenta i importera, produkty prawidłowo zgłoszone i możliwe do skutecznej weryfikacji. Klient kupujący w legalnym obrocie powinien wiedzieć, skąd pochodzi produkt, co zawiera i kto za niego odpowiada.

141 polskich NIP-ów to nie 141 polskich producentów

Hasło "141 polskich firm", które podpisały się pod apelem do Karola Nawrockiego o zawetowanie ustawy, brzmi efektownie. Zaciera jednak zasadniczą różnicę między polskim producentem a importerem czy dystrybutorem towaru wytworzonego za granicą.

Centrum Monitorowania Rynku wskazało, że praktycznie wszystkie jednorazowe e-papierosy sprzedawane w Polsce są produkowane w Chinach. Polska spółka może mieć polski NIP, polską markę i polską sieć sprzedaży, a jednocześnie wprowadzać na rynek urządzenia z chińskiej fabryki.

Ministerstwo Finansów podawało oficjalnie, że w Polsce wkłady i płyny do e-papierosów produkuje 26 podmiotów. To wyraźnie mniej niż 141.

Narrację o "polskich firmach broniących polskiego rynku" warto więc przyjmować z ostrożnością i zadać kilka pytań. Po pierwsze, ilu sygnatariuszy apelu rzeczywiście produkuje w Polsce? Po drugie, ilu z nich to importerzy towaru z Chin? I w końcu, jaka część pieniędzy z tego rynku faktycznie zostaje w polskiej gospodarce?

Konsument to nie tester

E-papieros nie jest zwykłym gadżetem elektronicznym. Jego użytkownik wdycha aerozol powstający z podgrzewanego płynu. Brak skutecznej kontroli składu i jakości oznacza realne ryzyko dla zdrowia. A najwięcej wątpliwości budzą wyroby niewiadomego pochodzenia. Kupujący nie wie, czy deklarowany skład odpowiada rzeczywistemu, w jakich warunkach produkt powstał i kto faktycznie odpowiada za jego bezpieczeństwo.

W płynach i aerozolach mogą występować m.in. metale ciężkie i aldehydy. W przypadku produktów nielegalnych lub źle kontrolowanych dochodzi do tego niepewność co do rzeczywistej zawartości. Jeśli firma chce sprzedawać produkt, którego zawartość trafia prosto do płuc klienta, państwo ma prawo wymagać pełnej informacji o jego składzie, pochodzeniu i podmiocie odpowiedzialnym.

Spór o UD363 jest przedstawiany jako starcie państwa z polskim biznesem. W rzeczywistości chodzi o to, czy rynek, na którym działają setki podmiotów i krążą tysiące produktów, ma być przejrzysty i kontrolowany. Dla użytkowników legalnych systemów wielorazowych odpowiedź może oznaczać niższe koszty. Dla wszystkich konsumentów pewność, że nie są testerami czegoś, czego nikt wcześniej nie sprawdził.