
Kiedy wysiadam z taksówki, jestem traktowana niemalże jak minister, a jak jadę rowerem, to myślą sobie: “przyjechała licealistka, zawraca głowę, coś pewnie chciała sobie obejrzeć”. Nikt nie zakłada, że to jest poważny interesant, który przyjechał na spotkanie i traktuje się takiego człowieka naprawdę inaczej. CZYTAJ WIĘCEJ
Szymielewicz tłumaczyła, że ten problem dotyczy przede wszystkim strażników, sztywno trzymających się procedur bezpieczeństwa i mocno zdziwionych obecnością gościa na rowerze. Wedle jej słów taką osobę ochrona stara się jak najszybciej “spławić”, sądząc, że musiała zajść jakaś pomyłka. – Ten pierwszy moment kontaktu jest naprawdę dyskryminujący – skarżyła się Szymielewicz.
Ewa Wolak, posłanka PO i przewodnicząca Parlamentarnej Grupy Rowerowej mówi, że do Sejmu rowerem nie jeździ, bo mieszka w Domu Poselskim. Przyznaje jednak, że sytuacje opisywane przez prezeskę Fundacji Panoptykon rzeczywiście mają miejsce: – Kiedyś straż nie chciała wpuścić do budynku mojego gościa, tylko dlatego, że był w stroju rowerowym – wspomina. Jej zdaniem to wynik wciąż pokutujących w Polsce stereotypów na temat rowerzystów i powolnych przemian naszej mentalności.
Podziwiam osoby, które dojeżdżają do pracy na rowerze. W takich krajach jak Dania jest to naturalna sprawa, lecz u nas często wciąż wywołuje konsternację.
Rafał Muszczynko z warszawskiej Masy Krytycznej w rozmowie z naTemat wspomina czasy, gdy jako przedstawiciel organizacji Miasto dla Rowerów przyjeżdżał na rowerze do Sejmu na spotkania z komisją infrastruktury. – Choć chodziłem tam w rowerowych ciuchach, nie pamiętam jakichś zdziwionych spojrzeń ze strony posłów – twierdzi.
Joanna Erbel, aktywistka miejska związana z “Krytyką Polityczną”, przyznaje, że trudno jej komentować opinię Katarzyny Szumielewicz, bo nie ma właściwego punktu odniesienia: – Na żadne spotkania, w tym te z politykami, nigdy nie podjeżdżałam taksówką, bo od czterech lat poruszam się rowerem – mówi. Jej zdaniem w tym czasie wiele zmieniło się jeśli chodzi o postrzeganie rowerzystów.
Na początku wiele osób bardzo się dziwiło, że jeżdżę również zimą. Dziś jest to już na tyle oczywiste, że na mój widok inni często mają potrzebę wytłumaczenia się, dlaczego sami nie przyjechali na rowerze, zwykle są poważne powody, zdrowotne.
Zdaniem Erbel zmianę mentalności widać również wśród urzędników, zwłaszcza samorządowych. Jest to dobrze widoczne m.in. w Warszawie, która od zeszłego roku ma swój rower miejski, Veturilo.
Traktowali to jako nieszkodliwe dziwactwo. Kiedyś za granicą kupiłem kombinezon, żeby móc jeździć w czasie deszczu. Kiedy w tym ubiorze przychodziłem zmoczony do Sejmu i zabierałem się do zdejmowania spodni, widziałem panikę w oczach szatniarzy: co on tu za chwilę będzie robił? CZYTAJ WIĘCEJ
– Zupełnie nie mam nieprzyjemnych doświadczeń związanych z jazdą na rowerze – twierdzi jednak Wojciech Olejniczak, znany wśród polityków amator cyklistyki. Jego zdaniem to, że w Warszawie wciąż jest mniej rowerzystów niż choćby w Brukseli, to bardziej efekt braku infrastruktury, niż naszej mentalności.