
Nieznani sprawcy spiłowali krzyż upamiętniający dowódcę oddziału AK połączonych sił Szczuczyn-Lida Anatola Radziwonika, pseudonim "Olech" oraz innych żołnierzy AK poległych pod wsią Raczkowszczyzna w obwodzie grodzieńskim. O sprawie poinformował działacz Związku Polaków na Białorusi Andrzej Pisalnik.
REKLAMA
- Ten krzyż trzymała żelazna armatura i został spiłowany po żelazie. Gospodarze opowiadają, że stały znicze i wieńce, bo dużo ludzi tu przyjeżdżało. Wywieźli wszystko. Ani śladu nie zostało - powiedział Pisalnik, którego cytuje portal interia.pl
Jego zdaniem, wszystkie okoliczności wskazują na związek władz gminnych z tą sprawą. Jak relacjonował, gospodarze terenu, na którym stał krzyż, zostali wezwani do siedziby gminy. Władze poinformowały, że ktoś chce z nimi rozmawiać. Mieszkańcy czekali dwie godziny, ale nikt nie przyjechał. W czasie, kiedy nie było ich na swoim gospodarstwie, przyjechała brygada i wywiozła krzyż. Andrzej Pilanik zaznacza, że władze już wcześniej interesowały się krzyżem.
Działacz ZPB traktuje ten akt wandalizmu jako akt obrazy wiernych katolickich z rejonu szczuczyńskiego, którzy byli świadkami poświęcenia krzyża i był on dla nich świętością. Krzyż upamiętniający Radziwonika i innych żołnierzy AK, którzy zginęli pod Raczkowszczyzną w walkach z NKWD w 1949 roku, został postawiony 12 maja przez nieuznawany przez władze w Mińsku Związek Polaków na Białorusi. Doszło do tego na terenie prywatnym w obecności około 150 osób, w tym prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi Weroniki Sebastianowicz. 19 czerwca sąd w Szczuczynie skazał prezes ZPB Mieczysław Jaśkiewicz oraz Sebastianowicz na kary grzywny. Uznano ich za winnych złamania zasad przeprowadzania zgromadzeń masowych. Nie dostali bowiem zgody władz na akcję, którą przeprowadzili.
Z danych Weroniki Sebastianowicz wynika, że na Białorusi żyje obecnie około 70 byłych żołnierzy AK. W większości są to ludzie starzy, przykuci na stałe do łóżek.
źródło: interia.pl