Wśród ogłoszeń uczciwych pracodawców, wiele jest takich za którymi stoi jedynie niekończący się bezpłatny okres próbny.
Wśród ogłoszeń uczciwych pracodawców, wiele jest takich za którymi stoi jedynie niekończący się bezpłatny okres próbny. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Młody człowieku, dorabiasz latem? Uważaj, bo wielu pracodawców zdaje się sądzić, że skoro bezrobocie wśród młodych sięga 30 proc., chcących zarobić można bezkarnie oszukiwać. W rozmowie z naTemat studenci skarżą się, że kombinują już nawet organizacje pozarządowe broniące praw człowieka. - Pracodawcy szukają darmowej sił roboczej - przyznaje Danuta Rutkowska z Państwowej Inspekcji Pracy.

REKLAMA
Lato sprawia, że choć na chwilę pojawia się szansa, by rekordowe bezrobocie wśród młodych nieco się zmniejszyło. Od lat wszyscy wiedzą, że gdy tylko pojawiają się oferty prac sezonowych, czy zastąpienia urlopowanych pracowników, szybko w kolejce ustawiają się potrzebujący pieniędzy na wakacje studenci i licealiści. Teraz, kiedy mamy kryzys, ta kolejka staje się jeszcze dłuższa, bo dołączają do niej absolwenci, którzy choć na chwilę mają szansę na wyrwanie się z bezrobocia, na którym tkwią od chwili odebrania dyplomu.
Z letnim pracownikiem można wszystko
– Psuedopracodawcy myślą więc, że mogę teraz już absolutnie wszystko – mówi mi Eryk, który tylko w tym roku naciął się już na dwóch nieuczciwych szefów. W maju student gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego myślał, że szybko zarobi na ciekawe wakacje. Zatrudnił się w jednej z trójmiejskich agencji ochrony. Popołudniami miał uczyć się zasad, towarzysząc wykwalifikowanym ochroniarzom, a wieczorami stróżować na budowie osiedla. – Rodzice mówili, że to śmierdzi już wtedy. Bo wychodziło, że w pracy jestem grubo ponad 12 godzin, co dnia – wspomina. Ojciec Eryka dopytywał o rozliczenie czasu pracy, ale chłopak nie chciał w pracy nawet nikogo takimi pytaniami denerwować. Liczył, że obiecane 10 zł za godzinę dostanie.
Dziś przyznaje, że był naiwny. Szczególnie dlatego, że nie uparł się, by podpisać umowę na początku pracy. – Kierownik mówił, że nie ma czasu, obiecywał pogadać jutro. I tak się przeciągało – mówi. Aż po prawie trzech tygodniach kierownik zawołał grupkę młodych pracowników do siebie i oznajmił, że kończy z nimi współpracę. Na biurku czekały już antydatowane umowy, które ci mieli podpisać w zamian za to, że on nie będzie robił problemów z tego, że na strzeżonej przez nich budowie zniknął drogi surowiec. Te straty miała pokryć firma, więc odliczył im od wynagrodzenia. – Przestraszyliśmy co tam się stało i zgodziliśmy się na to. Wyszło, że robiliśmy za 6 zł za godzinę. Dopiero parę dni później kolega znalazł w internecie forum, na którym opisane są co najmniej trzy takie historie i zawsze ten sam scenariusz – tłumaczy rozgoryczony student.
Nauczony tym doświadczeniem po udanej rozmowie kwalifikacyjnej i szkoleniu szybko zrezygnował przed kilkoma dniami z pracy w hotelowej kuchni. Odstraszyło go, że szef dopiero po kilkudniowej rekrutacji poinformował, że przed wszystkimi nowo przyjętymi teraz tydzień okresu próbnego. Bezpłatnego. – Kiedyś znajdzie się ktoś uczciwy? – pyta.
Pracownik nie człowiek. Szczególnie młody...
W gastronomii tego typu praktyki latem to już norma. Standard pozwalający dość bezboleśnie przejść przez trudny okres urlopów, a jednocześnie wzmożonego ruchu. Jak działa ten system opisywałem już przed rokiem, gdy okazało się, że na okres próbny kończący się zawsze zerwaniem współpracy zatrudniają nawet popularne warszawskie lokale. – To patologia – komentował wówczas oburzony Piotr Rogowiecki z organizacji Pracodawcy RP. Przekonywał, że być może to przywara jednej specyficznej gałęzi gospodarki, ale na pewno nie ma na takie praktyki przyzwolenia wśród wszystkich pracodawców.
Te słowa weryfikuje dziś relacja Kasi z Gdańska, która latem chciała zarobić na wakacje zbierając środki na funkcjonowanie jednej z największych organizacji pozarządowych, która zajmuje się walką o prawa człowieka. – Mówi się dziś, że do jednych z podstawowych praw człowieka należą prawa pracownicze. Jak więc z przekonaniem walczyć o prawa innych, gdy właśnie łamane są twoje – mówi. Po kilku spotkaniach rekrutacyjnych i szkoleniowych także i tam okazało się, że przez pierwsze dni trzeba pracować za darmo, a umowa będzie podpisana później. – To typowa zagrywka wszystkich wakacyjnych naciągaczy – ocenia 24-latka.
Danuta Rutkowska, rzecznik prasowa Państwowej Inspekcji Pracy przyznaje jednak, że krętactwo jest wciąż głównie domeną branży hotelarsko-gastronomicznej. – Bary, restauracje, pizzerie, firmy cateringowe, handel, ośrodki wypoczynkowe, to miejsca, w których studenci i młodzież szkolna często podejmuje pracę sezonową. Ale też są to miejsca kontrolowane przez inspekcję pracy ze względu na otrzymywane skargi na niewypłacenie wynagrodzenia, brak umowy, łamanie norm czasu pracy, czy nieprawidłowości z zakresu BHP – stwierdza. Najwięcej pracy z tego typu sprawami mają więc w inspektoratach w Gdańsku, Szczecinie czy Krakowie.
Chcą zatrudnić na próbę? Jeśli za darmo, uciekaj
Urzędniczka podkreślają, że latem plagą jest właśnie "praca na próbę". – Czyli bez wynagrodzenia. Rzekomo po to, by sprawdzić, czy ktoś się nadaje - dodaje. W PIP mówią wprost, że takie warunki oferują tylko nieuczciwi pracodawcy. - Potem, po dniu, tygodniu czy dłuższym okresie takiej „próby” dziękują, i zatrudniają kolejną osobę na próbę. W ten sposób zapewniają sobie darmową siłę roboczą. Nie można się na to godzić! – tłumaczy.
Jednak PIP ostrzega pracodawców, których w trudnych czasach kryzysu coraz częściej do takiego oszustwa skłania rachunek ekonomiczny. Jeśli wykorzystają kogoś mniej naiwnego i sytuację w firmie przyjdzie skontrolować PIP, takie oszczędności mogą doprowadzić wręcz do bankructwa. – Pracodawca, który nie potwierdza na piśmie zawartej z pracownikiem umowy o pracę, ani też nie wypłaca wynagrodzenia za pracę podlega karze grzywny od 1 tys. do 30 tys. zł. Prawo pracy nie dopuszcza możliwości nieodpłatnego zatrudniania „na próbę” – zaznacza Rutkowska.
Jak to? Przecież tylu szefów tłumaczy, że na próbę biorą wszyscy. To podobno taka dobra praktyka z Zachodu. – W celu sprawdzenia kwalifikacji pracownika pracodawca może zawrzeć umowę o pracę na okres próbny, maksymalnie na 3 miesiące. Za każdą pracę, nawet jeśli pracownik przystąpił do jej wykonywania na podstawie ustnej umowy, jeszcze przed jej podpisaniem, przysługuje wynagrodzenie – odpowiada moja rozmówczyni.
Pieniądze należą się zawsze
Danuta Rutkowska podkreśla też, że o odzyskanie należnego wynagrodzenia zawsze trzeba walczyć. Latem zwykle jednak mowa o umowach cywilnoprawnych i w tym przypadku nie odzyska ich już PIP, a musi pomóc w tym sąd. – W razie jakichkolwiek wątpliwości co do oferowanej formy, czy warunków zatrudnienia można natomiast skonsultować się z miejscowym inspektoratem pracy – w całym kraju inspekcja świadczy bezpłatne poradnictwo prawne. Tam także można składać skargi – radzi.