Jan Pospieszalski odpowiedział Kamilowi Sipowiczowi
Jan Pospieszalski odpowiedział Kamilowi Sipowiczowi Fot. dorzeczy.pl

Jan Pospieszalski odpowiedział na tekst Kamila Sipowicza, który stwierdził, że kiedyś "nie raz i nie dwa" palił razem z publicystą marihuanę. – Nie wiem, co ostatnio bierzesz, bo po jointach ludzie łapią chillout, a Ty jakiś spięty, znerwicowany, wszystko plączesz, walczysz z wyimaginowanymi tezami, których w wywiadzie nie ma, na końcu próbujesz mnie obrazić – takimi słowami Pospieszalski zwrócił się do Sipowicza na łamach tygodnika "Do Rzeczy".

REKLAMA
W miniony wtorek Kamil Sipowicz zamieścił na swoim blogu w naTemat wpis, który odnosi się do wywiadu, jakiego Pospieszalski udzielił niedawno tygodnikowi "Do Rzeczy". Sipowicz napisał w nim m.in., że w przeszłości "nie raz i nie dwa" palił razem z Pospieszalskim marihuanę, która temu ostatniemu miała lepiej służyć niż alkohol. Stwierdził także, że za sprawą Jarosława Kaczyńskiego Pospieszalski przemienił się z "cudownego kompana" w "wyrafinowanego manipulatora i kłamcę".
Pospieszalski nie pozostawił słów Sipowicza bez komentarza, odpowiadając mu na internetowych łamach "Do Rzeczy". Publicysta zaznaczył na wstępie, że nie śledzi bloga Sipowicza, ponieważ omija naTemat szerokim łukiem, co zresztą możemy potwierdzić. Kiedy poprosiliśmy go o odniesienie się do tekstu Sipowicza, powiedział tylko, że "ta rzeczywistość go nie dotyczy", tłumacząc, że nie zamierza czytać naTemat.
Dla wpisu poświęconego swojej osobie Pospieszalski zrobił jednak wyjątek, o czym świadczy dalsza część jego odpowiedzi. Można w niej przeczytać, że Sipowicz popełnił przekłamanie, kiedy napisał, iż ojciec publicysty, wraz ze swoją rodziną, został wyrzucony na bruk przez pewnego częstochowskiego proboszcza, gdy pracował jako organista. Pospieszalski wyjaśnił, że jego ojciec był architektem diecezji częstochowskiej, a nie organistą, i wcale nie został "wyrzucony na bruk".
Spór o paczkę Ramonki
Pospieszalski po raz kolejny skomentował także słynną sprawę Ramonki, czyli suczki Sipowicza i Kory Jackowskiej, na którą zaadresowano paczkę zawierającą marihuanę. W swoim wpisie Sipowicz sprostował wcześniejszą wypowiedź publicysty, który powiedział "Do Rzeczy", że Sipowicz miał problemy z prawem, "związane z przesyłkami z marihuaną". Nasz bloger podkreślił, że nigdy w życiu nie miał żadnych problemów z prawem (w związku z przesyłką miała je tylko jego partnerka), dodając, iż należy mówić o jednej paczce, a nie o "paczkach". Z taką wersją nie zgodził się jednak Pospieszalski.
Jan Pospieszalski
"Do Rzeczy"

Gdy popadliście w tarapaty – apelowałeś do władz o wyrozumiałość, bo ich popieraliście. Kłamiesz, że tylko Twoja partnerka miała problemy. To nieprawda. W prokuraturze zeznałeś, że przesyłka z gandzią była dla Ciebie, biorąc na siebie całą winę. Zresztą w tej sprawie było tyle wersji, że trudno za Tobą nadążyć. Poza tym, skoro adresatem był pies, a raczej suka, nie wiem, czy jako zwolennik związków partnerskich, pisząc „partnerka” nie definiujesz zbyt szeroko tej kwestii. CZYTAJ WIĘCEJ

"Zmiany na lepsze za rządów Tuska? Ludzie się podpalają..."
Kończąc swój wpis, Sipowicz napisał, że z duetu Donald Tusk- Jarosław Kaczyński zawsze wybierze tego pierwszego, ponieważ za jego rządów Polska zmieniła się na lepsze, choć nie uniknęły one setek błędów. Tymczasem Kaczyński, który tak źle wpłynął na Pospieszalskiego, napawa Sipowicza przerażeniem. Według Pospieszalskiego teza mówiąca o pozytywnych efektach pracy gabinetu Tuska jest najzupełniej nieuzasadniona.
Jan Pospieszalski
"Do Rzeczy"

Jeśli są gdzieś pozytywne zmiany, to raczej mimo rządów Tuska, a nie dzięki niemu. Widocznie żyjemy w innych krajach. Tobie nie pozwala spać problem palenia trawy, mnie podpalający się ludzie pod kancelarią Tuska. CZYTAJ WIĘCEJ




źródło: Do Rzeczy