
Jeśli chodzi o rzecznikowanie, Adam Hofman czerpie wzorce od najlepszych. Podobnie jak z Pawłem Grasiem najłatwiej jest skontaktować się z nim przez Twittera. Rzecznik PiS jest tam aktywny do tego stopnia, że zajął nawet 3. miejsce w rankingu ćwierkających polityków. Jednak w kilka dni po ogłoszeniu wyników, liczba obserwujących go osób spadła o kilkadziesiąt tysięcy.
Wiadomo, że znacznie łatwiej jest stracić niż zyskać fanów i obserwujących, ale tak dramatyczny spadek jest zastanawiający. W sieci wprost pojawiają się opinie, że Hofman kupił obserwujących, aby poprawić statystyki. Jeśli to prawda, to czerpie wzorce z najlepszych. Podczas kampanii prezydenckiej w 2012 roku wykazano, że Mitt Romeny, kandydat Republikanów, kupił kilkadziesiąt tysięcy followersów. Według ekspertów, co czwarte z 880 tys. kont obserwujących polityka było sztucznie wykreowane i zostało usunięte przez administratorów serwisu. Koszt tysiąca followersów to około 18 dolarów.
Dlatego nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby Hofman próbował sztucznie podnieść rzeszę odbiorców swoich opinii. Z pomocą przychodzi chociażby strona Buy Followers. Jak pokazuje cennik, kupienie 50 tys. obserwujących na okres 20-25 dni to koszt 300 dolarów. Jeśli poseł PiS zdecydowałby się na ten pakiet, abonament kończyłby się właśnie teraz i firma zaczęłaby wycofywać swoje konta.
Wzrost popularności Hofmana może dziwić, tym bardziej, że w okresie największego wzrostu polityk nie zabłysnął szczególnie głośną i kontrowersyjną wypowiedzią. – Naturalny wzrost w takim tempie jest niewiarygodny, co nie znaczy, że niemożliwy – ocenia Berezowski. Niewykluczone, że to któryś z politycznych konkurentów chciał zaszkodzić wizerunkowi Hofmana i zlecił firmie "napompowanie" konta posła.
Zachowanie Hofmana dziwi jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę, że Twitter to w Polsce wciąż niszowe medium. – W naszym kraju ten serwis może służyć raczej promocji posłów z tylnych ław, a nie czołowych polityków, a takim niewątpliwie jest Adam Hofman. Przecież dziennikarze i tak muszą go śledzić, więc nic nie zyska na tym, że kupi sobie obserwujących – zauważa Tomasz Skupieński.
No właśnie. Kupiony obserwator to nie to samo co… nazwijmy to „uczciwie zdobyty”. Dlaczego?
Kupiony obserwator nie przeczyta twoich tweetów,
Nie przekaże dalej twojego tweetnięcia (RT),
Nie wie kim jesteś i czym się zajmujesz,
Nie kliknie w twój link,
I właściwie – nawet nie musi być człowiekiem CZYTAJ WIĘCEJ
Może to znana powszechnie ogromna ambicja posła Hofmana kazała mu za wszelką cenę przegonić Donalda Tuska (70 tys. obserwujących)?

