
Ostatnio Władimir Putin chwalił się złapaniem 21-kilogramowej ryby. Blogerzy z Rosji od razu zareagowali i twierdzą, że zdjęcie jest stare, a ryba wcale tyle nie waży. Mimo, że jeden z najpopularniejszych blogerów Aleksiej Nawalny został w lipcu skazany na więzienie, internauci w Rosji się nie boją. - W Rosji jest około 60 milionów aktywnych internautów i tego już nie da się okiełznać. Władza liczy się z tą siłą - mówi nam Wiktor Bater.
REKLAMA
O zdjęciu z rybą napisały zarówno tabloidy, jak i poważne media, takie jak chociażby "The Guardian". Władimir Putin chwali się na zdjęciu złapaną przez siebie wielką rybą, a blogerzy twierdzą, że to zdjęcie jest stare. Ich zdaniem, kurtka prezydenta Rosji jest na fotografii stara, a ryba na pewno nie waży 21 kilogramów. Kto w tym sporze ma rację? I czy blogerzy to siła zdolna w Rosji coś zmienić? Rozmawiamy o tym z wieloletnim korespondentem z Rosji Wiktorem Baterem.
Rosyjscy blogerzy zarzucają Putinowi, że jego zdjęcie, na którym złowił wielką rybę, jest stare i Kreml oszukał obywateli. Jakiś czas temu blogerskie śledztwa zmusiły rosyjskie władze do przyznania, że zdjęcie z wyłowionymi z morza starożytnymi amforami zostało zaaranżowane. Teraz rzecznik Putina też zareaguje?
Wiktor Bater: Myślę, że nie będzie żadnej reakcji. Po pierwsze dlatego, że to za mała sprawa, chociaż dotyczy dużej ryby. Wątpię też, by zespół prasowy zmieniał coś przy tym zdjęciu. Myślę, że ta fotografia jest autentyczna, bo nikomu na Kremlu nie byłoby na rękę ośmieszanie się taką drobnostką. Inna sprawa, kto Putinowi tę rybę złowił.
Abstrahując jednak od autentyczności tego zdjęcia – blogerzy w Rosji mają zdolność wpływania na Kreml? Teoretycznie, przy sprawie z amforą, w małym stopniu się to udało...
Nie, blogerzy nie są w stanie wpływać na władze Rosji, choć liczą się one z siłą, jaką jest internet. Dla władzy to duży problem. Wiemy przecież, że telewizja i prasa w tradycyjnym wydaniu przestają istnieć i internet staje się tą płaszczyzną, z której ludzie na całym świecie czerpią informacje. Kreml więc liczy się z internautami, blogerami, ale nie można powiedzieć, że oni mają na władzę wpływ.
A za 5-10 lat się to zmieni? Internauci w Rosji będą na tyle silni, że zaczną wpływać na polityków?
Aż tak nie. Ale internet to faktycznie jedyne miejsce w przestrzeni publicznej Rosji, gdzie można wypowiadać swoje, niczym nieskrępowane opinie i nie podlega to cenzurze. To także miejsce, w którym będą lansowane idee zmiany, które będzie przyzwyczajać Rosjan do otwartej dyskusji, do wolności słowa. To przestrzeń, w której tworzyć się może społeczeństwo obywatelskie, którego dzisiaj w Rosji nie ma.
Tylko co z ewentualnymi represjami? Czy blogerzy w Rosji nie boją się, że za wypowiedzi niezgodne z kremlowską linią trafią np. do więzienia?
Są, oczywiście, przypadki, że "niepoprawnym" publicystom przypisuje się inne grzeszki, niż ich publicystyka, i próbuje ich tym kontrolować. Ale w Rosji jest około 60 milionów aktywnych użytkowników internetu i tego już nie da się okiełznać. Żeby to zrobić, trzeba by powołać cały sztab ludzi albo wprowadzić taką cenzurę, jaka jest w Chinach.
Rosja nie mogłaby zastosować takich metod, jak tam?
Moim zdaniem, wprowadzenie takiej cenzury jak w Chinach jest już dzisiaj w Rosji niemożliwe.
