
Jest 13 września 1998 roku. We włoskiej Perugii debiutuje japoński piłkarz Hidetoshi Nakata. Nie jest jednak jedynym Japończykiem, który pojawił się tego dnia na stadionie. Na trybunach zasiadło bowiem kilka tysięcy jego rodaków. Dziś japońscy piłkarze występują także na polskich boiskach. Czy podążą za nimi tłumy kibiców?
REKLAMA
Gdy stało się jasne, że Nakata zagra w Serie A japońscy kibice oszaleli ze szczęścia. Tamtejsze biura podróży organizowały wycieczki do Włoch na mecze z udziałem Japończyka, a koszulki z jego nazwiskiem sprzedawały się w klubowym sklepiku jak świeże bułeczki. Japońscy kibice do dziś jeżdżą za swoimi zawodnikami po całym świecie.
Czy trafią także na polskie stadiony?
Polska Ekstraklasa to oczywiście nie Serie A, ale od początku tego sezonu w Lechii Gdańsk występuje 31 krotny reprezentant Japonii Daisuke Matsui - piłkarz bardzo popularny w swoim kraju.
Gdy pojawiła się wiadomość o jego transferze strona internetowa Lechii przeżyła prawdziwe oblężenie. W ciągu 24 godzin portal odwiedziło kilkanaście tysięcy użytkowników z Japonii. Czy to oznacza, że japońscy kibice zaczną pojawiać się także na gdańskim stadionie? Bardzo możliwe. Gdy Matsui występował w lidze francuskiej, na mecze, w których grał przyjeżdżały całe wycieczki jego rodaków. Póki co, tłumów egzotycznych gości na gdańskim stadionie nie zauważono - pierwszy mecz Matsuiego w ekstraklasie oglądało na żywo zaledwie czterech rodaków: menadżer piłkarza, jego dwóch kolegów i japoński dziennikarz. Matsui zaprezentował się jednak bardzo dobrze, a sam Gdańsk jest bardzo popularny wśród japońskich turystów….
Polska droga do popularności
To, że gra japońskich piłkarzy może przełożyć się na zainteresowanie japońskich kibiców wiedzą już w Szczecinie. Nawet jeśli skala tego zainteresowania nie poraża. W tamtejszej Pogoni występuje dziś dwóch zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni. Od kiedy trafili tu Takafumi Akahoshi i Takuya Murayama na każdym meczu "Portowców" pojawia się przynajmniej kilkunastu japońskich kibiców i, jak zapewnia rzecznik szczecińskiego klubu Krzysztof Ufland, nie są to jedynie członkowie rodzin piłkarzy.
Na trybunach pojawiają się Japończycy od lat mieszkający w Szczecinie, młodzi japońscy piłkarze, którzy grają w mniejszych klubach w zachodniopomorskiem (m.in. w Gwardii Koszalin, Energetyku Gryfino oraz Arkonii Szczecin) a także, póki co sporadycznie, japońscy turyści i dziennikarze. W szczecińskim klubie mają jednak nadzieję, że japońskie zainteresowanie Pogonią będzie rosło. Tak jak rośnie zainteresowanie samymi piłkarzami. — O naszych Japończykach mówi się w ich ojczyźnie coraz więcej — twierdzi Krzysztof Ufland. Na własnej skórze odczuł to Takafumi Akahoshi, który pojechał do domu na urlop. — Mocno zdziwiło mnie zainteresowanie mediów moją osobą. Byłem między innymi w programie telewizyjnym, w którym przedstawiano Japończyków grających w Europie. Wiele osób pisze do mnie także na Facebooku. To bardzo miłe! — mówi naTemat japoński piłkarz.
Jak w domu
Rzecznik szczecińskiego klubu zapewnia, że wszyscy japońscy kibice są na szczecińskim stadionie mile widziani i mogą liczyć na ciepłe przyjęcie. Podobnie zresztą jak piłkarze, którzy, jak się okazuje, nie są jedynymi osobami, które mówią tu po japońsku. Językiem tym władają bowiem najbardziej doświadczony piłkarz Portowców, Brazylijczyk, Edi Andradina i….osoba, która przebiera się za Gryfusa czyli oficjalną klubową maskotkę Pogoni Szczecin.
Co jednak z ewentualnym zyskiem wynikającym z zainteresowania? Jak twierdzi Krzysztof Ufland w szczecińskim klubie nie patrzą dziś na obecność Japończyków pod jego kontem. — Cieszymy się, że japońscy kibice czują się dobrze na stadionie Pogoni, a oczy tych mieszkających w Azji co jakiś czas zwracają się w stronę Szczecina — zapewnia.