Niepotrzebnie usunęli mu jelito, teraz prosi o eutanazję. "W wieku 39 lat jestem wrakiem, warzywem. Na własne życzenie"

Jerzy Burkat PO i PRZED operacją
Jerzy Burkat PO i PRZED operacją Fot. Jerzy Burkat
Jerzy Burkat kilka lat temu zachorował na zapalenie jelita grubego. Nie badał się, nie leczył, nie stosował diety, a w końcu zgodził się, by usunięto mu je w całości, choć nie było to konieczne. – Jeszcze dwa lata temu byłem zdrowym, postawnym mężczyzną, a dziś jestem wrakiem, kaleką, który nie potrafi już funkcjonować.Mam zanik mięśni, przeszedłem zawał serca, cierpię na niewydolność nerek, mam wytarte stawy biodrowe, puchną mi dłonie i nogi, mam nerwicę, praktycznie nie wstaję z łóżka – mówi – Chciałbym w zgodzie z własnym sumieniem zakończyć to cierpienie.

7 sierpnia na stronie akcji "Tak dla eutanazji" pojawił się pana apel, w którym prosi pan o pomoc w wyjeździe do eutanazyjnej kliniki w Szwajcarii. Dlaczego?

Jerzy Burkat: Ta moja decyzja o zwróceniu się do organizatorów akcji dojrzewała co najmniej od roku, czyli od momentu operacji, podczas której wycięto mi całe jelito. Czterokrotnie podejmowałem próby samobójcze, bo od dłuższego czasu moje życie to wegetacja. Ale nie jestem samobójcą, boję się śmierci. Według mnie eutanazja jest jedynym sposobem, który pozwoli mi godnie odejść.


Jak wygląda dziś pana życie?


Beznadziejnie, psychicznie i fizycznie. Tylko w ciągu kilku tygodni od operacji schudłem 25 kg, mam zanik mięśni, przeszedłem zawał serca, cierpię na niewydolność nerek, mam wytarte stawy biodrowe, puchną mi dłonie i nogi, mam nerwicę, praktycznie nie wstaję z łóżka. Jeszcze dwa lata temu byłem zdrowym, postawnym mężczyzną, a dziś, w wieku 39 lat jestem wrakiem, kaleką, który nie potrafi już funkcjonować.

Jak do tego doszło? Zachorował pan w 2001 roku, czyli 12 lat temu. I to nie była poważna choroba.

Dokładnie, nie była. Pracowałem wtedy jako kierowca autobusu, woziłem ludzi do Niemiec. Tyle że jeździłem nocami, prawie w ogóle nie spałem, nie przestrzegałem zdrowej diety. Wtedy po raz pierwszy zwróciłem uwagę na krwawienie z jelit. Myślałem, że czymś się zatrułem, ale okazało się, że to podrażnienie. Tak trafiłem na kolonoskopię [badanie jelita grubego - red.] i po dwóch miesiącach w szpitalu zostałem zaleczony. Lekarz powiedział, że jestem zdrowy, tylko muszę odpowiednio się odżywiać, zmienić pracę, przychodzić na wizyty kontrolne.


Ale pan się do tych zaleceń nie zastosował…

To prawda. Tutaj zaczyna się historia mojej głupoty, beznadziejnej ignorancji, naiwności, która zaprowadziła mnie do tego punktu, w którym jestem teraz. Nie brałem odpowiednich leków, nie poddawałem się badaniom kontrolnym, a krwawienie się powtarzało, co ignorowałem. Gdybym tylko posłuchał lekarza, dziś byłbym zdrowym człowiekiem. No ale tak to dalej trwało. Wyjechałem z partnerką do Irlandii, gdzie spędziliśmy sześć lat. To nie był udany związek, ona miała problemy z psychiką, ja też popadłem w depresję, z której nie zdawałem sobie zresztą sprawy i która utrudniała mi leczenie.

Mówi pan, że nie zdawał sobie sprawy z depresji, ani z powagi choroby jelita. Kiedy sytuacja stała się tak groźna, że pojawił się temat operacji?

Sytuacja nigdy tak naprawdę nie była groźna, a temat operacji pojawił się po powrocie do Polski. Znów miałem bardziej intensywne krwawienie, bo lekceważyłem dietę. Poszedłem prywatnie na kolonoskopię, a potem lekarz powiedział, że zbadał tylko końcówkę jelita i szybko przepisał diagnozę z karty z 2001 roku. Zalecił protektolomię odtwórczą, która miała polegać na usunięciu jelita i uszycie w jego miejsce specjalnego zbiornika. Ja głupi sądziłem, że to będzie coś w rodzaju sztucznego jelita i będę mógł funkcjonować jak dotychczas. Potem jeszcze poszedłem z tą diagnozą do pani doktor z Krakowa, u której wcześniej się leczyłem. Ona się oburzyła: "Przecież to skandal. Pan ma tylko końcówkę jelita chorą, to się nie nadaje do takiego zabiegu". Skończyło się na tym, że trochę się podleczyłem i na własne życzenie wyszedłem ze szpitala, nie poddając się żadnemu leczeniu.

Brzmi to tak, jakby sam Pan chciał na siebie ściągnąć poważniejszą chorobę. "Nie leczyłem się", "nie przestrzegałem diety", "wyszedłem na własne życzenie.

Wiem, dzisiaj to wiem, a wtedy… Potrzebowałem pomocy psychologa, której nie otrzymałem i rady bliskich, których nie miałem. Związek z moją partnerką się rozpadł, a ona wcześniej zachęcała mnie, żebym usunął jelito, bo przecież bez niego da się żyć. Poważna rozmowa o operacji wróciła po kolejnej wizycie w szpitalu, u pewnego chirurga profesora. On, patrząc na poprzednie diagnozy, które zalecały protektolomię odtwórczą, zaproponował mi tego rodzaju zabieg, pytając, czy wiem, na czym on polega. Powiedziałem, że tak i w końcu się zgodziłem. Wcześniej jeszcze skontaktowałem się w internecie z dziewczyną, która przeszła taką operację. Ona powiedziała, że wszystko jest w porządku, medycyna tak przecież poszła do przodu..

Nic nie wzbudziło w pańskich podejrzeń? Lekarka, którą dobrze pan znał, mówiła przecież, że ten przypadek nie nadaje się do operacji.

Nie wiem, co sobie myślałem. Moje kłopoty z nerwami dołożyły się do wyjątkowej ignorancji i wszystko zaczęło się sypać. Miałem kłopoty ze snem, żyłem jak w amoku. Dzisiaj wydaje się oczywiste, że przecież nie da się uszyć nowego jelita. Aż trudno uwierzyć, że lekarze pozwolili mi podjąć taką decyzję. Strasznie się bałem tej operacji, ale poszedłem na nią. Do końca odmawiałem poddaniu się kolejnej kolonoskopii, która uświadomiłaby specjalistom, że chora jest tylko końcówka jelita. Zdali sobie z tego sprawę dopiero w trakcie operacji. Trwała ona trzy godziny, podczas gdy normalnie trwa nawet kilkanaście. Potem jedna z lekarek asystujących powiedziała, że chyba jednak pospieszyłem się ze zgodą na operację, bo nie całe jelito było zajęte chorobą.

Jak pan zareagował?

Załamaniem nerwowym. Przez sześć miesięcy miałem stomię, ale nie byłem w stanie wytrzymać tego psychicznie. Chciałem wypróżniać się w tradycyjny sposób. Dzisiaj robię to z trudem, odwadniam się, co kilka godzin tracę przytomność, jestem też niesprawny seksualnie. Kilka razy trafiałem do szpitala psychiatrycznego. Chodziłem po psychiatrach i psychologach. Nic to nie dało, bo nawet jeśli pomagali mi z nerwami, to nie mogli nic poradzić na moje problemy gastryczne.

A dzisiaj jak wygląda pana codzienne życie? Przecież to, że nie ma pan rodziny, nie oznacza, że nie ma pomocy. Są na przykład ośrodki pomocy społecznej.

Dostaję od nich od poniedziałku do piątku obiady. To wszystko. W tej chwili nie mam pracy, prawię nie wychodzę z domu, leżę nie mając na nic siły. Bo jak tu mieć siłę, skoro schudłem kilkadziesiąt kilo, a moje mięśnie i stawy w ogóle nie pracują. Nawet pani psychiatra z Krakowa powiedziała, że nie ma dla mnie pomocy, bo moje problemy psychiczne uzależnione są od tych fizycznych.

Czytam komentarze internautów po pana apelu na eutanazja.info. Piszą, że ludzie żyją przecież bez jelita, a o eutanazję błagają ci na trwale przykuci do łóżka, bez jakichkolwiek szans na ratunek. "Niech pan przestanie się nad sobą użalać i weźmie za siebie" – proponują.

Uważam, że jeśli człowiek nie ma sposobu na to, by polepszyć swoje zdrowie - a mnie można utrzymywać przy życiu tylko przy żywieniu pozajelitowym - ma prawo, by prosić o eutanazję. Żyję jak warzywo. Wiem, że na własne życzenie, z własnej głupoty i ogromnie się o to obwiniam. Tyle że na jakąkolwiek pomoc, nawet psychiatry, jest już za późno. Napisałem do kliniki w Szwajcarii, jestem zdecydowany na ten krok. Chciałbym w zgodzie z własnym sumieniem zakończyć to cierpienie.

Apele ze strony eutanazja.info
Eutanazja.info - portal, który powstał wokół akcji "Tak dla eutanazji", w ramach której zbierane są głosy poparcia pod pomysłem legalizacji eutanazji;

Marlena Ptak - chora na stwardnienie rozsiane. Pisze, że jej stan zdrowia systematycznie się pogarsza, jest całkowicie zależna od mamy, która nie może jej zapewnić całodobowej opieki. "Zdaję sobie sprawę, że znaczna część Polaków jest przeciwna wprowadzeniu eutanazji w Polsce. Nie rozumiem jedynie, jakim prawem zabraniacie mi uwolnić się od codziennego cierpienia. Nie macie pojęcia, jak wygląda moje życie, co czuję, jaki ból sprawia mi każdy kolejny dzień. Nie myślcie jedynie o sobie, zapomnijcie o ideałach, pozwólcie mi na zakończenie męki. Tylko oto proszę.." – pisze.

Adam Bogacki - po urodzeniu zdiagnozowano u niego mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe spastyczne. Stracił czucie od pasa w dół. Dwa lat temu głośno apelował w mediach o prawo do eutanazji. "Przypominają mi się słowa Marka Edelmana z książki 'Rozmowa z katem'. Wyróżnił w niej dwa rodzaje śmierci: białą i czarną. Biała to śmierć godna. Czarna to ta, gdy człowiek zabijany jest gdzieś pod płotem przez hitlerowca. Swoją bezczynnością państwo polskie skazuje mnie na tę drugą opcję…" – pisze.

Barbara Jackiewicz - prosi o eutanazję dla swojego syna, który ostatnie 25 lat spędził w łóżku, bez kontaktu z otoczeniem. Zanik mózgu pozwala jedynie na oddychanie i bicie serca. "Nieludzkie jest przedłużanie życia. Jestem zdeterminowana, jestem gotowa na osobiste dokonanie eutanazji, by nie obciążać niczyjego sumienia. Dziwię się, że demokratyczne państwo skazuje mojego syna na dalszą egzystencję" – pisze. CZYTAJ WIĘCEJ


Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...