
Czeka nas prawdopodobnie wstrzymanie postępu w kwestii informatyzacji państwa. Mianowanie na Ministra Administracji i Cyfryzacji Michała Boniego - uważanego nawet przez część zatwardziałej opozycji za skutecznego urzędnika - miało przyspieszyć ten proces. Okazuje się jednak, że przeszkodą dla postępowych planów ministra Boniego może stać się paradoksalnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, choć jego szef Jacek Cichocki zarzeka się na początku roku, że elektroniczny dowód osobisty to jeden z ich priorytetów na 2012.
REKLAMA
Gdy w MSW miesiąc temu następowały zmiany na stanowisku wiceministrów, przeorganizowano także zadania poszczególnych działów. Roman Dmowski miał zająć się pracą nad rejestrami państwowymi jak PESEL, paszporty, czy ewidencja kierowców i pojazdów. Minister Cichocki stawiał przed nim dwa ważne cele na ten rok - wprowadzenie nowego systemu PESEL i elektronicznych dowodów osobistych. Jak podał Dziennik Gazeta Prawna, z tego drugiego zadania może się nie wywiązać.
Jeden z urzędników, który w ministerstwie spraw wewnętrznych zajmuje się informatyzacją, wyjaśnił, że wprowadzenie elektronicznego dowodu osobistego byłoby teraz bezcelowe. Nie ma jeszcze systemu e-urzędów, a placówki medyczne jeszcze długo nie będą w pełni cyfrowe. Trwający obecnie przetarg na nowe dowody tożsamości ma zostać przedłużony do wiosny, a następnie anulowany, jak twierdzi rozmówca DGP.
Konsorcja, które walczą o to wielkie zamówienie nie są najszczęśliwsze i zapowiadają staranie się o odszkodowania w razie rezygnacji ministerstwa z przetargu (aby spełnić jego wymogi musiały wydać kilka milionów złotych). Nieoficjalnie mówi się, że rząd chce przekazać zamówienie Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, która jest państwową firmą. Nie straci ona jednak w wypadku, gdy plany stworzenia elektronicznych dokumentów nie wypalą, ponieważ produkuje dotychczasowe dowody tożsamości.
Przygotowania do stworzenia systemu pochłonęły już wiele milionów złotych i czasu. Rząd przyjął projekt ustawy o nowych dowodach osobistych już w pierwszym kwartale 2010 roku, a przetarg ogłoszono we wrześniu zeszłego roku. Dokument będzie miał taki sam status prawny jak tradycyjny, ale dzięki chipowi będzie też służył załatwianiu wielu spraw przez internet z domu, zapewni bezpieczeństwo transakcji (będzie zawierał podpis elektroniczny) i pozwoli na zakodowanie na nim np. ubezpieczenia zdrowotnego, czy legitymacji studenckiej. Problemem nie jest samo wytworzenie fizycznych kart z chipami, ale także przygotowanie systemu informatycznego, który będzie je obsługiwał.
Polski projekt nie będzie działać w próżni, gdy się go wreszcie doczekamy. Ma być częścią europejskiego systemu będącego ustandaryzowaną formą kontaktu z urzędami. Przez wiele krajów europejskich, w związku z wprowadzaniem dowodów osobistych zawierających dane biometryczne, przetoczyły się fale protestów. Nowym dokumentom sprzeciwiały się środowiska wielbicieli teorii spiskowych, którzy porównują je do numerów w obozach koncentracyjnych, ale także partie i organizacje lewicowe, zielone i wolnościowe. Możliwe, że Polacy obudzeni przez sprawę ACTA, zauważą także ten temat, który też dotyczy kwestii wolności jednostki. Mały prostokąt z plastiku ma zawierać nasze dane osobiste, łącznie z historią przebytych chorób. W przyszłości będzie można tam także kodować np. prawo jazdy.
W wielu innych krajach już istnieją podobne systemy. W Niemczech działa on od 2010 roku, a np. w Gambii od 2009. Najbardziej rozwiniętym w tym względzie państwem jest Estonia, która posiada elektroniczne dowody osobiste już od 2000 roku - można dzięki nim m.in. brać udział w e-wyborach.
