
Przez wiele lat magiczne myślenie było źródłem sukcesów Steve Jobsa. To dzięki niemu widział produkty, o których nikt przed nim nie pomyślał. Wydawało mu się, że żadne ograniczenia w ich stworzeniu nie istnieją. Że świat może ułożyć sobie tak, jak sobie wyobraża, a rzeczywistość się podporządkuje. Magiczne myślenie, jak powiedział jego biograf, było jednak powodem śmierci. Nowotwór Jobsa dawał mu 95% szans na pełne wyleczenie. Ale Jobs przez 9 miesięcy nie zgadzał się na operację, wierząc że wygra z nowotworem magicznym myśleniem, ziołami i warzywami. Tą jedną walkę przegrał. Do kin wchodzi właśnie "Jobs" z Ashtonem Kutcherem.
REKLAMA
Przed twórcami tego filmu stanęło niebywale trudne zadanie. Po pierwsze - oczekiwania. Apple ma dziesiątki milionów klientów, ale w stopniu nieporównywalnym z żadną inną firmą, miliony z nich, to wyznawcy kultu. Swego czasu byłem jednym z nich więc rozumiem emocje związane z firmą z Cupertino w Kalifornii. Po drugie, w życiu Jobsa tyle było zwrotów akcji, tyle wydarzeń o dramatycznym przebiegu, tyle inspirujących prezentacji, tyle niesztampowych zachowań i cytatów, że umieszczenie ich wszystkich w jednym filmie, byłoby upychaniem, a nie komponowaniem.
Z tego trudnego zadania reżyser Jobsa wyszedł w taki sposób, że opisał tylko część życia założyciela Apple. Ominął dzieciństwo i studia, lokując początek akcji w 1971 roku, gdy Jobs zapisuje się na kaligrafię, by chwilę potem porzucić szkołę wyższą. Jedzie do Indii, po powrocie razem z Wozniakiem (świetnie zagrana rola) zaczyna budować komputery. Jest w filmie stworzenie z Apple lidera technologii. Jest upadek Jobsa, później upadek Apple. Nie ma Pixara, NeXT (poza krótką wzmianką), ani niczego co nastąpiło po Ipodzie.
Jedna z polskich gazet przy okazji premiery filmu nazwała Jobsa genialnym "programistą". Nigdy nim nie był, o czym film przypomina. Zadanie dla Atari rozwiązuje po nocach Wozniak, a nie Jobs. Jobs bierze większość pieniędzy, oszukując Wozniaka co do gaży. Jobs jest w filmie narysowany podobnie jak Zuckenberg w "The Social Network". Jobs zawodzi tych przyjaciół, których ma, więc wkrótce nie ma żadnych. Prowadzi samotne życie w nieumeblowanym domu, a gdy ma wielkie kłopoty, bezskutecznie w środku nocy szuka tych, którzy mogliby mu pomóc. Nikt nie chce, bo nikt już w niego nie wierzy.
Jeden z recenzentów napisał, że Jobs - człowiek który przeprowadził rewolucję łączącą ludzi z komputerami, sam nie był w stanie połączyć się emocjonalnie z żadnym człowiekiem. Film jednak aż tak jednowymiarowy nie jest. Gdy Jobs ma powrócić do Apple, reżyser pokazuje go w ogrodzie z rodziną. Jobs uprawia grządki, potem siada z żoną i synem do śniadania.
Film chwyta najważniejsze cechy Jobsa. Jest więc on genialnym marketerem, który po powrocie do Apple nakazuje podwoić wydatki na reklamę. Jest fantastycznym sprzedawcą, który potrafi wciągnąć każdego w swoje pole zniekształcania rzeczywistości. Jest d...kiem, który odmawia uznania własnego dziecka i płacenia alimentów. Jego córka przez dwa lata żyje tylko z zasiłku, choć Jobsa zarabia krocie. Przed Apple zawsze też parkuje na miejscu dla niepełnosprawnych. Jest tyranem wyrzucającym z pracy najlepszego programistę, bo ten nie rozumiał po co w komputerze Lisa więcej niż jedna czcionka. Jest wreszcie projektantem obłędnie przywiązanym do jakości produktu, podejmującym biznesowo błędne, ale projektowo słuszne decyzje. Tak jak ta, że w iMacu napęd CD będzie nie na "tacce", ale płytę będzie się wsuwać. Piękne, ale jak pokazały kolejne lata, odbierające Apple tytuł pioniera (napędy tackowe wkrótce umożliwiały nagrywanie, a nie tylko odtwarzanie CD).
Film pokazuje, jak Jobs rozwija firmę od kilku pionierów do kilkuset wpatrzonych w niego (przeważnie) osób. Pokazuje, jak człowiek który dał światu kilka przepięknych zabawek, sam potrzebuje zabawek i nowych projektów, by się inspirować i nakręcać. Cieszy przywiązanie do detali twórców filmu. Od budynków, przez sale konferencyjne, pokoje inżynierów. Podobno nawet płyta główna, którą Wozniak projektuje dla pierwszego komputera wygląda tak, jak powinna. Tak jak oryginalna.
Ashton Kutcher jako Jobs jest tak samo dobrze zaprojektowany, jak produkty Apple. Wiernie (jak sądzę) naśladuje sposób chodzenia Jobsa, jego intensywne spojrzenie podczas rozmowy z ludźmi, jego gestykulację. Kutcher przed filmem przeszedł na frutarianizm. Na krótko, bo jego organizm nie wytrzymał diety. Nie każdy może być więc Jobsem, choć akurat Kutcher jest w roli przekonujący. Emanuje pewnością siebie i energią. A podobieństwo fizyczne jest niezwykłe.
Czy jeden film może zmieścić całą układankę, która stworzyła Jobsa? Nie. Ten film kończy się wprowadzeniem pierwszego z długiej listy wspaniałych produktów, czyli iMaca. Zaczyna się prezentacją Ipada. Wszyscy wiemy, co było później. Może wielkie sukcesy i jednocześnie przemijanie geniusza technologii zobaczymy w drugiej części (jeśli będzie).
