
We wtorek, 27 sierpnia miała miejsce inauguracja roku szkolnego w Greenwich w stanie Connecticut. Bartek po powrocie do domu zastrzelił się z należącej do rodziny strzelby. Rodzina mówi, że chłopak był nękany przez kolegów, a interwencja bliskich w szkole pozostawała bez odzewu.
REKLAMA
O sprawie pisze amerykańska prasa, zarówno The New York Times, jak i Fox News. O śmierci chłopca informuje również brytyjski Daily Mail. Koledzy wzięli sobie za cel Bartka, gdy ten siedem lat temu wraz z rodziną wprowadził się do miasteczka Greenwich. Chłopaka popychano ze schodów, rozbito mu telefon, wyśmiewano się z jego nadwagi i trądziku, a także z niezbyt poprawnego akcentu.
Chłopak miał już za sobą jedną próbę samobójczą. Połknął kilka lekarstw. O tym, co zrobił, napisał w czerwcu na swoim profilu na portalu Google Plus. Bartek napisał wówczas: "Żegnajcie na zawsze moi dobrzy przyjaciele, żegnajcie, niczego nie żałuję". Chłopak w lipcu dodał również zdjęcie na którym trzymał nóż przyłożony do oka. W innym poście pisał, jaka piosenka ma być zagrana na jego pogrzebie. Wydaje się, że nikt tych postów nie wziął na poważnie.
Rodzina interweniowała w szkole
Siostra chłopaka w rozmowie z lokalną prasą powiedziała, ze rodzice wielokrotnie prosili szkołę o pomoc. Pisano maile, prośby o pomoc, ale każdy apel był bezskuteczny. William S. McKersie, zarządzający szkołami publicznymi w Greenwich przyznał w rozmowie z "New York Timesem", że władze szkoły wiedziały o nękaniu nastolatka, ale nie o tym, co chłopak zamieszczał w sieci.
Swoją rodzinę chłopiec zapewniał, że sprawy idą w dobrą stronę, że już mu nikt nie dokucza. Podobno samopoczucie chłopca było też lepsze tym bardziej, że w ciągu ostatniego roku Bartek nawiązał kilka przyjaźni i schudł. Chciał iść na studia do Nowego Jorku, fascynował się komputerami. Nie był też samotny. Do ubiegłego roku w szkole pomagała mu siostra, ojciec zabierał go na ryby, matka jeździła na obozy skautowskie. Niestety to nie wystarczyło, aby w porę zainterweniować.