21-letni Rafał Juć został najmłodszym w historii skautem NBA. "Nawet nie wysyłałem CV, sami zadzwonili"

Rafał Juć, najmłodszy skaut w historii NBA
Rafał Juć, najmłodszy skaut w historii NBA Fot. archiwum prywatne
Posłuchajcie historii o Rafale Juciu, najmłodszym w historii i jedynym Polaku, który został skautem w koszykarskiej lidze NBA. – W Polsce mi nie zaufano. Uznano, że jestem za młody, że to zbyt duże ryzyko. Załamałem się. Ale po tym, jak otrzymałem telefon z NBA wszystko się zmieniło. Teraz ludziom, którzy nie zaufali mi w Polsce jest pewnie trochę głupio – mówi w rozmowie z naTemat. I pakuje walizki – lada dzień wylatuje za ocean.



Juć został właśnie najmłodszym w historii NBA skautem. Pierwszym z Polski w najlepszej koszykarskiej ligi świata. Dla zespołu Denver Nuggets będzie szukał młodych talentów z całego globu. Nie dzwonił, nie wysyłał CV, nie wymyślał sposobów, by zostać zauważonym. Jedyne czym się wyróżnił, to ciężką pracą. – Pamiętam pierwszy telefon, który dostałem od mojego szefa. Powiedział przez słuchawkę: Gratuluję stary. Słyszałem, że zostałeś nowym skautem w mojej drużynie. Pamiętam o tym, że chciałeś iść na studia. Powiedz, ile musielibyśmy ci zapłacić byś porzucił ten plan i pracował dla nas? – wspomina Juć w rozmowie z naTemat.


Rafał, masz 21 lat i właśnie stałeś się członkiem jednej z drużyn NBA. To coś, o czym marzy niemal każdy dzieciak. Co czeka cię w najbliższej przyszłości?

Rafał Juć: Lecę do Denver. Klub zaprosił mnie, bym poznał zawodników, trenera, całą organizację. Spróbujemy też wypracować wspólną wizję pracy na najbliższy rok.

Jak myślisz – czemu twój nowy szef postawił właśnie na ciebie?

General Manager Nuggets Tim Connelly jest jednym z najmłodszych szefów w lidze, ma 36 lat. Sam zaczął pracę w wieku 19 lat, jako wolontariusz. Wiedział więc, że warto dawać szansę ludziom młodym. Przyznał też, że widzi we mnie samego siebie sprzed lat. I dał mi szansę.


Twoi szefowie zapewne zdają sobie sprawę z ryzyka, które podejmują? Zatrudniają fachowca, ale 21-letniego, najmłodszego w historii ligi.

Wiąże się z tym zabawna historia. Powstał bowiem swego rodzaju precedens. Mogę – jako nowy skaut Denver Nuggets – zatrudnić... sam siebie. Z racji wieku mógłbym przystąpić przecież do tegorocznego draftu (wybór do NBA zawodników z lig uniwersyteckich, ograniczony wiekiem - przyp. PW). To pierwsza taka sytuacja w historii.


Oczywiście ta praca to ogromna odpowiedzialność. Pytania o mój wiek i doświadczenie pojawiały się dość często. Klub postanowił jednak zaryzykować i jestem za to bardzo wdzięczny.

Jak będzie wyglądał twój typowy dzień pracy?

Nie nazwę tego pracą, lecz raczej stylem życia – z szacunku dla osób, które codziennie muszą wstawać o świcie i pracować do późna. Nie mam wyznaczonych godzin pracy, nie muszę zrywać się na ósmą do biura. Ale czeka mnie mnóstwo podróżowania. Skupiamy się na Europie, ale tak naprawdę poszukujemy talentów z całego świata. Będę więc jeździł, obserwował zawodników z bliska, to jak zachowują się na co dzień, rozmawiał z rodzicami, trenerami. Dla mnie bardzo ważne jest nie tylko to, jak dobrzy są koszykarze, których wyselekcjonujemy, ale przede wszystkim jakimi są ludźmi.

Jesteś przykładem młodego człowieka, który stanowisko wywalczył tylko ciężką pracą.

Można tak powiedzieć. Z koszykówką jestem związany niemal od zawsze. Przez wiele lat grałem i trenowałem. Kiedy pomału zacząłem wchodzić w dorosłość, poszedłem na studia, zorientowałem się, że nie zrobię kariery jako koszykarz. Szukałem więc sposobu, by zostać przy sporcie, to było moje marzenie. W związku z tym próbowałem swoich sił jako trener, jako sędzia. Nie były to moje najmocniejsze strony, szukałem więc swojego fachu dalej – tak, by nadal pracować blisko sportu.

Zdecydowałeś się na skauting, czyli wynajdowanie młodych talentów.

Dwa lata temu miałem okazję wyjechać na pierwszy zagraniczny turniej. Poznałem tam kilku skautów i stwierdziłem, że to świetna praca i może warto spróbować. Wszedłem z nimi w bliższe relacje, pokazali mi tajniki swojej pracy. Wkrótce poznałem ludzi ze świata NBA i gdy tego zasmakowałem, stwierdziłem, że to jest właśnie to, że to kierunek, w którym chcę iść. Wziąłem się do pracy. Dzięki pomocy mojej rodziny dużo podróżowałem po świecie, jeździłem na turnieje, przez ostatnie dwa lata byłem na wszystkich młodzieżowych zawodach w Europie – do lat 16, 18...

Co było dalej?

Moje zaangażowanie zostało dostrzeżone przez agencję EuroHopes. Jest to największa agencja skautingowa w Europie. Zobaczyli, że jestem człowiekiem młodym i ambitnym, postanowili dać mi szansę. Wiele się od nich nauczyłem. Po roku mój szef został skautem Orlando Magic. Przejąłem jego stanowisko. Dało mi to ogromne doświadczenie. I przewagę nad innymi.

Na czym ona polegała?

Wszystkie kluby NBA korzystają z naszego serwisu. Czytają nasze raporty każdego dnia. Udało mi się poznać ludzi ze świata amerykańskiej koszykówki, zacząłem wymieniać z nimi maile, rozmawialiśmy przez Skype. W ten sposób moje nazwisko zaczęło się przewijać w świecie NBA. Więc kiedy otworzyło się stanowisko w Denver Nuggets, ja już wcześniej znałem zarówno Generalnego Managera klubu Tima Connelly'ego, jak i jego asystenta Arturasa Karnisovasa. Connelly pomagał mi w podjęciu studiów w Stanach, co było moim marzeniem. Zadzwonił do mnie i powiedział: Gratuluję, stary. Słyszałem, że zostałeś nowym skautem w mojej drużynie. Pamiętam o tym, że chciałeś iść na studia. Powiedz, ile musielibyśmy ci zapłacić byś porzucił ten plan i pracował dla nas? Odpowiedziałem, byśmy nie rozmawiali o pieniądzach. Jak najszybciej chciałem podpisać umowę, z miejsca zgodziłem się pracować dla Nuggets.

Uprzedziłeś nieco moje pytanie – chciałem spytać, czy pamiętasz pierwszy telefon ze Stanów w sprawie pracy...

Okoliczności pamiętam dokładnie. Zanim zadzwonił Connelly, skontaktował się ze mną jego zastępca. Na wyświetlaczu telefonu zobaczyłem nieznany numer ze Stanów. Dzwonił Karnisovas. Na początku nie chciałem uwierzyć. Przywitał się, spytał o moje cele na najbliższy rok. Przyznał, że zarekomendował moją osobę głównemu GM-owi. Spytał, czy byłbym zainteresowany pracą. Oczywiście się zgodziłem. Wkrótce na e-mail otrzymałem zestaw pytań – jak chciałbym kreatywnie wykonywać moją pracę, dlaczego powinni wybrać akurat mnie, poproszono bym przedstawił 50-osobową listę rekomendacji... Do dzisiaj nie wiem, z kim moi nowi pracodawcy się kontaktowali.

Na koniec powiedz – jak zareagowali twoi rówieśnicy?

Na początku – podobnie, jak ja – niedowierzali. Nie mieściło im się w głowie, że będę pracował na co dzień z tymi, których do tej pory podziwialiśmy i widzieliśmy tylko w telewizji. Ale usłyszałem mnóstwo pozytywnych słów. Już mam pełną listę rzeczy, które mam przywieźć znajomym ze Stanów (śmiech). Aha, i wszyscy przyjaciele od teraz kibicują tylko Denver Nuggets!