Twórcy serialu "Miłość na bogato" odpowiadają na krytykę internautów.
Twórcy serialu "Miłość na bogato" odpowiadają na krytykę internautów. Fot. zrzut ekranu ze strony www.viva-tv.pl

– Mamy wrażenie, że teraz w dobrym tonie jest hejtować "Miłość na bogato", bo wtedy jest się cool – mówią twórcy wzbudzającego wiele emocji serialu o życiu polskiej "bananowej młodzieży". Rozmawiamy z nimi o tym, jak radzą sobie z krytyką i kiedy zamierzają otworzyć szampana, by świętować sukces.

REKLAMA

– Przynajmniej jest z czego mieć polewkę. Dawno takiej nie było. Szok – pisała Karolina Korwin-Piotrowska pod naszym artykułem o serialu “Miłość na bogato”. Podsumowaliśmy w nim pierwsze reakcje internautów na tę nową produkcję stacji VIVA. Były one, mówiąc delikatnie, niezbyt przychylne i skłaniały się ku ironii, żartom, szyderstwu. Wiele osób sugerowało, że nowa produkcja będzie niekończącą się skarbnicą materiałów na kolejne internetowe memy.

Pierwszy odcinek pokazany w zeszłym tygodniu równie bezwzględnie jak zwykli internauci zmiażdżyli krytycy i blogerzy zajmujący się kinem i telewizją. O pomyśle na sukces tego wzbudzającego ogromne emocje serialu postanowiliśmy porozmawiać z jego twórcami.

“Polska hejtem stoi” Udało się nam dotrzeć do Allana Sperlinga, pomysłodawcy programu z ramienia VIACOM International Media Networks North Europe oraz Barbary Wiśniewskiej – producentki kreatywnej z ramienia tej firmy.

– Spodziewaliśmy się hejtu, bo Polska hejtem stoi – mówi Wiśniewska. Przyznaje, że to, co dzieje się w internecie nie jest dla producentów szokiem. – Tym bardziej, że to bardzo specyficzny projekt i z tego co wiem, pierwszy w Polsce – ocenia.

Wtóruje jej Allan Sperling, który, choć pracuje w amsterdamskiej centrali firmy, bacznie śledzi reakcje polskiej sieci: – Program ma bawić, ale w swym założeniu jest też “serialem, o którym się mówi”. Uważam, że jak dotąd udało się nam osiągnąć sukces na obu tych polach – mówi Sperling podkreślając, że pierwszy odcinek “Miłości na bogato” obejrzało online więcej osób, niż jakąkolwiek poprzednią produkcję VIVY.

Czy nie przejmują się, że choć o serialu rzeczywiście się mówi, to jednak głównie mówi się źle? Reakcje wielu polskich widzów Sperling określa słowem “bullying”, używanym najczęściej do opisu złośliwego i notorycznego prześladowania uczniów w szkołach.

– Myślę, że ci, którzy to robią, chcą się po prostu lepiej poczuć – twierdzi i przywołuje cytat z Sartre’a: “Tylko ten, kto nie wiosłuje, ma czas na bujanie łódką”. – Mam wrażenie, że teraz w dobrym tonie jest hejtować „Miłość na bogato”, bo wtedy jest się cool – dodaje Wiśniewska.

Twórcy zwracają też uwagę, że większość negatywnych komentarzy nie pochodzi wcale od grupy docelowej serialu, czyli kobiet w wieku 13-29 lat. – Bardzo cenię panią Karolinę Korwin Piotrowską, ale z całym szacunkiem, to nie jest serial dla niej – mówi Barbara Wiśniewska.

O bananowej młodzieży Sperling przyznaje, że ten serial nie jest kopią żadnego zagranicznego formatu, lecz szytym na miarę projektem przeznaczonym specjalnie na Polskę. Zaraz jednak dodaje, że rozgłos, z jakim mamy do czynienia w Polsce skłania go do rozważenia remake’ów produkcji w innych krajach. A skąd wziął się pomysł?

Podczas jednej z moich wizyt w Polsce usłyszałem termin “bananowe dzieciaki”. Choć to słowo ma negatywne konotacje, pomyślałem, że mała grupa osób nie muszących się nigdy martwić o pieniądze jest wdzięcznym materiałem na serial.

Allan Sperling

pomysłodawca programu

Jak mówi Sperling, jego zamierzeniem było, by pokazać, że “bycie zdradzonym boli tak samo także wtedy, gdy jest się bogatym”.

Jednym z częściej powtarzanych zarzutów wobec serialu jest konstrukcja scenariusza oraz słabe dialogi. – Nasi bohaterowie mówią swoimi słowami. Mają nakreślony scenariusz, wskazane istotne informacje, które powinny się pojawić w poszczególnych scenach, ale reszta jest ich dziełem. A jeśli mówią w specyficzny sposób to znaczy, że tacy właśnie są. To przecież amatorzy – tłumaczy Wiśniewska. Stąd być może m.in. błędy językowe, z których ochoczo szydzili internauci.

Milion odtworzeń w 5 dni Nasi rozmówcy podkreślają jednak, że decydując się na taką obsadę mieli pełną świadomość tego, jakim językiem posługują się kandydaci do ról. – A mówią językiem “ulicy”, tak, jak młodzi ludzie mówią na co dzień. To nie jest język literacki – mówi Wiśniewska i dodaje, że w badania widowni wykzały, że kobiety w telewizji lubią niedoskonałości.

– Doskonałość zawsze wpędza je w kompleksy i depresję. A my chcemy, żeby nasz widz relaksował się oglądając nasze produkcje, a nie łapał doła zaraz po wybrzmieniu czołówki – mówi wprost.

– W programie nie ma niczego, co nie mogłoby się wydarzyć w prawdziwym życiu, ale jednocześnie my tę zwykłą rzeczywistość “uwydatniamy”, kumulując dramatyczne wydarzenia i wzruszenia, których starczyłoby na całe życie, w krótkim czasie – dopowiada Sperling.

Na koniec zapytaliśmy naszych rozmówców, czy ich zdaniem tak duże zainteresowanie, choć często zabarwione niechęcią, zapewni serialowi dużą oglądalność. Wiśniewska jest optymistką i przypomina, że po 5 dniach od premiery (rozmawialiśmy w środę) pierwszy odcinek miał prawie milion odtworzeń.

– Jak przekroczymy tę magiczną liczbę, otworzymy szampana. „Prawdziwego takiego szampana” – śmieje się Wiśniewska przywołując jeden ze wzbudzających kpiny cytatów z pierwszego odcinka. – Ale i tak to nie będzie jeszcze oznaczało pełnego sukcesu – zapowiada.

Czytaj także: