
Wszystkie słowa i czyny zostaną zapisane. Powinno to być memento dla każdego polityka. Niedawna odpowiedź Piotra Guziała, skierowana do mojej osoby (red.: „Jesteś idiotą, więc milcz, bo zarazisz zdrowych psychicznie”), ukazała po raz kolejny polityczny charakter Pana burmistrza.
Ze swojej strony słowami inicjatora referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz nie czuje się urażony. Wielokrotnie powtarzałem, że polityk nie musi być sympatyczny czy lubiany. Owszem jest to przydatna cecha, szczególnie podczas wyborów. Jednak przede wszystkim osoba aspirująca do stanowisk winna być skuteczna. Skuteczność Pana burmistrza była już wielokrotnie poddawana w wątpliwość. Tymi przewinieniami zajmować się nie będę.
Kilkukrotnie zastanawiałem się nad swoimi słowami, od których zaczęła się wymiana zdań z Panem Guziałem (red.: "Zajmujemy się referendum, nie pilnujemy dzielnicy i takie kwiatki wychodzą”). Oczywiście nie miałem w intencji naigrawać się z nieszczęścia napadniętej kobiety. Jeśli ktoś poczuł się dotknięty moimi słowami, tym bardziej przepraszam. Zostały one różnie zinterpretowane przez media, zazwyczaj słusznie. W jednej z odpowiedzi burmistrz napisał: "Przypisywanie komuś odpowiedzialności za gwałt w ramach gierek politycznych jest draństwem i zasługuje na strzał w pysk".
Stosuje się ogólną zasadę tzw. odpowiedzialności politycznej. Minister odpowiada za błąd swojego urzędnika, pomimo że nawet nie wiedział o jego decyzji, prezydent miast odpowiada za zalanie ulic, pomimo że na ewentualne błędy służb technicznych nie mógł mieć wpływu, dyrektor szkoły odpowiada za brutalne wybryki uczniów, pomimo że głównie za wychowanie dzieci odpowiadają rodzice. Podobnie burmistrz ponosi odpowiedzialność polityczną za negatywne wydarzenia na terenie jego dystryktu. Taka jest uroda polityki: zbiera się niezasłużone pochwały za sukcesy odniesione w obszarze swojego dominium, a raz odwrotnie. Kto nie zna tych reguł, nie powinien wchodzić do polityki.
Zresztą burmistrz Guział pośrednio potwierdza swoją odpowiedzialność polityczną, organizując po inkryminowanym fakcie akcję nauki samoobrony dla kobiet. Można rzec: mądry burmistrz po szkodzie. Czyli poczucie odpowiedzialności jest.
Wielokrotnie również dało się usłyszeć o mnogich zachętach kuszących Pana Burmistrza do startu w wyborach: "Wszyscy mnie namawiają, jeszcze mnie namówią" po czym puentuje "Nie mogę się doczekać. Aż chyba się zdecyduje na start na prezydenta. Tylko czy Warszawy, czy od razu kraju? "Pragnę teraz Panu Burmistrzowi uświadomić, że aby starać się o takie stanowisko, należy nie tylko kontrolować nerwy, jak już wspominałem na Twitterze (red.: "@RomanOsica najgorsze jest, że Pan @PiotrGuzial aspiruje do urzędów a nie potrafi trzymać nerwów na wodzy. Kto je traci przegrywa!"), ale również coś osiągnąć.
Takiego osiągnięcia dokonał legendarny mer Nowego Jorku Rudolph Giuliani. Kiedy obejmował urząd w 1994 roku, największa metropolia świata borykała się z problemem wszechobecnej przestępczości. Dzięki swoim działaniom dla miasta i jego ludzi Giuliani został wybrany na drugą kadencję. Zasada zero tolerancji dla przestępczości, skrócony czas reakcji policji oraz wysłanie większej liczby patroli na ulice poskutkowały.
Pomimo wyleczenia Wielkiego Jabłka, co odbiło się echem na całym świecie, mer Giuliani po wyższe stanowiska nie sięgnął. Burmistrz Guział jeszcze nie zaprowadził porządku w swojej dzielnicy, a już chce sięgać po urząd prezydenta Polski. Różnicę widać gołym okiem, dalsze komentarze chyba nie są potrzebne.
Z własnego doświadczenia dodam, że urokliwe okolice Lasu Kabackiego przyciągają różnych ludzi. Wielokrotnie z przyjaciółmi grillowaliśmy na polance w Powsinie. Podczas jednego z wypadów doszło do niezbyt miłej szarpaniny z wrogo nastawioną grupką zaczepiającą nasze koleżanki. Dowiedziałem się po fakcie, że takie incydenty zdarzają się dosyć często. Okolica odwiedzana jest w większości przez spokojnych mieszkańców Warszawy, ale również przez tzw. element. Pan burmistrz powinien o tym wiedzieć i zwrócić na to uwagę straży miejskiej. Naśladując słynnego Giulianiego, od czegoś trzeba zacząć.