
To, że firmy przeglądają profile swoich potencjalnych pracowników na portalach społecznościowych, jest oczywiste. I nawet zrozumiałe. Ale żądanie loginu i hasła do tych profili to już znacznie więcej. A tak czasem dzieje się w USA. Teraz grupa senatorów chce z tym walczyć.
REKLAMA
Wszystko zaczęło się od tekstu Associated Press, w którym opisano historię pewnego młodego statystyka. Justin Bassett ubiegał się o pracę w jednej z nowojorskich firm. Wywiad zdawał dobiegać się do końca, gdy rekruterka odwróciła się i weszła na facebookowy profil kandydata. Niewiele tam zobaczyła, bo Justin udostępniał większość treści tylko znajomym. Wtedy kobieta zażądała, by mężczyzna podał jej dane do swojego konta, żeby mogła je dokładniej obejrzeć. Bassett odmówił i wyszedł, bo nie chciał pracować w miejscu, w którym tak mocno prześwietla się kandydata. - Miałem szczęście, bo gdybym musiał wyżywić trójkę dzieci, nie mógłbym trzymać się swoich zasad – skomentował później.
Brak wyboru
I miał tu rację. Robert Collins, który był ochroniarzem w Departamencie Spraw Publicznych stanu Maryland, musiał podać swoje hasło do Facebooka, gdy chciał wrócić do pracy po urlopie wymuszonym śmiercią matki. Szefowie powiedzieli mu, że tylko sprawdzą, czy nie ma powiązań z gangsterami. - Byłem wstrząśnięty, ale się zgodziłem. Muszę wykarmić rodzinę – powiedział.
I miał tu rację. Robert Collins, który był ochroniarzem w Departamencie Spraw Publicznych stanu Maryland, musiał podać swoje hasło do Facebooka, gdy chciał wrócić do pracy po urlopie wymuszonym śmiercią matki. Szefowie powiedzieli mu, że tylko sprawdzą, czy nie ma powiązań z gangsterami. - Byłem wstrząśnięty, ale się zgodziłem. Muszę wykarmić rodzinę – powiedział.
AP znalazło wiele podobnych przypadków, zwłaszcza w urzędach i służbach publicznych. Niektórzy rekruterzy oczekiwali zdradzenia danych do konta, inni kazali kandydatom zalogować się przy nich i wchodzić pod wskazane kategorie. Czego szukali? Głównie „nieodpowiednich zdjęć, związków z nieletnimi i zachować łamiących prawo”.
O ile samo przeglądanie profili potencjalnych kandydatów nikogo dziś nie szokuje, proszenie o nieskrępowany dostęp do konta wywołuje znacznie większe oburzenie. - To tak, jakby poprosić kogoś o klucze do jego domu – powiedział profesor prawa Orin Kerr z Uniwersytetu George'a Washingtona. - Jest to skandalicznym pogwałceniem prywatności – ocenił.
Sprzeciw
Podobnie sądzi dwójka senatorów z Connecticut i Nowego Jorku, Richard Blumenthal i Charles Schumer. - Dlaczego pracodawcy mieliby otrzymywać dostęp do tak osobistych informacji, jak nasze preferencje, lista znajomych i treść wiadomości, które im wysyłamy? - pyta Schumer.
Podobnie sądzi dwójka senatorów z Connecticut i Nowego Jorku, Richard Blumenthal i Charles Schumer. - Dlaczego pracodawcy mieliby otrzymywać dostęp do tak osobistych informacji, jak nasze preferencje, lista znajomych i treść wiadomości, które im wysyłamy? - pyta Schumer.
Senatorzy napisali już w tej sprawie listy do Prokuratora Generalnego (odpowiednika ministra sprawiedliwości), Erica Holdera i odpowiednich komisji. Blumenthal tworzy nawet projekt ustawy federalnej, która nałożyłaby pewne ograniczenia na zestaw pytań, jakie można zadać kandydatom do pracy.
Sam Facebook w komentarzu do sprawy przypomniał, że dzielenie się lub nawoływanie do udostępnienia osobistego konta jest niezgodne z portalowym regulaminem. Departament Sprawiedliwości przyznał jakiś czas temu, że faktycznie można uznać to za przestępstwo, ale nie grozi za nie żadna kara. Gigant z Menlo Park zapowiada jednak, że „będzie działać, by zadbać o prywatność swoich użytkowników”.