
Wojewoda Mazowiecki Jacek Kozłowski zapowiada w rozmowie z tygodnikiem "Wprost", że rozważy zamknięcie warszawskiej Pepsi Areny dla kibiców. "Jeśli prezes Leśnodorski nie zmieni swej dotychczasowej polityki, Legia będzie grała bez udziału publiczności" – ostrzega.
REKLAMA
Jacek Kozłowski jest oburzony tym, co działo się na stadionie Legii podczas meczu eliminacji Ligi Mistrzów ze Staeuą Bukareszt. Chodzi o odpalenie przez kibiców kilkudziesięciu rac. "Raporty policji i straży pożarnej po spotkaniu ze Steauą są wstrząsające" – mówi w wywiadzie dla "Wprost".
Wojewoda narzeka na brak współpracy ze strony prezesa stołecznego klubu Bogusława Leśnodorskiego. "Poprzedni prezes prowadził wojnę z policją, prowadził wojnę z wojewodą i prowadził wojnę z kibicami. Problem z prezesem Leśnodorskim polega na tym, że on ze wszystkimi rozmawia i te rozmowy wydają się bardzo dobre, tyle że na koniec wszyscy się czują oszukani" – ocenia.
Jego zdaniem Leśnodorski podczas meczu ze Steauą stał się właściwie kibolem "Żylety", czyli trybuny najbardziej fanatycznych kibiców Legii. Dlatego też, mówi Kozłowski, "miodowy okres współpracy dobiega końca".
"[Leśnodorski] składał obietnice rozwiązania wielu problemów, które sygnalizowaliśmy, składał obietnice osiągnięcia porozumienia i pokoju z kibicami. Tych obietnic naprawdę było bardzo dużo. Zaczynam się orientować, że te obietnice są puste, bez pokrycia. I chyba musimy (..) wrócić do metod, których nie chciałbym stosować, ale które są konieczne" – zaznacza.
Zachowanie kibiców z "Żylety" ściągnęło na Legię krytykę nie tylko ze strony wojewody, ale też europejskiej federacji piłkarskiej. W tym przypadku chodzi jednak o inny mecz z walijskim zespołem The New Saints. Zdaniem działaczy UEFA w jego trakcie kibice mieli wznosić rasistowskie okrzyki.
Źródło: "Wprost"
