
Podczas niedawnego koncertu w Mszanie Dorota "Doda" Rabczewska miała przykry wypadek. W trakcie wykonywania jednej z piosenek spadła ze sceny, doznając przy upadku kontuzji kręgosłupa i tracąc na chwilę przytomność. Koncertowe perypetie piosenkarki stały się tematem przewodnim ostatniego odcinka programu TVN "Na językach", w którym żartowano ze "spadającej gwiazdy". Niewybredne uwagi uraziły Dodę. Dzisiaj piosenkarka wezwała na swojej stronie internetowej do wysyłania skarg do TVN i KRRiT.
Podczas niedzielnego odcinka programu "Na językach" (TVN) pokazano, jak jego twórcy rzucali przechodniom tekturową podobiznę Dody, by zademonstrować, w jaki sposób należy łapać spadającą piosenkarkę. Ponadto wypadek z Mszany stał się przedmiotem żartów, którymi wymieniali się przy stole zaproszeni do programu goście oraz jego prowadząca Agnieszka Szulim.
Kontrowersyjny odcinek obejrzała najwyraźniej sama Doda, bowiem dzisiaj na jej oficjalnej stronie internetowej opublikowano "List otwarty do Edwarda Miszczaka, członka zarządu TVN odpowiedzialnego za obszar programów rozrywkowych". Pismo nie zostawia suchej nitki zarówno na autorach programu, jak i samej stacji.
Doda, Queen Team i Fani
Pisownia oryginalna
W liście zdementowano również plotki przekonujące, iż Doda upadła na ziemię, ponieważ fani nie chcieli jej złapać – na których oparto scenariusz odcinka. Według autorów pisma rozsiewanie takich, całkowicie fałszywych doniesień "wpędza młode, niewinne osoby w poczucie niesłusznej winy".
Doda, Queen Team i Fani
Pisownia oryginalna
Pod listem zachęcono sympatyków Dody do wysyłania skarg na program "Na językach" zarówno do stacji TVN, jak i KRRiT. Na skutek wypadku w Mszanie Doda doznała kontuzji kręgosłupa, z którym od dawna ma problemy zdrowotne, oraz na chwilę straciła przytomność. Po jej odzyskaniu dokończyła występ, by udać się następnie do szpitala, gdzie przeszła specjalistyczne badania. Lekarze zalecili jej 2-miesięczny rozbrat ze sceną oraz rehabilitację.

