
Taras położony na dachu klasycystycznej Biblioteki Królewskiej przez prawie 75 lat czekał na nowych gości. Przepiękne miejsce, z którego rozciąga się niepowtarzalna panorama Warszawy, na początku ubiegłego wieku było znane z odbywających się tam bankietów, organizowanych przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Natomiast w ubiegłą środę, na pięknym i niedostępnym dla zwiedzających tarasie Zamku Królewskiego, został zaserwowany aperitif przed pokazem nowej kolekcji Vistuli na nadchodzącą jesień i zimę.
REKLAMA
Sam pokaz miał miejsce w dwóch najbardziej reprezentacyjnych salach zamku – Sali Rady i skrzącej się złotem Sali Koncertowej. Wyjątkowość miejsca była tematem większości kuluarowych rozmów. Zadbano o to, aby nowa kolekcja została zaprezentowana z klasą, jakiej wcześniej na próżno było szukać w polskim świecie mody – królewską.
Zamek musi żyć nowoczesnością
Jerzy Mazgaj zapytany o sukces pokazu swojej marki odpowiedział – Pokaz podobał mi się bardzo. Jestem dumny z tego, że na początku mogliśmy się spotkać na tarasie, który nikogo nie gościł od prawie 75 lat. Cieszę się, że udało nam się przekonać Zamek Królewski do tego, aby zorganizować ten pokaz i udowodnić, że można tu nie tylko podziwiać muzykę. Przekonaliśmy dyrekcję, że muzeum to nie przykurzone żyrandole, ale także moda. Jesteśmy w epoce iPada, zamek też musi żyć nowoczesnością – zakończył Jerzy Mazgaj.
Jerzy Mazgaj zapytany o sukces pokazu swojej marki odpowiedział – Pokaz podobał mi się bardzo. Jestem dumny z tego, że na początku mogliśmy się spotkać na tarasie, który nikogo nie gościł od prawie 75 lat. Cieszę się, że udało nam się przekonać Zamek Królewski do tego, aby zorganizować ten pokaz i udowodnić, że można tu nie tylko podziwiać muzykę. Przekonaliśmy dyrekcję, że muzeum to nie przykurzone żyrandole, ale także moda. Jesteśmy w epoce iPada, zamek też musi żyć nowoczesnością – zakończył Jerzy Mazgaj.
Bitwa o miejsce
Reżyserka pokazu, Katarzyna Sokołowska także uważa go za bardzo udany i podobnie jak właściciel marki, szczególnie zadowolona jest z faktu, że odbył się on w salach Zamku Królewskiego. Jak wypadła organizacja pokazu w tak wyjątkowej scenerii? Problemy spędzające sen z powiek celebrytom, na które żaliła się ostatnio Joanna Jabłczyńska i Joanna Horodyńska, czyli zamieszanie z miejscami, siedzenie „przy toalecie” i bitwa o pierwszy rząd, na prezentacji kolekcji Vistuli na szczęście nie miały miejsca.
Reżyserka pokazu, Katarzyna Sokołowska także uważa go za bardzo udany i podobnie jak właściciel marki, szczególnie zadowolona jest z faktu, że odbył się on w salach Zamku Królewskiego. Jak wypadła organizacja pokazu w tak wyjątkowej scenerii? Problemy spędzające sen z powiek celebrytom, na które żaliła się ostatnio Joanna Jabłczyńska i Joanna Horodyńska, czyli zamieszanie z miejscami, siedzenie „przy toalecie” i bitwa o pierwszy rząd, na prezentacji kolekcji Vistuli na szczęście nie miały miejsca.
Dobrą organizację pokazu pochwalił Mikołaj Komar, redaktor naczelny K MAG. - Jestem po raz kolejny pod wrażeniem pokazu Vistuli. Nie tylko dlatego, że jego forma była genialna, a scenografia przepiękna. Uważam, że to był wzór tego jak prezentacja kolekcji powinna wyglądać pod względem organizacyjnym. Żaden z gości nie miał problemu żeby usiąść, wszyscy doskonale wiedzieli gdzie jest ich miejsce, co jest dużym problemem na innych pokazach – mówił Mikołaj Komar.
Norweski drwal kontra cherubinek
Jeżeli chodzi o wrażenia dotyczące samej kolekcji, nie chcę udawać znawcy męskiej mody, jednakże wydała mi się ona bardzo interesująca. Nie tylko za sprawą ubrań, z których najbardziej przypadły mi do gustu obszywane futrem płaszcze, jakie chętnie widziałabym na spacerujących po warszawskich ulicach mężczyznach. Chodziło o to, kto na samym pokazie je nosił.
Jeżeli chodzi o wrażenia dotyczące samej kolekcji, nie chcę udawać znawcy męskiej mody, jednakże wydała mi się ona bardzo interesująca. Nie tylko za sprawą ubrań, z których najbardziej przypadły mi do gustu obszywane futrem płaszcze, jakie chętnie widziałabym na spacerujących po warszawskich ulicach mężczyznach. Chodziło o to, kto na samym pokazie je nosił.
Niektórym mężczyznom, którzy przemierzali zamkowe sale przy akompaniamencie muzyki klasycznej, daleko było do klasycznego kanonu urody modela - delikatnego, uroczego i nieco cherlawego chłopaka. Wielu z nich miało bujne brody, długie włosy w nieładzie i wygląd przypominający bardziej norweskiego drwala niż cherubinka. Ten trend w doborze modeli jest już od jakiegoś czasu widoczny podczas zagranicznych tygodni mody i bardzo dobrze, że postawiła na niego także Vistula.
"Wybiorę coś dla siebie"
Zapytany o wrażenia na temat samej kolekcji, naczelny K MAGa stwierdził, że bardzo cieszy go to, iż polskie firmy, które produkują ubrania na dużą, masową skalę, są w stanie robić rzeczy może niedorównujące projektantom haute-couture, ale także wytyczające trendy w męskiej elegancji. - Najbardziej podobał mi się granatowy garnitur i różowa marynarka, zwróciłem także uwagę na kroje koszul i płaszczy. Wybrałbym z tej kolekcji sporo rzeczy dla siebie – mówił Mikołaj Komar.
Zapytany o wrażenia na temat samej kolekcji, naczelny K MAGa stwierdził, że bardzo cieszy go to, iż polskie firmy, które produkują ubrania na dużą, masową skalę, są w stanie robić rzeczy może niedorównujące projektantom haute-couture, ale także wytyczające trendy w męskiej elegancji. - Najbardziej podobał mi się granatowy garnitur i różowa marynarka, zwróciłem także uwagę na kroje koszul i płaszczy. Wybrałbym z tej kolekcji sporo rzeczy dla siebie – mówił Mikołaj Komar.
Podobnie twierdzi projektant Dawid Woliński – Pokaz był bardzo dobry. Jak zawsze zaprezentowano fajną, męska kolekcję, które u Vistuli są coraz bardziej wysublimowane. Nie wiem czy wszystko znajdzie się później w sklepie, ale kilka rzeczy podczas pokazu wyłowiłem wzrokiem i sam bym chętnie je założył.
Garnitur = klasa
Po pokazie odbyło się afterparty na dziedzińcu Żelaznym, który niegdyś gościł Napoleona, a dziś jest niestety rzadko odwiedzany, podobnie jak taras nad biblioteką, od którego wszystko się zaczęło. Organizatorzy ustawili na dziedzińcu specjalny namiot, gdzie goście pokazu mogli wspólnie bawić się przy muzyce, drinkach i jedzeniu, po które ustawiła się trochę przerażająca, ogromna kolejka.
Po pokazie odbyło się afterparty na dziedzińcu Żelaznym, który niegdyś gościł Napoleona, a dziś jest niestety rzadko odwiedzany, podobnie jak taras nad biblioteką, od którego wszystko się zaczęło. Organizatorzy ustawili na dziedzińcu specjalny namiot, gdzie goście pokazu mogli wspólnie bawić się przy muzyce, drinkach i jedzeniu, po które ustawiła się trochę przerażająca, ogromna kolejka.
- Oglądając pokaz stwierdziłem, że chciałbym być teraz trochę bardziej dorosły niż jestem i kupić kilka garniturów – mówił mi po zakończeniu prezentacji kolekcji Piotr Kędzierski. Moda na dandysa jest ciągle w dobrej formie. Garnitury, albo przynajmniej same marynarki, okazują się być świetną alternatywą nie tylko na wieczór i do pracy, ale i na zwykłe spotkania. - Dobrze dobrane garnitury i marynarki dodają mężczyźnie klasy i powagi w każdych okolicznościach, sprawiając, że jest bardziej atrakcyjny – mówił mi Wojciech, znajomy lubujący się w eleganckich strojach nawet na co dzień, którego spotkałam na pokazie. Jako kobieta potwierdzam jego słowa i mam nadzieję, iż takie kolekcje sprawią, że coraz więcej młodych mężczyzn zacznie nosić garnitury.
