
Jest najsłynniejszym sędzią Hiszpanii, a może i świata. Przez lata lata ścigał dyktatorów, przestępców i łapówkarzy z całego świata. Ale dziś to Baltasar Garzon usłyszał wyrok za nadużycie władzy. Według jego zwolenników to zemsta ludzi, którym zagrażał.
REKLAMA
Sąd Najwyższy skazał Garzona na karę 11 lat pozbawienia prawa do wykonywania zawodu. Dla 56-letniego sędziego oznacza to właściwie koniec kariery.
Musi też zapłacić 2,5 tys euro kary.
W 2009 roku Garzon zlecił założenie podsłuchu w sali, w której podejrzani o udział w aferze korupcyjnej spotykali się ze swoimi adwokatami. W sprawę zamieszanych jest wielu ważnych polityków rządzącej dziś prawicowej Partii Ludowej.
Przedstawiciele trybunału stwierdzili, że Garzon przekroczył uprawnienia i nadużył władzy. Nie uratował go ani fakt, że zgodę na podsłuch wydała prokuratura, ani to, że sędzia, który przejął po nim śledztwo... również z niego korzystał. Bez konsekwencji.
Gdy proces Garzona się rozpoczął, na ulice Madrytu wyszły tysiące protestujących. Wyrok zapewne wywoła podobną reakcję. Na jego stronie na Facebooku co pół minuty pojawiają się słowa wsparcia i oburzenia. „9 lutego 2012 roku sprawiedliwość w Hiszpanii umarła”, napisał jeden z internautów. "Jesteśmy bananową republiką", stwierdził inny.
Karierę sędziego rozpoczął w 1987 roku. Od pierwszych dni w urzędzie ścigał członków baskijskich terrorystów z ETA, handlarzy narkotyków i skorumpowanych urzędników i polityków – tak z lewicy, jak i prawicy. W 1998 roku zdobył światową sławę, gdy doprowadził do zatrzymania w Londynie byłego chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta. Później na jego celowniku znaleźli się ekstremiści z al-Kaidy z Osamą bin Ladenem na czele. W ostatnich latach oddech Hiszpana poczuł nawet amerykański prezydent George W. Bush, którego sędzia obciążał winą za stosowanie tortur.
W opublikowanej w 2005 roku książce „Un mundo sin miedo” (hiszp. Świat bez strachu) Garzon pokazuje siebie jako człowieka, którego życiową misją jest walka z niesprawiedliwością – nawet jeśliby miał zapłacić za to wysoką cenę. Wielu tak go właśnie widzi.
Jednak zyskując zwolenników, Garzon narobił sobie też wielu wrogów. Obecnie toczą się przeciwko niemu jeszcze dwa inne procesy.
W 2007 roku rozpoczął śledztwo w sprawie tysięcy zbrodni z czasów hiszpańskiej wojny domowej i rządów generała Franco. W 1977 roku, dwa lata po śmierci dyktatora, wojskowi oddali władzę. Pod jednym warunkiem – amnestii. Wielu ludzi dawnego reżimu mogło zrobić dzięki temu karierę również w demokracji. Do dziś to w Hiszpanii bardzo wrażliwy temat.
Garzon twierdzi, że żadna amnestia nie zwalnia przed odpowiedzialnością za zbrodnie przeciwko ludzkości. Sąd Najwyższy był jednak innego zdania i postawił mu zarzut złamania prawa.
Trzeci proces wiąże się ze śledztwem przeciwko największemu hiszpańskiemu bankowi Santander. W 2009 roku Garzon umorzył to postępowanie, a wkrótce potem udzielił w USA kilku wykładów. Problem w tym, że częściowo zapłacił za nie Santander. Przeciwnicy oskarżyli go, że tym razem to on wziął łapówkę.
Obrońca Garzona zapowiedział już odwołanie od dzisiejszego wyroku.