
Nie mogę zrozumieć czemu małe dziewczynki są wiecznie ubrane w różowe sukieneczki, a chłopcy chodzą w szarych dresikach aż pierwsze wąsy pojawią się pod nosem. To nie jest przecież tak, że wszystkie dziewczynki lubią różowy. Małe łobuzy tarzają się w piachu bez względu na płeć.
Z drugiej strony przecież ten przeklęty róż nie jest taki wcale obciachowy i niekoniecznie musi być zarezerwowany dla dziewczynek. Różowa bluza dla chłopca? Czemu nie, jeżeli tylko jemu się podoba? Polska marka Czesiociuch traktuje dzieciaki nieszablonowo i projektuje małe ciuszki uniseks – które po starszej siostrze może spokojnie odziedziczyć młodszy brat.

Czesiochiuchy są przemyślane tak, żeby nosiło się je wygodnie i żeby pasowały zarówno na oficjalny apel w szkole, rodzinne spotkanie i popołudniowe skakanie po kałużach. Uszyte z ciepłej, wygodnej dla dzieci dzianiny spodenki w mocne desenie rzucają się w oczy. Nie dlatego, że taki był zamiar projektantów. Dlatego, że dzieci po prostu nie widuje się w tego typu ubrankach.


Rodzicom trochę szkoda pieniędzy na ubrania dla małych ludzi, którzy rosną jak na drożdżach. I z jednej strony to zrozumiałe, a z drugiej – wielka szkoda. Dresowa, dwurzędowa bluza na małym dżentelmenie w połączeniu z dobrymi manierami ma potencjał pomóc mu w zdobywaniu serca złotowłosej koleżanki z drugiej ,,be". Może jako dorosły pan będzie pamiętał, żeby na randkę troszeczkę się wystroić.

Skąd nazwa marki? Jej ojcem jest Czesław Mozil, matką i kierowniczką Dorota Zielińska. Czy to reklama? Nie. Założycielom przybijam piątkę za to, że traktują dzieciaki poważnie i promują indywidualizm od pieluchy. Obejrzeć, kupić i dowiedzieć się więcej można na: www.czesiociuch.pl

