![Konrad Świąder (po lewej) i Marcin Gazowski stworzyli pierwszą w Polsce [url=http://www.mobicafe.pl/] mobilną kawiarnię. [/url]](https://m.natemat.pl/4b6717d4b5c441a0b1f5b854a8a5317b,1500,0,0,0.jpg)
Konrad Świąder i Marcin Gazowski stworzyli pierwszą w Polsce mobilną kawiarnię. Po 3 latach działalności stali się rozpoznawalną marką we Wrocławiu. Coraz silniej obecni są w reszcie kraju, bo ich kawa jest wyjątkowa. Nam, przy kawie, opowiedzieli o swojej pasji.
REKLAMA
Partnerem akcji jest IDEA Bank
Dochodzi południe. Która to kawa dzisiaj?
Konrad Świąder: Pierwsza. Przyznam się szczerze, że w czasie pracy każdego dnia sprzedajemy średnio kilkaset kaw, ale sami nie zawsze mamy na nią czas. Owszem zdarza się pić kawę, bardzo ją lubimy, jesteśmy smakoszami, ale picie kawy w tygodniu jest rzadkością z prostego powodu. Dla nas ta praca to też niezła zabawa, wraz z Marcinem nie jesteśmy właścicielami spółki zza biurka. Wychodzimy do ludzi. Będąc „na street-cie”, czyli sprzedając kawę na ulicy, czy też obsługując firmy na przeróżnych eventach, nie mamy na to zwyczajnie czasu.
Marcin Gazowski: Ale bywa tak, że organizm o kawę się dopomina i wtedy ulegamy naszej słabości.
Dlaczego kawa w Polsce jest droga?
Marcin: Jeżeli porównany kwestie zakupu pojedynczej kawy, to faktycznie w przeliczeniu na roboczogodziny statystyczny Kowalski nie wypije tyle kawy, ile chociażby statystyczny Schmidt z Berlina, czy Smith w Londynie. Ma to też swoje przełożenie na ceny w sieciowych kawiarniach – są one porównywalne we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie, Berlinie, Paryżu, czy Londynie.
Konrad: Proszę zauważyć, że coś takiego, jak klasyczne kawiarnie wciąż funkcjonują w nomenklaturze ludzi, ale tak naprawdę nie jest to tym, czym są dzisiejsze kawiarnie. Te z dawnych lat, które można jeszcze spotkać, powstawały jako pierwsze i do dziś mają określone ceny, które są dużo niższe niż te w sieciówkach. Za kawę nie zapłacimy tam więcej niż 8 zł. Obecnie ludzie idąc do kawiarni sieciowej, kupują kawę za 15 zł, spędzają tam nawet pół dnia, często pracując. Sami wybieramy produkt droższy.
Ile kosztuje kawa w mobiCafé?
Konrad: Tworząc koncept chcieliśmy bazować na tym, aby dać doskonałą jakość, czyli świetną kawę w bardziej przystępnych cenach, przy czym mocno nastawiliśmy się na jak najlepsze gatunkowo produkty. Stąd bardzo często słyszymy od naszych klientów, że nasza kawa jest lepsza niż w sieciówkach.
Marcin: Z tej racji, że jesteśmy mobilnym tematem, możemy sobie pozwolić na to, aby kawa nie kosztowała u nas 15 zł, a maksymalnie 10 zł. Cenowo zaczynamy od 4 zł za kawę, czyli trzymamy się trendów europejskich. Dotyczy to kawy espresso.
Co to jest dobra kawa?
Konrad: Dobra kawa to minimum dwie składowe. Wysokiej jakości gatunkowe ziarno i wzorowo przygotowana kawa z tegoż właśnie ziarna. Odpowiednie zaparzenie, w odpowiednim czasie, w odpowiedniej temperaturze. W przypadku kaw z mlekiem z odpowiednim spienieniem mleka.
Marcin: Odpowiedni bariści, dobre ziarna, ale też sprzęt. W mobiCafé pracujemy na profesjonalnych maszynach. Czynnik ludzki, czynnik produktowy i czynnik technologiczny równa się dobra kawa.
Sprzedawana w kawiarniach kawa jest dobra według powyższej definicji?
Marcin: Jest to bardzo subiektywna sprawa i ciężko jednoznacznie stwierdzić. Plusem dla konsumentów jest to, że konkurencja, rynek, jakość sprzętu sprawiają, że poziom kawy nieustannie rośnie. Kawy, które były serwowane 7-8 lat temu, dziś nie miałaby szans utrzymać się na rynku. Nie znalazłyby swojego nabywcy.
Konrad: Znacznie wzrosła świadomość konsumentów. Ludzie już rozróżniają kawy, wiedzą czym się różni Caffe Latte od Cappuccino. Coraz więcej mamy miłośników klasycznego espresso.
A w mobiCafé?
Konrad: Jest najlepsza kawa (śmiech). Nie pracujemy na żadnej komercyjnej marce. Postawiliśmy sprawę jasno – własna marka, specjalnie palone dla nas ziarna. Sprzedajemy też pod naszą marką kawę ziarnistą klientom do domów czy do firm. Poświęciliśmy dużo pracy, aby dobrać dla nas uniwersalną mieszankę kawową po to, aby w mobilnym standardzie serwować kawy pod własną marką.
Marcin: Mamy swój specyficzny smak kawy, który jest charakterystyczny, nawet po dodaniu mleka. Nasze esspresso jest delikatne lecz zarazem zachowana jest w nim subtelna kwaśność i gorycz tak bardzo ceniona przez wielu kawoszy. Kompozycja naszych ziaren to miks pochodzący z Ameryki Południowej, z Etiopii, z Indii. Docelowo to produkt oryginalny, intensywny, kawowy, ale z drugiej strony nie za mocny. Ludziom to smakuje.
Jesteście samoukami?
Marcin: I tak, i nie. Tworząc brand w pierwszej kolejności skierowaliśmy się na kursy dla baristów, gdzie udoskonalaliśmy nasze umiejętności.
Jaka jest historia mobiCafé?
Konrad: Plany były już w czasie studiów. Poród trwał długo, był bolesny, ale okaz jest w pełni zdrowy z czego jesteśmy dumni. Wcześniej pracowałem w handlu zagranicznym. Nie zajmowałem się w ogóle tematem „kawy”. Jednak już na etapie lat akademickich mieliśmy swoje marzenia. Potrzeba było czasu, aby do nich dojrzeć w 100% i je zrealizować.
Marcin: To prawda. Poznaliśmy się z Konradem w czasie studiów. Cały czas mówiliśmy sobie - „kurcze, fajnie byłoby coś razem zrobić”. Tych planów było mnóstwo, pomysł za pomysłem. Realizacja – zero. Na szczęście przyszedł ten właściwy moment – któreś z kolei spotkanie, luźna rozmowa i nagle hasło „kawa”.
Konrad: No i zaczęła się znowu burza mózgów. Jak to ubrać w całość, aby to co chcemy zrobić, było czymś unikatowym, niespotykanym. Wystartowaliśmy w 2011 roku i byliśmy pierwszą prawdziwie mobilną kawiarnią w Polsce. Zamiast serwować kawę w lokalu z 4 ścianami, wyszliśmy, a w zasadzie wyjechaliśmy na ulicę.
Street – food w wydaniu kawowym?
Konrad: Dokładnie tak – pojawiliśmy się na „street-cie”. Street – food w USA jest dosyć silnie zaszczepiony w rynek gastronomiczny. W Polsce powoli ten trend się odradza. Po erach zapiekanek przyszedł kryzys, teraz pojawiają się co chwilę nowe kebapy, hot-dogi, a kawa? W ten sposób w Polsce nigdy nie była podawana.
Marcin: Właśnie wtedy zrodziła się ta idea – hasło kawa i głębsza myśl, czyli podanie produktu o najwyższym standardzie, ale w formie dostępnej dla każdego człowieka, na co dzień. Wystartowaliśmy więc z kawą na ulicach Wrocławia. Chcieliśmy pokazać, że kawy można spróbować właśnie w ten sposób, że można zatrzymać się na 2 minuty, wziąć ze sobą kubek kawy i szybkim krokiem pójść dalej – czy to do pracy, czy na uczelnię.
Były obawy?
Konrad: Ryzyko jest zawsze, ale chęć realizacji znacząco pokonywała wszelkie bariery, czy zmartwienia. W tej pasji, determinacji, nawet tego nie widziałem.
Pamiętacie pierwszy event na którym podawaliście kawę?
Marcin: Jasne. 3 maja 2011 roku pojawiliśmy się na wyścigach konnych we Wrocławiu. Pamiętam dzień premiery, szykowanie pojazdu, sprawdzanie, że wszystko się zgadza, nic nie zawiedzie. W końcu nadszedł ten moment, a tu nagle...śnieg! Sprzedaliśmy dwie kawy, impreza została zamknięta. Kontynuowano ją tydzień później.
Konrad: Pierwsze reakcje na tyle nas zachęciły, że mimo pierwszych niepewności, obaw, czy nawet nie do końca perfekcyjnych umiejętności manualnych związanych z przygotowaniem kawy, temat chwycił na tyle, że mobiCafé to dziś silnie kojarzona marka. Każda 10, 20, 50, 100 kawa niosły ze sobą pewność i to, że było po prostu łatwiej.
Wasze docelowe miejsce pracy to charakterystyczny samochód. Jaka jest jego historia?
Marcin: Motocykl, bo właśnie jako ten typu pojazdu zostało zakwalifikowane serce naszej firmy. Auto to produkt, który w zasadzie każdy może mieć. Nie jest to produkt trudno dostępny. Chcieliśmy zachować pewną oryginalność, całemu opakowaniu nadać charakter trochę niecodzienny, a przy okazji zachować włoski styl. Stąd wybór padł na Piaggio Ape, który został dostosowany pod gastronomię. Auto kupiliśmy nowe, za granicą.
Konrad: Sami zadbaliśmy o całą zabudowę mającą służyć naszej działalności. Została przygotowana między innymi cała instalacja elektryczna i chłodnicza. Ciekawa jest historia z kwalifikacją tego pojazdu. Nie do końca było wiadomo, jak go traktować – czy jest to motocykl, czy samochód. Homologacja jasno mówi, że motocykl, ale konstrukcyjnie to masa sprzeczności z motocyklem. Mamy klasyczną kierownicę, pedały sprzęgła, gazu i hamulca, pasy bezpieczeństwa, lewarek zmiany biegów i ładowność ponad 800 kg. Nasze Piaggio zostało zakwalifikowane jako motocykl trzykołowy.
Stworzenie całego brand'u to duża inwestycja?
Marcin: Nie chciałbym podawać dokładnych kwot, ale mogę zdradzić, że przekroczyło to zdecydowanie cenę dobrej klasy auta klasy premium. Mówimy tylko o uruchomieniu pierwszej jednostki.
Mówicie najbliższym – słuchajcie, startujemy z pierwszą w Polsce mobilną kawiarnią. Jakie były reakcje?
Konrad: Dobre pytanie. Nawet dokładnie nie pamiętam. Powiedziałbym, że były to reakcje neutralne. Ani nie było zdecydowanego nie, ale też nikt nie bił nam braw.
Marcin: Głosy negatywne raczej do mnie nie docierały, ale mogę przypuszczać, że po cichu znajomi mogli być lekko zdziwieni. Nagle dwóch gości, którzy zajmują się dość poważnymi rzeczami w życiu, stwierdza, że startują z czymś totalnie innym, nie związanym w żaden sposób z dotychczasowymi zajęciami. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę.
Po 3 latach istnienia na rynku, czym dzisiaj jest mobiCafé?
Konrad: Wchodzimy coraz bardziej w kwestię obsługi klientów biznesowych. Będziemy zajmować się obsługą wszelkiego rodzaju wydarzeń dla firm. Chcemy zaistnieć bardziej w b2b (business to business), ale nie zapominamy o „street-cie”.
Marcin: To już nawet się dzieje. Działamy w wielu sektorach, jesteśmy na wszystkich większych imprezach w kraju – sportowych, kulturalnych, motoryzacyjnych, lotniczych, jeździeckich i wielu innych. Obsługujemy targi, wystawy, różnego rodzaju pokazy. Chcemy rozszerzyć profil działalności o obsługę imprez firmowych nawiązując współpracę na przykład z klientami instytucjonalnymi.
Ile dziś osób pracuje na rzecz mobiCafé?
Konrad: Nasz zespół na dziś liczy około 10 osób. Wiadomo, te zależności są różne, sztab też jest różnorodny. Nie wystarczy być samym baristą, dochodzi tutaj obowiązek posiadania prawa jazdy, zdolności operacyjne itp. Mamy dość duża flotę, m.in. auta marki Peugeot, które kursują po całym kraju.
Marcin: De facto baristami aktywnymi jesteśmy też my. Chętnie serwujemy ludziom kawę, rozmawiamy, poznajemy gusta. Niezmiennie kochamy kawę i jest to dla nas nie mniejsza przyjemność niż ponad 3 lata temu.
Stojąc na street-cie można obserwować ludzi. Jacy oni są?
Marcin: To prawda, szczególnie na początku naszej działalności mieliśmy dużo czasu. Gdy ruch w naszej kawiarni, nie był jeszcze tak duży, w wolnych chwilach można było naprawdę wiele zobaczyć. Będąc w pędzie jesteś częścią tłumu. Stojąc w miejscu, patrząc w tłum, stajesz się niezłym obserwatorem z ciekawymi wnioskami.
Konrad: Delikatnie powiem, że byliśmy trochę zatrwożeni tym co widzimy. Nie chcę wchodzić w szczegóły zachowań ludzkich, a odniosę się do samego podejścia do „street'u”. Można było odnieść wrażenie, że Polacy, czy na naszym przykładzie wrocławianie, są nieufni. Z jednej strony słyszeliśmy „wow” - nareszcie coś innego, dobrze, że to nie kolejna budka z knyszą, ale z drugiej strony ta chęć spróbowania kawy nie była taka, jak oczekiwaliśmy. Cieszy nas natomiast fakt, że to właśnie „na ulicy” pozyskaliśmy wiele cennych kontaktów.
Marcin: Wrocław pędzi. Chcieliśmy złapać ten oddech wraz z ludźmi. Trochę tak jak w Nowym Jorku, gdzie od 6 rano spotkasz na „street-cie” pełno takich przedsiębiorców jak my – serwujących kawę. Tam Ci zabiegani ludzie zatrzymują się na „małą czarną”. Być może Wrocław biegnie jeszcze szybciej niż Nowy Jork.
Czujecie się szczęściarzami?
Konrad: Trochę tak. Ten rok jest dla nas przełomowy. Wysiłek, nieobecność w domu od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora, weekendy w pracy, ciągłe planowanie, myślenie – mamy wrażenie, że niebawem nam to zaowocuje.
Marcin: Marka została zauważona. Coraz więcej mamy ciekawych zapytań, rośnie ilość chętnych na obsługę imprez przez mobiCafé. Do tego mamy nominację do nagrody Dobry Wzór 2013. W kategorii „usługa” dostaliśmy się do finału. 24 października ogłoszenie wyników.
Organizuję event. Chcę, aby MobiCafe sprzedawało moim gościom kawę. Ile muszę Wam zapłacić?
Konrad: Jeżeli przyjeżdżamy na event i jesteśmy tam, jako punkt komercyjny, czyli sprzedajemy uczestnikowi kawę, to organizator nie płaci nam żadnej kwoty, czy to w formie abonamentu, czy jednorazowego zlecenia. Zarabiamy na sprzedaży kawy.
Marcin: W sytuacji kiedy nasz klient chciałby wykupić jakiś pakiet kawowy dla swoich gości, czy pracowników, wówczas indywidualnie negocjujemy stawki.
Plany na przyszłość?
Marcin: Rozszerzanie sieci, kolejne jednostki i być może własna sieć franczyzowa. Na to jednak potrzebujemy jeszcze trochę czasu.
Konrad: Potrzeba czasu, ale wiemy, że się uda. Tak jak udało się z mobiCafé.
Mobicafe przygotowało 10% rabatu dla klientów na hasło IDEA Bank. Zniżka dotyczy zakupu pakietów kawowych.