
W sieci coraz częściej można natknąć się na popisy „ulicznych proroków”, którzy sprowokowani banalnym pytaniem, wypluwają z siebie pełen wizji monolog, a ten chwilę później ląduje na YouTube i staje się hitem internetu. Sprawa jest mocno wątpliwa moralnie. Śmiejemy się i zapominamy, że w większości przypadków widzimy na ekranie ludzi chorych umysłowo. Czy śmialibyśmy się z niepełnosprawnego, który nie jest w stanie wejść do windy? Raczej nie. Ale śmiejemy się z „hemoglobiny”, bo psychiczne dysfunkcje wciąż nie wywołują w nas takiego współczucia, jak te fizyczne.
Czarny Roman, na temat którego pojawiła się już setka legend, doczekał się także kilku kontynuatorów swojej „misji”. A ci, łapani przez kamery ulicznych sond, z miejsca stają się internetowymi hitami. Ich dziwaczne monologi, w których pojawiają się opisy objawień i odpowiedzi na największe tajemnice świata, są oglądane przez miliony osób. Pół Polski zna Doktora Nauk, który nie uśmiecha się często i wie o jego spięciach z dyrektorem klubu księgarza. Czasem „prorocy” produkują nawet slogany reklamowe - słynna „taka sytuacja” przeskoczyła z YouTube do telewizji. Niestety bez towarzyszącej jej hemoglobiny i chemii.
Siedemnaście poczytalności
Sama rok temu śmiałam się z tego filmiku i kilku innych podobnych do niego. Szczególnie ciekawy wydawał mi się bohater nagrany przez wiozącego go taksówkarza. Mężczyzna w jarmułce, ledwie trzymającej się na blond dredach twierdził, że ma 17 poczytalności, jest synem Violetty Villas, bratem Jezusa i Josepha Ratzingera, który żeby było ciekawiej, jest synem Hitlera i pół-żydem. Dalej dowiadujemy się, że tam, gdzie pojawia się nasz posiadający siedem nazwisk bohater, rozbłyska słońce, które go ogrzewa, a każda z jego kwestii rozpoczynanych od słodko brzmiących słów „czy Ty wiesz...”, wywołuje przynajmniej uśmiech. 14 minut czystej, internetowej rozrywki.
Dwa dni temu na YouTube'owym kanale Sondujemy, został opublikowany film pod tytułem „Nie tak miało być”. Mężczyzna, przepytywany przez uliczną sondę twierdzi, że miał zagrać w Titanicu i zostać 44. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Poza tym, opowiada, że „książę Michał się wykichał”, a Jaruzelski doznał objawienia i wiedział o zamachu z 11 września. Film, który ma już prawie 200 tysięcy wyświetleń, jest uznawany za nowy hit internetu. Ale nie przez wszystkich. Wielu komentatorów pisze, że przecież z tego człowieka nie wolno się śmiać, bo jest poważnie chory. Wykazuje objawy schizofrenii (do której zresztą sam się przyznaje) i umieszczanie jego wypowiedzi na YouTube, to eufemistycznie mówiąc szczyt chamstwa. Internauci nakazują film usunąć.
bardzo zabawne nabijać sobie oglądalnosc wypowiedziami chorych umyslowo ludzi. skurw*syństwo panowie i barbarzyństwo... ani to śmieszne, ani poważne... zero ku..a empatii i granic
Tego typu komentarze rzadko pojawiały się pod „taką sytuacją” (która rozeszła się na tyle, że aż dotarła do reklam i linkując ten film już bardziej nie zaszkodzę) oraz „doktorem nauk”, zatem świadczą o jakimś przełomie. Problem jednak w tym, że internet bardzo często śmieje się z ludzi chorych umysłowo. Większość „zabawnych” filmików, na jakie natrafia się w sieci, o ile ich bohaterami nie są koty, przedstawiają ludzi z mniejszym, lub większym problemem psychicznym. Nawet osławiony Zwycięzca, z filmu „Jesteś zwycięzcą” zdaje się do takich należeć.
Więc jak? Śmiać się, czy nie? Publikować nagranie z chorą osobą, czy nie? A jeżeli bohater opublikował film sam, to może lepiej nie przesyłać dalej, żeby nie podbijać jego popularności i pośmiać się po cichu? Nie wiadomo jak zareagować, bo gdyby przeprowadzić taką krucjatę, to wyczyścilibyśmy internet z większości treści, które kogoś śmieszą. Przyznaję, że mnie również, ale piszę z lekkim wstydem. Wiem, że nigdy nie bawiłaby mnie osoba na wózku, niewidoma, lub niesłysząca. I wielu innych ludzi, którzy nabijają "Nie tak miało być" również. Więc dlaczego mamy dużo mniejsze opory przed śmiechem, kiedy stykamy się z dysfunkcjami psychicznymi?

