W niedzielę w Paryżu trudno zrobić zakupy, bo we Francji od ponad stu lat panuje zakaz handlu w ten dzień.
W niedzielę w Paryżu trudno zrobić zakupy, bo we Francji od ponad stu lat panuje zakaz handlu w ten dzień. Fot. wallyg / Flickr.com (CC BY-NC-ND 2.0)

W Polsce od lat toczy się dyskusja nad możliwością wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę. Kolejnych argumentów przeciwko temu kontrowersyjnemu pomysłowi forsowanemu przez związki zawodowe właśnie dostarczają... Francuzi. W ich kraju taki zakaz obowiązuje od ponad stu lat, ale właśnie zaczynają mieć go serdecznie dość.

REKLAMA
Niedawno związkowcy z "Solidarności" kolejny raz wrócili do próby ziszczenia marzeń o restrykcyjnym zakazie handlu w niedzielę. W dyskusji do obrońców interesów wąskiej grupy pracujących Polaków niezbyt przemawiały argumenty, iż wielu z nas nie ma okazji zrobić większych zakupów w inne dni, a zakaz oznacza wielomilionowe straty dla gospodarki i likwidację kolejnych miejsce pracy. Czego od lat nie udaje się przeforsować w Polsce, od dawna funkcjonuje natomiast nad Sekwaną.
Jednak Francuzi zaczynają mieć tego dosyć. Niedziela jest dniem wolnym we Francji od początku XX. wieku, ale dziś aż 63 proc. obywateli Francji chce, by państwo pozwoliło pracować im nie tylko w sklepach spożywczych i miejscach atrakcyjnych turystycznie, które spod wieloletniego zakazu wyłączył Nicolas Sarkozy. Nowy socjalistyczny rząd zapowiada tymczasem, że zniesienia zakazu handlu w niedzielę nawet nie zamierza brać pod uwagę.

Zakaz handlu w niedzielę, czyli kościół w ofensywie

Z jakiej racji Arcybiskup z jakimś człowiekiem o którym nigdy nie słyszałem ma mi mówić co ja mam robić w niedzielę? Czemu przedstawiciel kościoła i wiary której nie uznaje narzuca mi przymusowy "zakaz" zakupów? Moje pieniądze, moja niedziela. Jeśli będę chciał to wyrzucę je przez okno i co najwyżej zapłacę za zaśmiecanie. I to w niedziele. CZYTAJ WIĘCEJ


W przeciwieństwie do ponad trzech milionów bezrobotnych Francuzów, których od dawna nie było tak wielu. Od dekad francuska gospodarka nie radziła sobie bowiem tak kiepsko, jak dziś. Dlatego kandydatka na mera Paryża Nathalie Kosciusko-Morizet grzmi dziś, że jej kraj marnuje "ekonomiczną mannę". Szczególnie w Paryżu, który jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów miast na świecie, a w niedzielę wiele sklepów wita ich zamkniętymi drzwiami.
Z wyliczeń ekspertów pracujących dla Kosciusko-Morizet wynika bowiem, że tylko paryscy przedsiębiorcy w niedzielę mogliby zarabiać aż 20 proc. tego, co w ciągu całego tygodnia. To oznaczałoby więcej miejsc pracy i podwyżki dla wcześniej zatrudnionych pracowników. Polityk podkreśla też, że dość popularne stają się w ostatnich latach oferty francuskich biur podróży, które organizują niedzielne wycieczki na zakupy do Londynu.

Źródło: TheLocal.fr / lexpress.fr